Złe przepisy. Cudzoziemcy z Łodzi o krok od deportacji

Małgorzata Kozerawska
07.07.2011 , aktualizacja: 07.07.2011 19:22
A A A Drukuj
Młody Ormianin legalnie pracujący w Łodzi przez dwa i pół miesiąca był "uwięziony" na granicy jako osoba niepożądana. Jeszcze bardziej dramatyczne przejścia miała jego krajanka Anzhela, której straż graniczna pilnowała w szpitalu, aby jak najszybciej ją deportować
Karen Manukyan ma pozwolenie na pracę i pobyt w Polsce. Mimo to został zatrzymany na granicy
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Karen Manukyan ma pozwolenie na pracę i pobyt w Polsce. Mimo to został zatrzymany na granicy
Wszystko z powodu luki w polskim prawie, która sprawia, że dwa urzędy wydają sprzeczne decyzje i nawzajem o tym nie wiedzą.

Karen Manukyan przyjechał do polskich przyjaciół w końcu lat 90. Wierzył, że tu znajdzie lepszą przyszłość, niż w ojczyźnie. Mieszkał i pracował najpierw w Radomiu, później w Łodzi. Po abolicji w 2003 roku, która objęła wszystkich nielegalnych cudzoziemców, dostał od wojewody łódzkiego pozwolenie na pracę i pobyt w Polsce. Założył firmę budowlaną i bar z potrawami regionalnymi na Retkini. Pozwolenia trzeba było co roku odnawiać, co było uciążliwe. Karen postanowił więc ubiegać się o status uchodźcy, ale Urząd ds. Uchodźców odmówił mu. Wprawdzie Ormianin odwołał się od tej decyzji, ale później zrezygnował - miał przecież ważne zezwolenia na pracę i pobyt. Nie zdawał sobie sprawy, jak poważne mogą być skutki - po odmowie Urzędu ds. Uchodźców jego dane trafiły automatycznie do tzw. rejestru osób niepożądanych, które trzeba z Polski deportować, a później ich nie wpuszczać.

- Wielokrotnie wyjeżdżałem w sprawach biznesowych na Ukrainę i nigdy nie robili na granicy żadnych trudności. Nagle w kwietniu nie pozwolili mi wjechać do Polski. Przez dwa i pół miesiąca tułałem się po Ukrainie i Rosji, starając się jakoś przeżyć i zorganizować pomoc - opowiada Karen.

Pomoc nadeszła z biura poseł Zdzisławy Janowskiej. Znali się wcześniej, bo Karen zadeklarował duże wsparcie dla spółdzielni społecznej Szansa, którą posłanka organizuje w Łodzi dla bezrobotnych kobiet. Ormianin niedawno wrócił, ale w tym czasie jego firma mocno podupadła. Nie myśli jednak o wyjeździe. - Bardzo dobrze czuję się w Polsce, tu spędziłem większość dorosłego życia, mam przyjaciół i dziewczynę. To moja druga ojczyzna - mówi Karen.

Jeszcze bardziej dramatyczne przejścia miała Anzhela Pambukyan, też legalnie zatrudniona i mieszkająca w Łodzi. Za dobrą pracę szef powołał ją do zarządu spółki. I za to właśnie chciano ją deportować - bo nie zawiadomiła o zmianie stanowiska. Kobieta odwołała się do sądu. Na pierwszej rozprawie zasłabła i została przewieziona do szpitala. Tam dzień i noc była pilnowana przez funkcjonariuszy straży granicznej czekających, kiedy będzie można ją odstawić do granicy. Jednak Anzhela sprawę wygrała. Ona też nie myśli o powrocie do Armenii, Polskę uważa za drugą ojczyznę.

- Wprawdzie Karenowi i Anzheli udało się pomóc, ale ile jest takich spraw, o których nie wiemy. Oba te przypadki wskazują na ułomności w polskim prawie i trzeba to jak najszybciej naprawić - mówi prof. Janowska. - To zadanie dla naszego parlamentu.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Podziel się

  • 2 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład