Franczyza, czyli pomysł na biznes
04.02.2010
, aktualizacja: 05.02.2010 15:11
Nie masz pomysłu na własny biznes albo boisz się, że twój interes nie wypali? Otwórz firmę pod cudzą marką i skorzystaj z cudzego pomysłu na biznes
Jest to całkiem proste i - wbrew pozorom - w pełni legalne. Wystarczy, że kupimy licencję od już działającej firmy. Franchising to bowiem działalność gospodarcza oparta na sprawdzonym pomyśle. Franczyza przynosi korzyści obu stronom porozumienia. Dawcy licencji pozwala zdobyć nowe rynki zbytu bez kosztownych inwestycji. Kupujący licencję może z kolei oferować towary bądź usługi pod sprawdzoną marką bez obaw, że rynek je odrzuci. Od swojego franczyzodawcy otrzymuje bowiem cenne know-how, które pozwala mu na efektywne działanie nawet w nowej branży. Większość ludzi zetknęła się już z pojęciem franczyzy. Wielu jednak nie zdaje sobie sprawy, że codziennie stykają się z firmami działającymi w oparciu o franczyzę. Wystarczy, że zgłodnieją i wstąpią do Subwaya, kanapkę popiją kawą z McDonald's, a potem skoczą do centrum handlowego, gdzie kupią bieliznę w Atlanticu, bluzę w Bennetonie, telefon w salonie mPunkt i oddadzą rzeczy do pralni Panda. Wracając do domu, mogą kupić pieczywo i ser w Intermarche, a na koniec zatankować paliwo na stacji Statoil. Lista ta mogłaby być dużo dłuższa, gdyż w Polsce systemów franczyzowych jest już ponad 450, a ich właściciele sprzedali ponad 26,6 tys. licencji.
Wszystkiego cię nauczą Franchising rozwija się w Polsce od lat 90. zeszłego stulecia, prawdziwy rozkwit nastąpił od 2000 r. - Konkurencja na rynku jest tak duża, że coraz trudniej o unikalny, nowy pomysł na biznes - tłumaczy sukces franczyzy Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa we franczyzie PROFIT system. Zapewnia, że początkujący biznesmen chcący wejść w system franchisingowy nie musi mieć doświadczenia w branży. Franchising nie polega bowiem tylko na sprzedaży prawa do logo. Sprzedaż obejmuje pełny system prowadzenia biznesu. Przedsiębiorca, który kupił licencję, może liczyć, że franczyzodawca w pełni go ** przeszkoli w prowadzeniu biznesu. Centrala zapewni mu też ** kampanię promocyjną i ** zdradzi swój know-how, czyli tajniki prowadzenia tego rodzaju działalności. Ponadto ** doradzi przy wyborze lokalizacji siedziby, ** zakupie wyposażenia, ** zarządzaniu personelem. Niekiedy franczyzobiorca otrzymuje także ** prawo wyłącznej sprzedaży na danym obszarze.
To, że działamy w systemie uznanej sieci, zwiększa też naszą wiarygodność. Załóżmy bowiem, że zakładamy od podstaw nowe przedsiębiorstwo z własną marką. Na rynku nikt nas nie zna, trudno więc liczyć na to, że ktoś nam zaufa i np. przyzna kredyt. Przystąpienie do renomowanej sieci ułatwia życie. Najlepiej przekonał się o tym pan Krzysztof Kowalczuk, który w 2005 r. otworzył w warszawskim centrum handlowym Wola Park butik z artykułami prezentowymi (artykuły piśmiennicze, galanteria skórzana, etui). - Pracowałem na etacie, znudziło mi się jednak i szukałem sposobu na własny biznes. W czasopiśmie trafiłem na informacje na temat sprzedaży prezentów. Odwiedziłem w Warszawie targi franczyzy i postanowiłem spróbować - opowiada. Pan Krzysztof licencję kupił od katowickiej spółki Parta (tworzy ona punkty handlowe pod marką Galeria Prezentów). Lokalizację sklepu wybrał sam. Spółka wysłała go na szkolenia, podpowiedziała, jak rozmawiać z klientem. Pomogła przy zaopatrzeniu sklepu, doradziła, co trzeba kupić, jakie zaproponować ceny. - Najważniejsze, że dostawcy wskazani przez Partę dali mi świetne warunki z 60-dniowym odroczonym terminem płatności. Warunki wynegocjowała Parta, która dzięki wieloletniej współpracy była dla dostawców wiarygodna. Mnie samemu na pewno nic tak korzystnego by nie zaproponowali - przyznaje biznesmen. Nic jednak nie dostaniemy za darmo. Każdy, kto przystępuje do franchisingu, musi wykupić licencję . Do tego dochodzi comiesięczna opłata (procentowa lub kwotowa) dla franczyzodawcy. Ponadto sami musimy sfinansować wyposażenie naszego lokalu. Uwaga na ograniczenia! Np. to, jak ma wyglądać sklep w środku (meble, kolory ścian itp.), narzuca sieć. Przedsiębiorca musi się do wytycznych zastosować.
Franczyzodawcy często bowiem robią niezapowiedziane kontrole. Gdy wykryją jakieś braki, mogą umowę rozwiązać. Krzysztof Kowalczuk za licencję zapłacił spółce Parta w 2005 r 20 tys. zł. Teraz opłata za licencję wzrosła do 35 tys. zł. Wykupuje się ją raz na 5 lat. Co miesiąc Kowalczuk płaci też kilka procent od obrotu swojej firmy. - Nie narzekam, mam coraz więcej klientów i wychodzę na swoje - mówi. Obecnie pan Krzysztof ma już dwa punkty z prezentami. Drugi w centrum handlowym Plaza w Lublinie. Co jest najważniejsze w tym biznesie? - Po pierwsze lokalizacja, po drugie lokalizacja, po trzecie lokalizacja - mówi biznesmen. I dodaje: - Jak mamy złe miejsce, to choćby człowiek na głowie stawał, to w niczym mu to nie pomoże. A jak dobre, gdzie wokół dużo ludzi chodzi, to nawet nie trzeba się zbytnio przykładać, a interes i tak się kręci - mówi. Największy ruch ma w grudniu, gdy ludzie kupują prezenty na Boże Narodzenie. Więcej klientów jest też zawsze na koniec roku szkolnego, w popularne imieniny, walentynki, Dzień Matki, Babci i Dzień Ojca.
System dla ciebie Michał Wiśniewski z PROFIT system zapewnia, że do systemu franchisingowego może przystąpić każdy, niezależnie od grubości portfela. Są dostępne też takie programy, gdzie trzeba zainwestować zaledwie kilka tysięcy złotych. Pan Jacek Wiśniewski prowadzi punkt kasowy znanego pośrednika finansowego. Musiał zainwestować 9 tys. zł. Pieniądze były potrzebne na licencję, komputer i zabudowę w boksie w markecie. Przyjmuje rachunki do zapłaty (raty, ubezpieczenia, płatności w ZUS, urzędzie skarbowym). Żyje z prowizji - 70 proc. dochodu trafia do jego kieszeni, reszta do centrali firmy, z którą ma umowę. - Dzięki franczyzie czuję się bezpieczniej. Sieć mnie ubezpieczyła, stworzyła własny fundusz gwarancyjny, poza tym mój punkt ma znaną markę, która wzbudza zaufanie klienta - zachwala. Bywają jednak i takie franczyzy, gdzie trzeba wydać kilka milionów złotych (np. stacje benzynowe). Uwaga! Najważniejsze, jak podkreślają specjaliści od franchisingu, to dobrze skonstruowana umowa. - Franczyza to nie biznes, w którym można obejść się bez umowy, która jest dla każdej ze stron polisą na złe czasy - przekonuje Wiśniewski. Umowa franchisingowa jest bardzo szczegółowa - precyzyjnie określa prawa i zobowiązania każdej ze stron. Razem z nią przyszły przedsiębiorca dostaje tzw. podręcznik operacyjny, w którym są zaznaczone wszelkie zadania, które trzeba wykonać (począwszy od ustawienia regałów po sposób księgowania). W umowie musi być określone, czy licencjobiorca może otworzyć jeden punkt czy też wiele. Umowa określa też zasady szkolenia i pomocy w prowadzeniu firmy. Muszą być też wymienione wszystkie opłaty.
Niektórzy franczyzodawcy rezygnują jednak z jakichkolwiek miesięcznych wpłat, ale w zamian wymagają, by licencjobiorcy zaopatrywali się wyłącznie u nich. Tak jest w sławnej firmie cukierniczej Blikle. - Nasz partner musi kupować wyłącznie u nas. Towar dostaje z 46-proc. upustem - zdradza Andrzej Blikle, szef znanej polskiej cukierni. Dodaje, że umowy, które podpisuje jej firma, dotyczą tylko sprzedaży wypieków. Nikomu nie pozwalamy na ich produkcję, to daje nam gwarancję jakości - mówi Blikle.
Do października 2009 r. spółka ma siedem umów franczyzowych, m.in. w Gliwicach, Łodzi, Katowicach. Licencja Bliklego kosztuje równowartość 10 tys. pączków, czyli 26 tys. zł netto. Franczyzobiorca musi jednak zainwestować dużo więcej, ok. 200-300 tys. zł (w zależności od wielkości cukierni). To pieniądze na wystrój i na wyposażenie techniczne cukierni (odpowiednie krzesełka, ekspres do kawy). Inna jest strategia McDonald's. Biorca licencji przechodzi 9-12-miesięczne szkolenie. Potem podpisuje umowę, zgodnie z którą będzie prowadzić jedną restaurację. McDonald's daje lokal, a biorca wykupuje tzw. pakiet wyposażenia: maszyny, meble, kasy itd. Firma ma w Polsce 144 własnych placówek, licencji sprzedała 81. Wymagany kapitał własny to ok. 800 tys. zł. Umowa franczyzy zawierana jest na okres do 20 lat. Nie można jednak założyć sobie restauracji w dowolnym miejscu w kraju. Decyzje co do lokalizacji podejmuje wyłącznie McDonald's Polska.
Zbadaj biznes sieci Osoby prowadzące już placówki franczyzowe zapewniają, że przed wyborem spółki, od której chcemy kupić licencję, warto ją sprawdzić. Porozmawiać z ludźmi, którzy już w niej działają, zapytać, czy rzeczywiście jest to działalność opłacalna. Największym źródłem informacji o franczyzie jest portal www.franchising.pl. Zawiera najnowsze informacje o systemach działających w Polsce oraz za granicą. Na portalu dostępny jest również katalog systemów franczyzowych liczący ponad 300 pomysłów na biznes. W 2001 r. powstała też Polska Organizacja Franczyzodawców. Tu też możemy sprawdzić wiarygodność naszego przyszłego partnera. - Do organizacji mogą także zgłaszać się firmy zainteresowane stworzeniem systemu franczyzowego - tłumaczy Monika Dąbrowska, prezes zarządu POF.
O czym warto pamiętać
Zanim się zdecydujesz zostać franczyzobiorcą, portal www.franchising.pl radzi: ** Zbadaj potencjalny popyt na produkt lub usługę, którą chcesz oferować. Rozmawiaj z konkurencją potencjalnego franczyzodawcy. Nigdy nie polegaj tylko na otrzymanych od niego informacjach. ** Określ kapitał, który możesz zaangażować. Bądź przygotowany na zaciśnięcie pasa na pewien czas, ale nie ryzykuj całego majątku. Franchising zmniejsza ryzyko niepowodzenia, ale nigdy go całkowicie nie eliminuje. ** Zażądaj od franczyzodawcy informacji na temat: aktualnej i planowanej liczby franczyzobiorców (w ten sposób możesz ocenić, czy podołasz w starciu z przyszłą konkurencją), liczby rozwiązanych i przedłużonych umów franczyzowych oraz toczących się postępowań sądowych i administracyjnych (to z kolei pomoże ci ocenić, czy franczyzodawca nie stosuje nieuczciwych metod).
System agencyjny, czyli jak zarobić, nie inwestując
Działalność agencyjna jest podobna do franchisingu. We franchisingu przedsiębiorca, który nie chce bądź nie potrafi wymyślić własnego produktu, kupuje towar od uznanej firmy i pod jej marką sprzedaje go klientom. Na taką działalność potrzeba jednak dość dużych pieniędzy. Biznesmen musi bowiem wykupić licencję i często zainwestować w lokal i jego wyposażenie. Łączne koszty to nierzadko 200 tys. zł, a bywa i więcej. Musi też odprowadzać firmie comiesięczną opłatę. Za to do jego kieszeni trafia cały zysk. W systemie agencyjnym, zwanym też systemem partnerskim albo ajencją , też działamy pod cudzą marką, ale nie wykupujemy licencji i nie płacimy żadnych składek. Mało tego, nie musimy też wykładać pieniędzy na wyposażenie i zaopatrzenie sklepu. Niestety, nie oznacza to, że przyszły ajent może być bez grosza przy duszy. Musi bowiem założyć działalność gospodarczą (opłaty skarbowe!). Zazwyczaj firmy wymagają też zapłacenia za szkolenie i wpłacenia kaucji. Zysk przejmuje jednak sieć, my dostajemy z góry ustalone wynagrodzenie i prowizję od zysku ze sprzedanego towaru. Zarobimy więc mniej niż we franchisingu, ale za to co miesiąc będziemy mieć pewne pieniądze, nawet gdy interes nie idzie zbyt dobrze.
Bez kodeksu pracy Na początku agent musi wybrać działającą na rynku sieć. Jeśli przejdzie przez rozmowę kwalifikacyjną, zostaje wysłany na szkolenie. Później sieć wyznacza mu lokal, urządza go i zaopatruje w towar. - Agent nie sprzedaje więc własnych produktów bądź usług, tylko produkty zleceniodawcy. Nie jest więc właścicielem tego, co ma w środku placówki - tłumaczy Wiśniewski z firmy PROFIT system. Ważne! To agent ponosi pełną odpowiedzialność za powierzony mu przez firmę towar. Gdy więc zginie jakiś produkt (np. w wyniku kradzieży), musi pokryć straty z własnej kieszeni. System - jak zapewnia Michał Wiśniewski - może być jednak nadużywany. - Zamiast zatrudniać kogoś na etat, sieć zawiera umowę z agentem. Wtedy pracodawcy odchodzą koszty składek ZUS i nie obowiązuje go kodeks pracy, który gwarantuje np. 8-godzinny dzień pracy - dodaje Wiśniewski. To zachęca firmy do zmuszania agentów do pracy po kilkanaście godzin dziennie.
Kolporter i jego saloniki W Polsce jest kilkadziesiąt systemów agencyjnych, najczęściej to sieci handlowe, ale też sieci saloników prasowych jak np. Kolporter. Sieć ma już 900 saloników w kraju. - Od ludzi, którzy chcieliby zostać naszymi agentami, nie wymagamy doświadczenia w handlu, wszystkiego uczymy na szkoleniu - zachęca Maciej Topolski, rzecznik Kolportera. Pan Andrzej od 2004 r. prowadzi jako agent salonik Kolportera w centrum Bydgoszczy. Sprzedaje gazety, upominki, słodycze itp. Z wykształcenia jest elektrykiem, wcześniej zatrudniał się dorywczo na budowach. - Gdy w gazecie przeczytałem ogłoszenie Kolportera, zgłosiłem się do najbliższego oddziału firmy. Kazali założyć mi własną działalność gospodarczą i mnie przyjęli - opowiada. Firma nauczyła go obsługi kasy fiskalnej oraz tego, jak zamawiać towar przez centralny system komputerowy (agent Kolportera może zaopatrywać się tylko w sieci). Poinstruowali, że codziennie musi odprowadzić utarg. Żeby przystąpić do interesu, musiał wyłożyć 6,4 tys. zł. Połowę z tego pochłonęła kaucja, którą centrala pobiera za zabezpieczenie powierzonego towaru, 2 tys. zł musiał wyłożyć na jednorazową tzw. opłatę marketingową, a 1,2 tys. na opłatę szkoleniową. W 2009 r. stawki już są inne. Kaucja zwrotna to minimum 6 tys. zł (równowartość pięciodniowego obrotu danego saloniku). Koszt szkolenia dwóch osób (Kolporter zakłada, że partner musi mieć co najmniej jednego współpracownika) to 980 zł, oplata marketingowa za wejście do sieci - minimum 1 tys. zł, ubezpieczenie gotówki - 100 zł raz na rok, 30 zł to koszt pieczątki firmowej.
Podsumowując, gdyby ktoś dziś chciał zostać agentem Kolportera, musi mieć minimum 8,3 tys. zł. Jeżeli jednak lokalizacja saloniku jest w dobrym miejscu, np. centrum handlowym, ta kwota może być dwa razy wyższa (bo obroty, od których uzależniona jest kaucja, są wyższe).
Co za te pieniądze dostajemy w zamian?
Pan Andrzej zagwarantowane ma 2 tys. zł stałego wynagrodzenia plus premię uzależnioną od wyników sprzedaży - ok. 500-3000 zł netto. Z nich musi opłacić ZUS i należny podatek. Dodatkowo każdy, kto w saloniku przyjmuje opłaty za rachunki domowe (gaz, czynsz, prąd), ma 65 gr od każdego rachunku. Zarobić dodatkowe pieniądze można też, gdy w saloniku są przyjmowane kupony Lotto.
Topolski przyznaje, że ich system to biznes dla ludzi, którzy nie chcą być zbyt niezależni i nie nastawiają się na wielki zarobek. - To system dla osób, które oczekują pewnej stabilizacji - mówi. Zapewnia, że Kolporterowi zależało na szybkim rozwoju. Firma stwierdziła jednak, że na rynku nie ma zbyt wielu ludzi, którzy mogliby wyłożyć gotówkę na inwestycje. - Dlatego wymyśliliśmy dla nich system partnerski. Oprócz saloników prasowych zachęcamy też do prowadzenia w tym systemie osiedlowych marketów spożywczych. Na razie mamy ich siedem (działają pod marką META) - mówi.
Własny bank w systemie agencyjnym prowadzi za to Anna Szymańska (z wykształcenia prawnik). Umowę podpisała z Eurobankiem. Pani Anna ma placówkę bankową w Górze Kalwarii od listopada 2008 r.
Z wykształcenia jest prawnikiem. Zanim otworzyła bank, przeszła 3-tygodniowe szkolenie na koszt Eurobanku. Tam dowiedziała się, jak udzielać kredytów, sprzedawać jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych i jak założyć lokatę.
Na start wydała 60 tys. zł - głównie na wyposażenie lokalu, zakup drukarek, komputerów, faksu. - Zadowolona jestem, robię to, co mnie interesuje - mówi pani Anna. Im więcej przyciągnie klientów, tym większą dostaje prowizję. Co miesiąc Eurobank ustala jej określony limit gotówki, którym może dysponować, udzielając pożyczek
Wybierz system Przegląd systemów agencyjnych, podobnie jak franczyzowych, znajdziemy pod adresem internetowym www.franchising.pl. Są tam też warunki, jakie trzeba spełnić, aby wejść do systemu, oraz kwoty potrzebne do uruchomienia biznesu. - Przy systemie agencyjnym radzę jednak wszystkim dokładnie przyjrzeć się branży, w której chcą pracować. Muszą bowiem zdać sobie sprawę, że sami będą musieli codziennie przez wiele godzin prowadzić interes. Zatrudnienie pomocnika na pełnym etacie często może być bowiem nieopłacalne - radzi Michał Wiśniewski.
Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękuję Michałowi Wiśniewskiemu, dyrektorowi działu doradztwa we franczyzie PROFIT system
Wszystkiego cię nauczą Franchising rozwija się w Polsce od lat 90. zeszłego stulecia, prawdziwy rozkwit nastąpił od 2000 r. - Konkurencja na rynku jest tak duża, że coraz trudniej o unikalny, nowy pomysł na biznes - tłumaczy sukces franczyzy Michał Wiśniewski, dyrektor działu doradztwa we franczyzie PROFIT system. Zapewnia, że początkujący biznesmen chcący wejść w system franchisingowy nie musi mieć doświadczenia w branży. Franchising nie polega bowiem tylko na sprzedaży prawa do logo. Sprzedaż obejmuje pełny system prowadzenia biznesu. Przedsiębiorca, który kupił licencję, może liczyć, że franczyzodawca w pełni go ** przeszkoli w prowadzeniu biznesu. Centrala zapewni mu też ** kampanię promocyjną i ** zdradzi swój know-how, czyli tajniki prowadzenia tego rodzaju działalności. Ponadto ** doradzi przy wyborze lokalizacji siedziby, ** zakupie wyposażenia, ** zarządzaniu personelem. Niekiedy franczyzobiorca otrzymuje także ** prawo wyłącznej sprzedaży na danym obszarze.
To, że działamy w systemie uznanej sieci, zwiększa też naszą wiarygodność. Załóżmy bowiem, że zakładamy od podstaw nowe przedsiębiorstwo z własną marką. Na rynku nikt nas nie zna, trudno więc liczyć na to, że ktoś nam zaufa i np. przyzna kredyt. Przystąpienie do renomowanej sieci ułatwia życie. Najlepiej przekonał się o tym pan Krzysztof Kowalczuk, który w 2005 r. otworzył w warszawskim centrum handlowym Wola Park butik z artykułami prezentowymi (artykuły piśmiennicze, galanteria skórzana, etui). - Pracowałem na etacie, znudziło mi się jednak i szukałem sposobu na własny biznes. W czasopiśmie trafiłem na informacje na temat sprzedaży prezentów. Odwiedziłem w Warszawie targi franczyzy i postanowiłem spróbować - opowiada. Pan Krzysztof licencję kupił od katowickiej spółki Parta (tworzy ona punkty handlowe pod marką Galeria Prezentów). Lokalizację sklepu wybrał sam. Spółka wysłała go na szkolenia, podpowiedziała, jak rozmawiać z klientem. Pomogła przy zaopatrzeniu sklepu, doradziła, co trzeba kupić, jakie zaproponować ceny. - Najważniejsze, że dostawcy wskazani przez Partę dali mi świetne warunki z 60-dniowym odroczonym terminem płatności. Warunki wynegocjowała Parta, która dzięki wieloletniej współpracy była dla dostawców wiarygodna. Mnie samemu na pewno nic tak korzystnego by nie zaproponowali - przyznaje biznesmen. Nic jednak nie dostaniemy za darmo. Każdy, kto przystępuje do franchisingu, musi wykupić licencję . Do tego dochodzi comiesięczna opłata (procentowa lub kwotowa) dla franczyzodawcy. Ponadto sami musimy sfinansować wyposażenie naszego lokalu. Uwaga na ograniczenia! Np. to, jak ma wyglądać sklep w środku (meble, kolory ścian itp.), narzuca sieć. Przedsiębiorca musi się do wytycznych zastosować.
Franczyzodawcy często bowiem robią niezapowiedziane kontrole. Gdy wykryją jakieś braki, mogą umowę rozwiązać. Krzysztof Kowalczuk za licencję zapłacił spółce Parta w 2005 r 20 tys. zł. Teraz opłata za licencję wzrosła do 35 tys. zł. Wykupuje się ją raz na 5 lat. Co miesiąc Kowalczuk płaci też kilka procent od obrotu swojej firmy. - Nie narzekam, mam coraz więcej klientów i wychodzę na swoje - mówi. Obecnie pan Krzysztof ma już dwa punkty z prezentami. Drugi w centrum handlowym Plaza w Lublinie. Co jest najważniejsze w tym biznesie? - Po pierwsze lokalizacja, po drugie lokalizacja, po trzecie lokalizacja - mówi biznesmen. I dodaje: - Jak mamy złe miejsce, to choćby człowiek na głowie stawał, to w niczym mu to nie pomoże. A jak dobre, gdzie wokół dużo ludzi chodzi, to nawet nie trzeba się zbytnio przykładać, a interes i tak się kręci - mówi. Największy ruch ma w grudniu, gdy ludzie kupują prezenty na Boże Narodzenie. Więcej klientów jest też zawsze na koniec roku szkolnego, w popularne imieniny, walentynki, Dzień Matki, Babci i Dzień Ojca.
System dla ciebie Michał Wiśniewski z PROFIT system zapewnia, że do systemu franchisingowego może przystąpić każdy, niezależnie od grubości portfela. Są dostępne też takie programy, gdzie trzeba zainwestować zaledwie kilka tysięcy złotych. Pan Jacek Wiśniewski prowadzi punkt kasowy znanego pośrednika finansowego. Musiał zainwestować 9 tys. zł. Pieniądze były potrzebne na licencję, komputer i zabudowę w boksie w markecie. Przyjmuje rachunki do zapłaty (raty, ubezpieczenia, płatności w ZUS, urzędzie skarbowym). Żyje z prowizji - 70 proc. dochodu trafia do jego kieszeni, reszta do centrali firmy, z którą ma umowę. - Dzięki franczyzie czuję się bezpieczniej. Sieć mnie ubezpieczyła, stworzyła własny fundusz gwarancyjny, poza tym mój punkt ma znaną markę, która wzbudza zaufanie klienta - zachwala. Bywają jednak i takie franczyzy, gdzie trzeba wydać kilka milionów złotych (np. stacje benzynowe). Uwaga! Najważniejsze, jak podkreślają specjaliści od franchisingu, to dobrze skonstruowana umowa. - Franczyza to nie biznes, w którym można obejść się bez umowy, która jest dla każdej ze stron polisą na złe czasy - przekonuje Wiśniewski. Umowa franchisingowa jest bardzo szczegółowa - precyzyjnie określa prawa i zobowiązania każdej ze stron. Razem z nią przyszły przedsiębiorca dostaje tzw. podręcznik operacyjny, w którym są zaznaczone wszelkie zadania, które trzeba wykonać (począwszy od ustawienia regałów po sposób księgowania). W umowie musi być określone, czy licencjobiorca może otworzyć jeden punkt czy też wiele. Umowa określa też zasady szkolenia i pomocy w prowadzeniu firmy. Muszą być też wymienione wszystkie opłaty.
Niektórzy franczyzodawcy rezygnują jednak z jakichkolwiek miesięcznych wpłat, ale w zamian wymagają, by licencjobiorcy zaopatrywali się wyłącznie u nich. Tak jest w sławnej firmie cukierniczej Blikle. - Nasz partner musi kupować wyłącznie u nas. Towar dostaje z 46-proc. upustem - zdradza Andrzej Blikle, szef znanej polskiej cukierni. Dodaje, że umowy, które podpisuje jej firma, dotyczą tylko sprzedaży wypieków. Nikomu nie pozwalamy na ich produkcję, to daje nam gwarancję jakości - mówi Blikle.
Do października 2009 r. spółka ma siedem umów franczyzowych, m.in. w Gliwicach, Łodzi, Katowicach. Licencja Bliklego kosztuje równowartość 10 tys. pączków, czyli 26 tys. zł netto. Franczyzobiorca musi jednak zainwestować dużo więcej, ok. 200-300 tys. zł (w zależności od wielkości cukierni). To pieniądze na wystrój i na wyposażenie techniczne cukierni (odpowiednie krzesełka, ekspres do kawy). Inna jest strategia McDonald's. Biorca licencji przechodzi 9-12-miesięczne szkolenie. Potem podpisuje umowę, zgodnie z którą będzie prowadzić jedną restaurację. McDonald's daje lokal, a biorca wykupuje tzw. pakiet wyposażenia: maszyny, meble, kasy itd. Firma ma w Polsce 144 własnych placówek, licencji sprzedała 81. Wymagany kapitał własny to ok. 800 tys. zł. Umowa franczyzy zawierana jest na okres do 20 lat. Nie można jednak założyć sobie restauracji w dowolnym miejscu w kraju. Decyzje co do lokalizacji podejmuje wyłącznie McDonald's Polska.
Zbadaj biznes sieci Osoby prowadzące już placówki franczyzowe zapewniają, że przed wyborem spółki, od której chcemy kupić licencję, warto ją sprawdzić. Porozmawiać z ludźmi, którzy już w niej działają, zapytać, czy rzeczywiście jest to działalność opłacalna. Największym źródłem informacji o franczyzie jest portal www.franchising.pl. Zawiera najnowsze informacje o systemach działających w Polsce oraz za granicą. Na portalu dostępny jest również katalog systemów franczyzowych liczący ponad 300 pomysłów na biznes. W 2001 r. powstała też Polska Organizacja Franczyzodawców. Tu też możemy sprawdzić wiarygodność naszego przyszłego partnera. - Do organizacji mogą także zgłaszać się firmy zainteresowane stworzeniem systemu franczyzowego - tłumaczy Monika Dąbrowska, prezes zarządu POF.
O czym warto pamiętać
Zanim się zdecydujesz zostać franczyzobiorcą, portal www.franchising.pl radzi: ** Zbadaj potencjalny popyt na produkt lub usługę, którą chcesz oferować. Rozmawiaj z konkurencją potencjalnego franczyzodawcy. Nigdy nie polegaj tylko na otrzymanych od niego informacjach. ** Określ kapitał, który możesz zaangażować. Bądź przygotowany na zaciśnięcie pasa na pewien czas, ale nie ryzykuj całego majątku. Franchising zmniejsza ryzyko niepowodzenia, ale nigdy go całkowicie nie eliminuje. ** Zażądaj od franczyzodawcy informacji na temat: aktualnej i planowanej liczby franczyzobiorców (w ten sposób możesz ocenić, czy podołasz w starciu z przyszłą konkurencją), liczby rozwiązanych i przedłużonych umów franczyzowych oraz toczących się postępowań sądowych i administracyjnych (to z kolei pomoże ci ocenić, czy franczyzodawca nie stosuje nieuczciwych metod).
System agencyjny, czyli jak zarobić, nie inwestując
Działalność agencyjna jest podobna do franchisingu. We franchisingu przedsiębiorca, który nie chce bądź nie potrafi wymyślić własnego produktu, kupuje towar od uznanej firmy i pod jej marką sprzedaje go klientom. Na taką działalność potrzeba jednak dość dużych pieniędzy. Biznesmen musi bowiem wykupić licencję i często zainwestować w lokal i jego wyposażenie. Łączne koszty to nierzadko 200 tys. zł, a bywa i więcej. Musi też odprowadzać firmie comiesięczną opłatę. Za to do jego kieszeni trafia cały zysk. W systemie agencyjnym, zwanym też systemem partnerskim albo ajencją , też działamy pod cudzą marką, ale nie wykupujemy licencji i nie płacimy żadnych składek. Mało tego, nie musimy też wykładać pieniędzy na wyposażenie i zaopatrzenie sklepu. Niestety, nie oznacza to, że przyszły ajent może być bez grosza przy duszy. Musi bowiem założyć działalność gospodarczą (opłaty skarbowe!). Zazwyczaj firmy wymagają też zapłacenia za szkolenie i wpłacenia kaucji. Zysk przejmuje jednak sieć, my dostajemy z góry ustalone wynagrodzenie i prowizję od zysku ze sprzedanego towaru. Zarobimy więc mniej niż we franchisingu, ale za to co miesiąc będziemy mieć pewne pieniądze, nawet gdy interes nie idzie zbyt dobrze.
Bez kodeksu pracy Na początku agent musi wybrać działającą na rynku sieć. Jeśli przejdzie przez rozmowę kwalifikacyjną, zostaje wysłany na szkolenie. Później sieć wyznacza mu lokal, urządza go i zaopatruje w towar. - Agent nie sprzedaje więc własnych produktów bądź usług, tylko produkty zleceniodawcy. Nie jest więc właścicielem tego, co ma w środku placówki - tłumaczy Wiśniewski z firmy PROFIT system. Ważne! To agent ponosi pełną odpowiedzialność za powierzony mu przez firmę towar. Gdy więc zginie jakiś produkt (np. w wyniku kradzieży), musi pokryć straty z własnej kieszeni. System - jak zapewnia Michał Wiśniewski - może być jednak nadużywany. - Zamiast zatrudniać kogoś na etat, sieć zawiera umowę z agentem. Wtedy pracodawcy odchodzą koszty składek ZUS i nie obowiązuje go kodeks pracy, który gwarantuje np. 8-godzinny dzień pracy - dodaje Wiśniewski. To zachęca firmy do zmuszania agentów do pracy po kilkanaście godzin dziennie.
Kolporter i jego saloniki W Polsce jest kilkadziesiąt systemów agencyjnych, najczęściej to sieci handlowe, ale też sieci saloników prasowych jak np. Kolporter. Sieć ma już 900 saloników w kraju. - Od ludzi, którzy chcieliby zostać naszymi agentami, nie wymagamy doświadczenia w handlu, wszystkiego uczymy na szkoleniu - zachęca Maciej Topolski, rzecznik Kolportera. Pan Andrzej od 2004 r. prowadzi jako agent salonik Kolportera w centrum Bydgoszczy. Sprzedaje gazety, upominki, słodycze itp. Z wykształcenia jest elektrykiem, wcześniej zatrudniał się dorywczo na budowach. - Gdy w gazecie przeczytałem ogłoszenie Kolportera, zgłosiłem się do najbliższego oddziału firmy. Kazali założyć mi własną działalność gospodarczą i mnie przyjęli - opowiada. Firma nauczyła go obsługi kasy fiskalnej oraz tego, jak zamawiać towar przez centralny system komputerowy (agent Kolportera może zaopatrywać się tylko w sieci). Poinstruowali, że codziennie musi odprowadzić utarg. Żeby przystąpić do interesu, musiał wyłożyć 6,4 tys. zł. Połowę z tego pochłonęła kaucja, którą centrala pobiera za zabezpieczenie powierzonego towaru, 2 tys. zł musiał wyłożyć na jednorazową tzw. opłatę marketingową, a 1,2 tys. na opłatę szkoleniową. W 2009 r. stawki już są inne. Kaucja zwrotna to minimum 6 tys. zł (równowartość pięciodniowego obrotu danego saloniku). Koszt szkolenia dwóch osób (Kolporter zakłada, że partner musi mieć co najmniej jednego współpracownika) to 980 zł, oplata marketingowa za wejście do sieci - minimum 1 tys. zł, ubezpieczenie gotówki - 100 zł raz na rok, 30 zł to koszt pieczątki firmowej.
Podsumowując, gdyby ktoś dziś chciał zostać agentem Kolportera, musi mieć minimum 8,3 tys. zł. Jeżeli jednak lokalizacja saloniku jest w dobrym miejscu, np. centrum handlowym, ta kwota może być dwa razy wyższa (bo obroty, od których uzależniona jest kaucja, są wyższe).
Co za te pieniądze dostajemy w zamian?
Pan Andrzej zagwarantowane ma 2 tys. zł stałego wynagrodzenia plus premię uzależnioną od wyników sprzedaży - ok. 500-3000 zł netto. Z nich musi opłacić ZUS i należny podatek. Dodatkowo każdy, kto w saloniku przyjmuje opłaty za rachunki domowe (gaz, czynsz, prąd), ma 65 gr od każdego rachunku. Zarobić dodatkowe pieniądze można też, gdy w saloniku są przyjmowane kupony Lotto.
Topolski przyznaje, że ich system to biznes dla ludzi, którzy nie chcą być zbyt niezależni i nie nastawiają się na wielki zarobek. - To system dla osób, które oczekują pewnej stabilizacji - mówi. Zapewnia, że Kolporterowi zależało na szybkim rozwoju. Firma stwierdziła jednak, że na rynku nie ma zbyt wielu ludzi, którzy mogliby wyłożyć gotówkę na inwestycje. - Dlatego wymyśliliśmy dla nich system partnerski. Oprócz saloników prasowych zachęcamy też do prowadzenia w tym systemie osiedlowych marketów spożywczych. Na razie mamy ich siedem (działają pod marką META) - mówi.
Własny bank w systemie agencyjnym prowadzi za to Anna Szymańska (z wykształcenia prawnik). Umowę podpisała z Eurobankiem. Pani Anna ma placówkę bankową w Górze Kalwarii od listopada 2008 r.
Z wykształcenia jest prawnikiem. Zanim otworzyła bank, przeszła 3-tygodniowe szkolenie na koszt Eurobanku. Tam dowiedziała się, jak udzielać kredytów, sprzedawać jednostki uczestnictwa w funduszach inwestycyjnych i jak założyć lokatę.
Na start wydała 60 tys. zł - głównie na wyposażenie lokalu, zakup drukarek, komputerów, faksu. - Zadowolona jestem, robię to, co mnie interesuje - mówi pani Anna. Im więcej przyciągnie klientów, tym większą dostaje prowizję. Co miesiąc Eurobank ustala jej określony limit gotówki, którym może dysponować, udzielając pożyczek
Wybierz system Przegląd systemów agencyjnych, podobnie jak franczyzowych, znajdziemy pod adresem internetowym www.franchising.pl. Są tam też warunki, jakie trzeba spełnić, aby wejść do systemu, oraz kwoty potrzebne do uruchomienia biznesu. - Przy systemie agencyjnym radzę jednak wszystkim dokładnie przyjrzeć się branży, w której chcą pracować. Muszą bowiem zdać sobie sprawę, że sami będą musieli codziennie przez wiele godzin prowadzić interes. Zatrudnienie pomocnika na pełnym etacie często może być bowiem nieopłacalne - radzi Michał Wiśniewski.
Za pomoc w przygotowaniu artykułu dziękuję Michałowi Wiśniewskiemu, dyrektorowi działu doradztwa we franczyzie PROFIT system
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów

