Po kiełkowniku zbuduje zaporę
10.02.2010
, aktualizacja: 10.02.2010 14:25
Panu po pięćdziesiątce zakiełkował w głowie taki pomysł: Otworzę własną firmę. Będę produkował kiełkowniki do nasion.
ZOBACZ TAKŻE
- DEBATA "Co przeszkadza młodym przedsiębiorcom?" (22-02-10, 12:46)
Paweł Kospin ma 53 lata. Właśnie zrobił drugie podejście do założenia biznesu. Pierwsze było w latach 90. Wtedy to sprzedawał materiały budowlane i szło nawet nieźle. Ale jedna z firm, z którą współpracował, zaproponowała mu pracę na etacie. Został jej przedstawicielem... i tak zostało na ponad 10 lat.
Ostatnio jednak dużo słyszał o dotacjach dla powstających firm. - Czy one rzeczywiście są dla zwykłego śmiertelnika? - zaczął się zastanawiać.
- Są - już wie. - Choć samo założenie firmy, zaplanowanie wydatków to niełatwe sprawy.
Kospin zrezygnował ze stałej pracy i zarejestrował się w Poddębicach jako bezrobotny. - To było ryzykowne. Ale z wiekiem przyszło takie marzenie o byciu niezależnym - ocenia.
Rodzina popierała pomysł. - Żona jest emerytką, ma stałe dochody. Powiedziała, że mnie wyżywi. Rzeczywiście, na razie jestem na jej utrzymaniu, ale mam nadzieję, że niebawem zacznę zarabiać.
Pomysł pana Pawła na firmę to kiełkownik . Usłyszał o nim kilkanaście lat temu. Rozmawiał wtedy z naukowcem Akademii Rolniczej. Ten mówił, jak ważne byłoby takie urządzenie do badania potencjału zboża. I jaka szkoda, że nikt takiego nie produkuje. Zaczął Kospin.
- Umieszczamy w foremce sto ziaren jęczmienia, owsa, żyta czy pszenicy - opowiada.
Po kilku dniach zboże kiełkuje. Gdy urośnie więcej niż 95 nasion, nadaje się do siewu. - Gdy mniej, lepiej zrobić z niego chleb, piwo - uśmiecha się.
I wierzy, że kiełkownik będzie przydatny szkołom rolniczym, uczelniom, laboratoriom, a także indywidualnym rolnikom.
Na rozwój firmy Kospin dostał 19 tys. zł z Urzędu Pracy w Poddębicach, może też płacić niższy ZUS. Pieniądze wydał na auto ciężarowe, komputer oraz surowce i opakowania do produkcji kiełkownika . Plastikowe foremki odlewa zewnętrzna firma. By sfinansować produkcję, wziął kredyt - 15 tys. zł. - Z tym się liczyłem. Ale wszystkich kosztów nie uwzględniłem - przyznaje.
Zabrakło na stworzenie profesjonalnej strony w internecie. - Brak witryny uniemożliwił mi dynamiczne wejście na rynek - mówi. - Mam nadzieję, że wystartuję pełną parą za miesiąc, góra dwa.
A kiedy powie, że osiągnął sukces? Gdy sprzeda w tym roku 2 tys. kiełkowników. Liczy na miesięczny obrót około 4 tys. zł. Wtedy opłaci ZUS, ratę kredytu, utrzyma firmę.
Na pensje niewiele zostanie, ale to już plan na przyszły rok. Docelowo chciałby, żeby było go stać na budowę małego, ale własnego zakładu do produkcji kiełkowników. No i żeby były zyski, które umożliwią realizację drugiego pomysłu - budowę zapory śniegowej, która pomaga bezpiecznie usuwać śnieg z dachu. - Temat zainteresował mnie po katastrofie w Katowicach. Mam pewien plan! - zdradza.
Ostatnio jednak dużo słyszał o dotacjach dla powstających firm. - Czy one rzeczywiście są dla zwykłego śmiertelnika? - zaczął się zastanawiać.
- Są - już wie. - Choć samo założenie firmy, zaplanowanie wydatków to niełatwe sprawy.
Kospin zrezygnował ze stałej pracy i zarejestrował się w Poddębicach jako bezrobotny. - To było ryzykowne. Ale z wiekiem przyszło takie marzenie o byciu niezależnym - ocenia.
Rodzina popierała pomysł. - Żona jest emerytką, ma stałe dochody. Powiedziała, że mnie wyżywi. Rzeczywiście, na razie jestem na jej utrzymaniu, ale mam nadzieję, że niebawem zacznę zarabiać.
Pomysł pana Pawła na firmę to kiełkownik . Usłyszał o nim kilkanaście lat temu. Rozmawiał wtedy z naukowcem Akademii Rolniczej. Ten mówił, jak ważne byłoby takie urządzenie do badania potencjału zboża. I jaka szkoda, że nikt takiego nie produkuje. Zaczął Kospin.
- Umieszczamy w foremce sto ziaren jęczmienia, owsa, żyta czy pszenicy - opowiada.
Po kilku dniach zboże kiełkuje. Gdy urośnie więcej niż 95 nasion, nadaje się do siewu. - Gdy mniej, lepiej zrobić z niego chleb, piwo - uśmiecha się.
I wierzy, że kiełkownik będzie przydatny szkołom rolniczym, uczelniom, laboratoriom, a także indywidualnym rolnikom.
Na rozwój firmy Kospin dostał 19 tys. zł z Urzędu Pracy w Poddębicach, może też płacić niższy ZUS. Pieniądze wydał na auto ciężarowe, komputer oraz surowce i opakowania do produkcji kiełkownika . Plastikowe foremki odlewa zewnętrzna firma. By sfinansować produkcję, wziął kredyt - 15 tys. zł. - Z tym się liczyłem. Ale wszystkich kosztów nie uwzględniłem - przyznaje.
Zabrakło na stworzenie profesjonalnej strony w internecie. - Brak witryny uniemożliwił mi dynamiczne wejście na rynek - mówi. - Mam nadzieję, że wystartuję pełną parą za miesiąc, góra dwa.
A kiedy powie, że osiągnął sukces? Gdy sprzeda w tym roku 2 tys. kiełkowników. Liczy na miesięczny obrót około 4 tys. zł. Wtedy opłaci ZUS, ratę kredytu, utrzyma firmę.
Na pensje niewiele zostanie, ale to już plan na przyszły rok. Docelowo chciałby, żeby było go stać na budowę małego, ale własnego zakładu do produkcji kiełkowników. No i żeby były zyski, które umożliwią realizację drugiego pomysłu - budowę zapory śniegowej, która pomaga bezpiecznie usuwać śnieg z dachu. - Temat zainteresował mnie po katastrofie w Katowicach. Mam pewien plan! - zdradza.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów



