Oni już zarobili pierwszy milion, dziś radzą młodym

Rozmawiała Joanna Blewąska
10.03.2010 , aktualizacja: 10.03.2010 16:05
A A A Drukuj
"Gazeta" prowadzi akcję Na Swoim. Eksperci radzą, jak założyć firmę, skąd wziąć pieniądze na start. Dziś zaczynamy cykl, w którym doświadczeni przedsiębiorcy podpowiedzą młodym, jak nie poślizgnąć się na starcie.
Rozmowa z Józefem Szmichem, założycielem Delia Cosmetics i prezesem Delia Cosmetics Distribution

Joanna Blewąska: Jak został Pan przedsiębiorcą?

- Byłem nauczycielem akademickim, obroniłem doktorat. Wtedy nadszedł 89 rok i nagle wszystkim nam się wydało, że w końcu wolno nam robić rzeczy, które wcześniej były niedostępne. Razem z trójką kolegów postanowiliśmy to wykorzystać i założyć własną firmę. Przyznaję, że trochę przyczyniła się do tego moja żona.

W jaki sposób?

- Dostaliśmy od rodziców sporą działkę na Smulsku. Zaczęliśmy tam budowę domu. Ten teren nie był tak zagospodarowany jak dziś, a żona nie bardzo chciała się tam przeprowadzać. Pomyślałem więc, że możemy garaż wykorzystać na potrzeby naszej firmy - to w nim uruchomimy produkcję. Zaczęło się od farb do włosów. Pamiętam, że były wtedy czasy wymarzone dla przedsiębiorców. W sklepach nie było nic, a jeśli już coś się pojawiło, to przez kurs dolara było bardzo drogie. Kupiliśmy więc samochód - "Malucha" - i rozwoziliśmy nasze farby po sklepach. Zauważyliśmy też, że wielkie możliwości tkwią w eksporcie. Rosjanie, którzy przyjeżdżali do Łodzi po nasze produkty, byli bardzo zainteresowani rozjaśniaczami do włosów. Te były w dodatku tańsze w produkcji niż farby. Okazały się eksportowym hitem. Tak działała nasza pierwsza firma kosmetyczna Venita.

Nie żałował Pan rezygnacji z kariery naukowej?

- Lubiłem pracę na uczelni, byłem nieźle zapowiadającym się naukowcem. Podczas studiów na chemii na Politechnice Łódzkiej dostałem nawet mieszkanie od Gierka - to była nagroda dla najlepszych studentów.

Ale ja jestem ruchliwy, niespokojny, lubię robić coś nowego, lubię gdy wokół dużo się dzieje. W biznesie czuję się więc bardzo dobrze. W 1997 roku sprzedałem moje udziały w Venicie i kupiłem dwa budynki w Rzgowie. Tu wystartowała Delia Cosmetics, która się ciągle rozwija i ma w tej chwili 5 budynków. W 2009 roku skończyliśmy budowę budynku biurowo-magazynowego, a już planujemy nową inwestycję - zakład na Nowym Józefowie, w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, który postawi spółka córka Delia Cosmetics Distribution. Zajmować się będzie ona nie tylko produkcją i sprzedażą kosmetyków, ale także pakowaniem i konfekcjonowaniem dla innych firm.

Dziś Delia produkuje 550 różnych artykułów. Żartuję zawsze, że obsługujemy klientów "od stóp do głów". Mamy przecież w ofercie zarówno farby do włosów dla kobiet czy odsiwiacze dla mężczyzn, poprzez środki do depilacji, pomadki, masła do ciała, kremy do rąk, aż po balsamy i sole do stóp.

Dużo...

- Tylko taka różnorodność mogła przyciągnąć klientów z odległych krajów postradzieckich. Dziś eksportujemy do 38 państw, najdalej do Kazachstanu i Mongolii, ale także do Azerbejdżanu czy Turkmenistanu. By opłacił się im import z Polski, ze względu na koszty transportu, muszą zamówić co najmniej kontener, czyli mniej więcej pół tira kosmetyków. Tyle farb do włosów trudno byłoby im sprzedać. Ale jeśli zamawiają kremy, fluidy, lakiery do paznokci, całą gamę innych kosmetyków, nie ma problemu. Mają w czym wybierać. A nam pozwoliło to działać, bo na polskim rynku bardzo trudno konkurować z wielkimi koncernami. Takie marki jak Szwarzkopf czy L'Oréal bardzo dużo inwestują w reklamę, sprzedają się w wielu sieciach i naprawdę trudno walczyć z nimi o udział w sprzedaży na rynku.

Czy te najdalsze kraje mają jakieś specjalne zamówienia?

- Generalnie w krajach, w których kobiety mają smagłą cerę lepiej sprzedają się rozjaśniacze do włosów, a do twarzy fluidy w kolorze jasnym, na przykład kości słoniowej. Polki, szczególnie te o jasnej karnacji, wolą kolory opalone. Jeśli chodzi o opakowania, na wschód jadą "krzykliwe pudełka". U nas linie muszą być stylowe, stonowane.

Gdzie w Polsce sprzedaje się Delia?

- Największą część sprzedajemy w sieci Rossmann. Ale wykonujemy też kosmetyki dla sieci Carrefour, które są sprzedawane jako jej marka własna. Oprócz tego dostarczamy je w Polsce do mniejszych sieci jak E.Leclerc, Intermarché, Vica, Kama oraz do ponad 20 dużych hurtowni. Przy nich działają nasi przedstawiciele handlowi. Jeżdżą po sklepach i zbierają zamówienia. Tak Delia trafia do ok. 4 tysięcy sklepów.

Kryzys?

- Nas nie dotknął. Przemysł kosmetyczny zanotował w 2009 roku w Polsce wzrost o ok. 17 procent w stosunku do 2008. A takie spółki jak nasza - oferujące kosmetyki ze średniej półki - są w takiej sytuacji uprzywilejowane. Klientki bowiem coraz częściej rezygnują z bardzo drogich kosmetyków, trudniej kupić im elegancką bluzkę czy spódnicę, a dla poprawienia sobie nastroju kupują kosmetyk - dobry, a nie za drogi. Tak więc kryzys to nie jest dla nas zły czas.

A czy jest to też dobry czas na zakładanie firmy?

- Na to zawsze jest dobry czas.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład