Złe przepisy. Cudzoziemcy z Łodzi o krok od deportacji
07.07.2011
, aktualizacja: 07.07.2011 19:22
Młody Ormianin legalnie pracujący w Łodzi przez dwa i pół miesiąca był "uwięziony" na granicy jako osoba niepożądana. Jeszcze bardziej dramatyczne przejścia miała jego krajanka Anzhela, której straż graniczna pilnowała w szpitalu, aby jak najszybciej ją deportować
ZOBACZ TAKŻE
- Listy: w Łodzi nie dbają o publiczne pieniądze (16-07-11, 15:00)
- Problemy z dłużnikami. Nie chcą płacić i nie płacą (16-07-11, 08:00)
- Auto trochę można przeładować. Ale bez przesady (07-07-11, 10:56)
- Czerwone światło, zapraszamy niewidomych... na zebrę! (31-05-11, 09:00)
- Sąsiedzka wojna: chcieli skarżyć, ale to ich oskarżono (24-05-11, 07:00)
- Kolejny absurd. Pachołki wkopane w... środek chodnika (14-05-11, 08:00)
Wszystko z powodu luki w polskim prawie, która sprawia, że dwa urzędy wydają sprzeczne decyzje i nawzajem o tym nie wiedzą.
Karen Manukyan przyjechał do polskich przyjaciół w końcu lat 90. Wierzył, że tu znajdzie lepszą przyszłość, niż w ojczyźnie. Mieszkał i pracował najpierw w Radomiu, później w Łodzi. Po abolicji w 2003 roku, która objęła wszystkich nielegalnych cudzoziemców, dostał od wojewody łódzkiego pozwolenie na pracę i pobyt w Polsce. Założył firmę budowlaną i bar z potrawami regionalnymi na Retkini. Pozwolenia trzeba było co roku odnawiać, co było uciążliwe. Karen postanowił więc ubiegać się o status uchodźcy, ale Urząd ds. Uchodźców odmówił mu. Wprawdzie Ormianin odwołał się od tej decyzji, ale później zrezygnował - miał przecież ważne zezwolenia na pracę i pobyt. Nie zdawał sobie sprawy, jak poważne mogą być skutki - po odmowie Urzędu ds. Uchodźców jego dane trafiły automatycznie do tzw. rejestru osób niepożądanych, które trzeba z Polski deportować, a później ich nie wpuszczać.
- Wielokrotnie wyjeżdżałem w sprawach biznesowych na Ukrainę i nigdy nie robili na granicy żadnych trudności. Nagle w kwietniu nie pozwolili mi wjechać do Polski. Przez dwa i pół miesiąca tułałem się po Ukrainie i Rosji, starając się jakoś przeżyć i zorganizować pomoc - opowiada Karen.
Pomoc nadeszła z biura poseł Zdzisławy Janowskiej. Znali się wcześniej, bo Karen zadeklarował duże wsparcie dla spółdzielni społecznej Szansa, którą posłanka organizuje w Łodzi dla bezrobotnych kobiet. Ormianin niedawno wrócił, ale w tym czasie jego firma mocno podupadła. Nie myśli jednak o wyjeździe. - Bardzo dobrze czuję się w Polsce, tu spędziłem większość dorosłego życia, mam przyjaciół i dziewczynę. To moja druga ojczyzna - mówi Karen.
Jeszcze bardziej dramatyczne przejścia miała Anzhela Pambukyan, też legalnie zatrudniona i mieszkająca w Łodzi. Za dobrą pracę szef powołał ją do zarządu spółki. I za to właśnie chciano ją deportować - bo nie zawiadomiła o zmianie stanowiska. Kobieta odwołała się do sądu. Na pierwszej rozprawie zasłabła i została przewieziona do szpitala. Tam dzień i noc była pilnowana przez funkcjonariuszy straży granicznej czekających, kiedy będzie można ją odstawić do granicy. Jednak Anzhela sprawę wygrała. Ona też nie myśli o powrocie do Armenii, Polskę uważa za drugą ojczyznę.
- Wprawdzie Karenowi i Anzheli udało się pomóc, ale ile jest takich spraw, o których nie wiemy. Oba te przypadki wskazują na ułomności w polskim prawie i trzeba to jak najszybciej naprawić - mówi prof. Janowska. - To zadanie dla naszego parlamentu.
Karen Manukyan przyjechał do polskich przyjaciół w końcu lat 90. Wierzył, że tu znajdzie lepszą przyszłość, niż w ojczyźnie. Mieszkał i pracował najpierw w Radomiu, później w Łodzi. Po abolicji w 2003 roku, która objęła wszystkich nielegalnych cudzoziemców, dostał od wojewody łódzkiego pozwolenie na pracę i pobyt w Polsce. Założył firmę budowlaną i bar z potrawami regionalnymi na Retkini. Pozwolenia trzeba było co roku odnawiać, co było uciążliwe. Karen postanowił więc ubiegać się o status uchodźcy, ale Urząd ds. Uchodźców odmówił mu. Wprawdzie Ormianin odwołał się od tej decyzji, ale później zrezygnował - miał przecież ważne zezwolenia na pracę i pobyt. Nie zdawał sobie sprawy, jak poważne mogą być skutki - po odmowie Urzędu ds. Uchodźców jego dane trafiły automatycznie do tzw. rejestru osób niepożądanych, które trzeba z Polski deportować, a później ich nie wpuszczać.
- Wielokrotnie wyjeżdżałem w sprawach biznesowych na Ukrainę i nigdy nie robili na granicy żadnych trudności. Nagle w kwietniu nie pozwolili mi wjechać do Polski. Przez dwa i pół miesiąca tułałem się po Ukrainie i Rosji, starając się jakoś przeżyć i zorganizować pomoc - opowiada Karen.
Pomoc nadeszła z biura poseł Zdzisławy Janowskiej. Znali się wcześniej, bo Karen zadeklarował duże wsparcie dla spółdzielni społecznej Szansa, którą posłanka organizuje w Łodzi dla bezrobotnych kobiet. Ormianin niedawno wrócił, ale w tym czasie jego firma mocno podupadła. Nie myśli jednak o wyjeździe. - Bardzo dobrze czuję się w Polsce, tu spędziłem większość dorosłego życia, mam przyjaciół i dziewczynę. To moja druga ojczyzna - mówi Karen.
Jeszcze bardziej dramatyczne przejścia miała Anzhela Pambukyan, też legalnie zatrudniona i mieszkająca w Łodzi. Za dobrą pracę szef powołał ją do zarządu spółki. I za to właśnie chciano ją deportować - bo nie zawiadomiła o zmianie stanowiska. Kobieta odwołała się do sądu. Na pierwszej rozprawie zasłabła i została przewieziona do szpitala. Tam dzień i noc była pilnowana przez funkcjonariuszy straży granicznej czekających, kiedy będzie można ją odstawić do granicy. Jednak Anzhela sprawę wygrała. Ona też nie myśli o powrocie do Armenii, Polskę uważa za drugą ojczyznę.
- Wprawdzie Karenowi i Anzheli udało się pomóc, ale ile jest takich spraw, o których nie wiemy. Oba te przypadki wskazują na ułomności w polskim prawie i trzeba to jak najszybciej naprawić - mówi prof. Janowska. - To zadanie dla naszego parlamentu.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Złe przepisy. Cudzoziemcy z Łodzi o krok od dep...
kcramsib
07.07.11, 22:24
Jak pani Janowska uważa, że prawo trzeba zmienić to niech to robi a nie narzeka pod publiczkę... za coś jej w końcu płacą tą wielokrotność średniej krajowej...»




więcej zdjęć