Listonic - męska lista zakupów
11.02.2010
, aktualizacja: 11.02.2010 11:36
Sześciu młodych mężczyzn ma świetny pomysł na biznes. Wygrywają konkursy, dostali niemałe pieniądze z funduszu Venture Capital. Czym podbijają świat? Listą zakupów na telefon.
ZOBACZ TAKŻE
- Sukces łódzkiej firmy. Listonic współpracuje z Orange (09-09-10, 20:15)
- Młodzi przedsiębiorcy narzekają na brak pieniędzy (23-02-10, 12:50)
- DEBATA "Co przeszkadza młodym przedsiębiorcom?" (22-02-10, 12:46)
- "Ruda" z "You Can Dance" zakłada w Łodzi swój biznes (19-02-10, 19:35)
- Zakładasz firmę? Koniecznie zadzwoń do eksperta! (14-02-10, 21:15)
- Płyną z Unii nowe pieniądze. Jak je zdobyć? (11-02-10, 11:52)
Planujemy spotkanie ze znajomymi. Dobra muzyka, drinki, jedzenie. Przepisów na smakołyki zwykle szukamy w internecie. Ale potem listę składników trzeba przepisać na kartkę. - I łatwo ją zgubić - mówi Łukasz Leśniak z firmy Listonic.
Młodzi łodzianie ułatwili nam życie. Wystarczy wejść na stronę z poradami kulinarnymi, np. palcelizac.pl, i wybrać przepis. A potem kliknąć na zamieszczoną pod nim literę "L". Przepis zmienia się w listę zakupów i przenosi ją na nasz telefon komórkowy. Za darmo.
Żona też może coś dopisać
- Interesowało nas tworzenie nowych funkcji w telefonach komórkowych - opowiadają.
- A zakupy? Oczywiście, że często robią je mężczyźni - uważa Piotr Wójcicki, współzałożyciel firmy, jedyny w Listonicu, który ma już własną rodzinę. Jego zdaniem lista w telefonie ma wiele zalet. - Wszyscy członkowie rodziny mogą w komputerze dopisywać potrzebne rzeczy. Potem całość wyświetla się w telefonie robiącego zakupy - opowiada.
Listonic założyli trzej 25-latkowie, koledzy z informatyki na Politechnice Łódzkiej: Filip Miłoszewski, Piotr Wójcicki i Kamil Janiszewski. Zdecydowali się na to rok po skończeniu studiów. - Najpierw pracowaliśmy w dużych firmach. Odeszliśmy - mówią.
- Dużo dał nam wyjazd na stypendium do Coventry w Wielkiej Brytanii - ocenia Filip. A Kamil porównuje: - W Polsce każdy młody człowiek jest jak kula toczona w rynnie. Wiadomo, że musi wybrać liceum, potem skończyć studia, a pod ich koniec szukać pracy. Na Wyspach powiedzieli nam, że mamy różne drogi. To my wybieramy i możemy robić to, co lubimy. I gdy tylko uznaliśmy, że da się to sprzedać, zrobiliśmy pierwszy krok do sukcesu we własnym biznesie.
Od początku plan mieli taki: dwie trzecie czasu pracują zarobkowo, wykonują proste zlecenia. Tak, by się utrzymać. Ale jedną trzecią przeznaczają na rozwój pomysłu, czyli listy zakupów. Projekt zdobył wiele nagród, m.in. doceniony został w konkursie Raiffeisen Banku i "Gazety Wyborczej", gdzie znalazł się w trzynastce najlepszych spośród 1,4 tys. zgłoszonych.
Już 20 tysięcy osób tak robi zakupy
Dzięki nagrodom pojawił się sponsor - fundusz Venture Capital. Uwierzył, że firma ma potencjał, i włożył w nią niemałe pieniądze. - Możemy teraz pracować tylko nad listą zakupów. Zatrudniliśmy osobę zajmującą się marketingiem - wspominają młodzi mężczyźni. Dziś Listonic to sześciu panów i dwie współpracujące dziewczyny.
Minus? - Praca się sformalizowała, musimy funduszowi wszystko na bieżąco raportować. Jest więcej papierkowej roboty - przyznaje Piotr. Plusów widzi jednak dużo więcej. Na przykład fundusz, który ma centralę w Warszawie, już pomaga łodzianom podbić tamtejszy rynek, udostępniając im swoje kontakty.
Piotr, Filip i Kamil nie ryzykowali dużych pieniędzy. Każdy zainwestował w spółkę kilka tysięcy złotych. Nie musieli się zapożyczać, brać kredytów w bankach. Na czym chcą zarabiać? - Mamy kilka pomysłów - nie zdradzają szczegółów. Ale zapewniają: lista zakupów jest darmowa i taka pozostanie.
Pomysł Listonica ma już w telefonie 20 tysięcy osób - tylu użytkowników założyło konta na stronie spółki.
- Warto - przekonuje Kamil, który wykorzysta listę po raz kolejny jutro. - Robię spotkanie dla grupy znajomych, a moja narzeczona pracuje w Częstochowie. Wybrała kilka sałatek i wrzuciła mi listę na telefon. Nim odbiorę ją z dworca, zrobię zakupy - opowiada.
Młodzi łodzianie ułatwili nam życie. Wystarczy wejść na stronę z poradami kulinarnymi, np. palcelizac.pl, i wybrać przepis. A potem kliknąć na zamieszczoną pod nim literę "L". Przepis zmienia się w listę zakupów i przenosi ją na nasz telefon komórkowy. Za darmo.
Żona też może coś dopisać
- Interesowało nas tworzenie nowych funkcji w telefonach komórkowych - opowiadają.
- A zakupy? Oczywiście, że często robią je mężczyźni - uważa Piotr Wójcicki, współzałożyciel firmy, jedyny w Listonicu, który ma już własną rodzinę. Jego zdaniem lista w telefonie ma wiele zalet. - Wszyscy członkowie rodziny mogą w komputerze dopisywać potrzebne rzeczy. Potem całość wyświetla się w telefonie robiącego zakupy - opowiada.
Listonic założyli trzej 25-latkowie, koledzy z informatyki na Politechnice Łódzkiej: Filip Miłoszewski, Piotr Wójcicki i Kamil Janiszewski. Zdecydowali się na to rok po skończeniu studiów. - Najpierw pracowaliśmy w dużych firmach. Odeszliśmy - mówią.
- Dużo dał nam wyjazd na stypendium do Coventry w Wielkiej Brytanii - ocenia Filip. A Kamil porównuje: - W Polsce każdy młody człowiek jest jak kula toczona w rynnie. Wiadomo, że musi wybrać liceum, potem skończyć studia, a pod ich koniec szukać pracy. Na Wyspach powiedzieli nam, że mamy różne drogi. To my wybieramy i możemy robić to, co lubimy. I gdy tylko uznaliśmy, że da się to sprzedać, zrobiliśmy pierwszy krok do sukcesu we własnym biznesie.
Od początku plan mieli taki: dwie trzecie czasu pracują zarobkowo, wykonują proste zlecenia. Tak, by się utrzymać. Ale jedną trzecią przeznaczają na rozwój pomysłu, czyli listy zakupów. Projekt zdobył wiele nagród, m.in. doceniony został w konkursie Raiffeisen Banku i "Gazety Wyborczej", gdzie znalazł się w trzynastce najlepszych spośród 1,4 tys. zgłoszonych.
Już 20 tysięcy osób tak robi zakupy
Dzięki nagrodom pojawił się sponsor - fundusz Venture Capital. Uwierzył, że firma ma potencjał, i włożył w nią niemałe pieniądze. - Możemy teraz pracować tylko nad listą zakupów. Zatrudniliśmy osobę zajmującą się marketingiem - wspominają młodzi mężczyźni. Dziś Listonic to sześciu panów i dwie współpracujące dziewczyny.
Minus? - Praca się sformalizowała, musimy funduszowi wszystko na bieżąco raportować. Jest więcej papierkowej roboty - przyznaje Piotr. Plusów widzi jednak dużo więcej. Na przykład fundusz, który ma centralę w Warszawie, już pomaga łodzianom podbić tamtejszy rynek, udostępniając im swoje kontakty.
Piotr, Filip i Kamil nie ryzykowali dużych pieniędzy. Każdy zainwestował w spółkę kilka tysięcy złotych. Nie musieli się zapożyczać, brać kredytów w bankach. Na czym chcą zarabiać? - Mamy kilka pomysłów - nie zdradzają szczegółów. Ale zapewniają: lista zakupów jest darmowa i taka pozostanie.
Pomysł Listonica ma już w telefonie 20 tysięcy osób - tylu użytkowników założyło konta na stronie spółki.
- Warto - przekonuje Kamil, który wykorzysta listę po raz kolejny jutro. - Robię spotkanie dla grupy znajomych, a moja narzeczona pracuje w Częstochowie. Wybrała kilka sałatek i wrzuciła mi listę na telefon. Nim odbiorę ją z dworca, zrobię zakupy - opowiada.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów




więcej zdjęć