Zatory płatnicze: małe firmy upadają najszybciej
04.02.2010
, aktualizacja: 04.02.2010 13:03
Od ponad tygodnia "Gazeta" prowadzi akcję "Na swoim", kierowaną do młodych przedsiębiorców. Chcemy pomóc - dać cały pakiet informacji o zakładaniu i prowadzeniu firmy. Eksperci podpowiadają, jak pokonywać trudności, na które napotykają przedsiębiorcy. Dziś - problem zatorów płatniczych.
Z powodu zatorów płatniczych cierpi już ponad 70 proc. łódzkich małych i średnich firm. W dodatku niemal co trzecia z nich twierdzi, że problem narasta .
Rozmowa z Krzysztofem Madejem prezesem zarządu Grupy Kapitałowej Obligo, łódzkiej spółki, która pomaga przedsiębiorstwom odzyskać należności
Joanna Blewąska: Jak długo przedsiębiorstwa czekają na należne im pieniądze?
Krzysztof Madej: Zobowiązania często spłacane są od 30 do 90 dni po terminie płatności. Im krótsza zwłoka, tym łatwiej je odzyskać. Jeśli przeterminowanie nie przekracza dwóch miesięcy, to skuteczność windykacji wynosi około 89 proc. Wtedy też ponad 80 proc. problemów załatwianych jest polubownie, czyli wystarczy rozmowa wyspecjalizowanego windykatora-prawnika z dłużnikiem polegająca na stosowaniu nacisku prawnego. Jeśli upłynie więcej czasu, wyższy jest odsetek spraw, które kończą się w sądzie.
Z czego to wynika?
- Windykacja to psychologia, prawo i konsekwencja. Im dłużej czekamy, tym bardziej dłużnik oswaja się z zaległością i mniej się nią przejmuje. Łatwo to też zrozumieć na przykładzie: im dłużej użytkujemy samochód taty, tym trudniej jest nam go oddać, bo już przyzwyczailiśmy się do jego posiadania. Niemal zaczyna nam się wydawać, że jest nasz. Nieobce jest też myślenie: bierzemy cudze, a oddajemy swoje.
Przedsiębiorcy, którzy mają przeterminowane należności, nie powinni zatem zwlekać. Czasem boją się zwrócić do firmy windykacyjnej, by nie stracić kontrahenta. Ale utracą go, jeśli tego nie zrobią. Dłużnik przestaje u nas zamawiać, bo jest mu wstyd. Kupuje u kogoś innego. Po pierwsze więc - nie płaci, po drugie - nie zamawia. Podwójna strata.
Kto ma problemy: generalny wykonawca czy ci podwykonawcy na końcu łańcucha?
- Ci najmniejsi, bo są najsłabsi ekonomicznie. Nie zawsze są w stanie czekać dwa-trzy miesiące, bo muszą na bieżąco płacić pensje. To małe organizacje, które mają kilkunastu pracowników, auto do transportu i sprzęt malarski czy inny. Ale nie mają aktywów, pod które można np. wziąć kredyt.
Dlatego też dziś najwięcej upadków jest wśród małych firm. Nie ma dokładnych statystyk, bo nie likwidują się sądownie. Po prostu zamykają działalność. Ale jest to problem, i to właśnie teraz, wynikający z kryzysu i z kłopotów z odzyskiwaniem należności. Oceniam, że upadających dziś małych firm jest dwa razy więcej, niż było przed kryzysem.
Rozmowa z Krzysztofem Madejem prezesem zarządu Grupy Kapitałowej Obligo, łódzkiej spółki, która pomaga przedsiębiorstwom odzyskać należności
Joanna Blewąska: Jak długo przedsiębiorstwa czekają na należne im pieniądze?
Krzysztof Madej: Zobowiązania często spłacane są od 30 do 90 dni po terminie płatności. Im krótsza zwłoka, tym łatwiej je odzyskać. Jeśli przeterminowanie nie przekracza dwóch miesięcy, to skuteczność windykacji wynosi około 89 proc. Wtedy też ponad 80 proc. problemów załatwianych jest polubownie, czyli wystarczy rozmowa wyspecjalizowanego windykatora-prawnika z dłużnikiem polegająca na stosowaniu nacisku prawnego. Jeśli upłynie więcej czasu, wyższy jest odsetek spraw, które kończą się w sądzie.
Z czego to wynika?
- Windykacja to psychologia, prawo i konsekwencja. Im dłużej czekamy, tym bardziej dłużnik oswaja się z zaległością i mniej się nią przejmuje. Łatwo to też zrozumieć na przykładzie: im dłużej użytkujemy samochód taty, tym trudniej jest nam go oddać, bo już przyzwyczailiśmy się do jego posiadania. Niemal zaczyna nam się wydawać, że jest nasz. Nieobce jest też myślenie: bierzemy cudze, a oddajemy swoje.
Przedsiębiorcy, którzy mają przeterminowane należności, nie powinni zatem zwlekać. Czasem boją się zwrócić do firmy windykacyjnej, by nie stracić kontrahenta. Ale utracą go, jeśli tego nie zrobią. Dłużnik przestaje u nas zamawiać, bo jest mu wstyd. Kupuje u kogoś innego. Po pierwsze więc - nie płaci, po drugie - nie zamawia. Podwójna strata.
Kto ma problemy: generalny wykonawca czy ci podwykonawcy na końcu łańcucha?
- Ci najmniejsi, bo są najsłabsi ekonomicznie. Nie zawsze są w stanie czekać dwa-trzy miesiące, bo muszą na bieżąco płacić pensje. To małe organizacje, które mają kilkunastu pracowników, auto do transportu i sprzęt malarski czy inny. Ale nie mają aktywów, pod które można np. wziąć kredyt.
Dlatego też dziś najwięcej upadków jest wśród małych firm. Nie ma dokładnych statystyk, bo nie likwidują się sądownie. Po prostu zamykają działalność. Ale jest to problem, i to właśnie teraz, wynikający z kryzysu i z kłopotów z odzyskiwaniem należności. Oceniam, że upadających dziś małych firm jest dwa razy więcej, niż było przed kryzysem.
Od ponad tygodnia "Gazeta" prowadzi akcję "Na swoim", kierowaną do młodych przedsiębiorców. Chcemy pomóc - dać cały pakiet informacji o zakładaniu i prowadzeniu firmy. Eksperci podpowiadają, jak pokonywać trudności, na które napotykają przedsiębiorcy. Teksty publikujemy na www.lodz.gazeta.pl/naswoim. Dziś podpowiadamy co robić, gdy i nas dotknie problem z zatorami płatniczymi. Rozwiązaniem może okazać się faktoring (czytaj artykuł).
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów

