Sąsiedzka wojna: chcieli skarżyć, ale to ich oskarżono

Bartłomiej Dana
24.05.2011 , aktualizacja: 23.05.2011 17:10
A A A Drukuj
Zamiast głosu ptaków - piły. Zamiast szumu rzeki - młoty pneumatyczne. Żeby mieć spokój we własnym domu, Machelakowie próbowali zebrać dowody na nielegalną i bardzo głośną działalność swojego sąsiada. Dzisiaj jeden z nich jest skazańcem. Drugi czeka na wyrok.
Jan Machelak z synem Krzysztofem
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Jan Machelak z synem Krzysztofem
Centrum ogrodnicze obok domu Machelaków
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Centrum ogrodnicze obok domu Machelaków
Kiedy Jan Machelak kupował działkę w Łagiewnikach, nie wiedział, że za płotem ma zamieszkać jego największy wróg. Problemy jego i jego syna Krzysztofa (dziś studenta III roku prawa i administracji) zaczęły się w 2007 roku, gdy zamieszkali w nowo postawionym domu. Tuż obok dom wybudował pan Michał. A na działce otworzył Centrum Ogrodnicze. Zgodnie z wypisem z ewidencji działalności gospodarczej pan Michał może prowadzić "sprzedaż detaliczną kwiatów, roślin, nawozów, żywych zwierząt domowych i pozostałych nowych wyrobów w wyspecjalizowanych sklepach". Ale pan Michał rżnie kamień. - Ma robotników, którzy przy pomocy młotów pneumatycznych na otwartym powietrzu rozwarstwiają ogromne głazy - opowiada Krzysztof Machelak. - Tną też kamienie piłami spalinowymi i elektrycznymi. Używają szlifierek i wiertarek. Mniejsze otoczaki wysypują do worków, używając metalowych lejów. Później ładują kamienie na tiry, przy pomocy wózków widłowych. Od rana do wieczora zamiast śpiewu ptaków słuchamy huku kamieni.

Na stronie internetowej swojej firmy pan Michał informuje, że wierci dziury w kamieniach i prowadzi prace związane z obróbką i sprzedażą kamienia. Ale robi to nielegalnie. Bo to teren otuliny Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich. - A nie po to tworzy się parki krajobrazowe, żeby lokalizować w nich zakłady obróbki kamienia - mówi Hieronim Andrzejewski, dyrektor PKWŁ.

- Znaliśmy się z Michałem - mówi Jan Machelak. - Poszedłem do niego i pytam, jak długo jeszcze to potrwa. Zaczął mnie zwodzić. Najpierw powiedział, że jeszcze dwa tygodnie, że kończy zamówienie. Po dwóch tygodniach przesunął termin o kolejne dwa, później o kolejne. Tak upłynął rok. Pierwszy raz policję wezwaliśmy we wrześniu 2008 roku.

Po interwencji policji - jak mówi - spokój trwał kilka dni. Później wróciło stare. - Sąsiad się wycwanił. Gdy tylko zobaczył obcy samochód, przestawał piłować i chował narzędzia. Policjanci przyjechali jeszcze klika razy. Niczego nie znaleźli. Po jakimś czasie przestałem do nich dzwonić. Nie chciałem zostać oskarżony o ich nieuzasadnione wzywanie.

Z synem zaczęli szukać pomocy w innych miejscach. Najpierw w Wojewódzkim Inspektoracie Ochrony Środowiska. WIOŚ obiecał skontrolować sprawę. Jak twierdzi Machelak, z obietnicy wywiązał się połowicznie. - Bo po co inspektorzy zapowiedzieli kontrolę tydzień wcześniej? - dziwią się Machelakowie. - Oczywistym było, że niczego nie znajdą. I nie znaleźli.

Poszły kolejne pisma. Wójt Zgierza stwierdził, że nic nie może zrobić, bo gmina pełni jedynie "rolę rejestracyjną dla przedsiębiorstw"; Urząd Kontroli Skarbowej - że skargi Machelaków traktuje jako donos, więc nawet nie może na nie odpowiedzieć; Starostwo Powiatowe z Zgierzu, że sprawa nie leży w ich kompetencji. Ministerstwo Środowiska nie odpowiedziało w ogóle. - W końcu napisaliśmy do rzecznika praw obywatelskich - mówi pan Krzysztof. - Ten początkowo najpierw podciągnął sprawę pod opieszałość organów państwa. Ale w końcu i on odpuścił. Stwierdził, że instytucje odpowiedziały, więc sprawy nie ma.

Wszystkie instytucje radziły wstąpienie przeciwko właścicielowi firmy na drogę cywilnoprawną z roszczeniem o zaprzestanie działań.

Wtedy Machelakowie znaleźli ogłoszenie o darmowych poradach adwokackich. Poszli na spotkanie. - Na spotkaniu prawnik także poradził nam wniesienie pozwu cywilnego. "Ale żeby się udało, musicie zebrać dowody: zrobić zdjęcia, nakręcić filmy, zebrać świadków" powiedział. Poradziliśmy się innych adwokatów. Przytaknęli - mówią.

W 2009 roku Jan Machelak zrobił ze swojego balkonu cztery zdjęcia. Na fotografiach widać pracowników firmy sąsiada z młotami w dłoniach, kruszących kamień. Pod petycją ze sprzeciwem wobec prowadzenia prac podpisało się dziesięć osób mieszkających w okolicy.

- Ale Michał zobaczył, jak uwieczniamy prawdziwą twarz jego firmy - mówią. - Oskarżył nas o złośliwe niepokojenie. Zatrudnieni przez niego robotnicy zeznali, że robiliśmy zdjęcia jakiemuś kółku różańcowemu, które było na jego działce, i kobietom w ciąży.

W styczniu odbyła się rozprawa Krzysztofa Machelaka. Sąd Rejonowy w Zgierzu uwierzył przedsiębiorcy i jego pracownikom, którzy zeznawali, że to on, a nie jego ojciec, robił zdjęcia. Student został uznany winnym. Miał zapłacić 50 zł grzywny. Machelakowie odwołali się, ale Sąd Okręgowy w Łodzi podtrzymał stanowisko poprzedniego sądu. Na początku maja wyrok się uprawomocnił.

Przedsiębiorca nie wie, o co cały szum. - My nie obrabiamy kamienia. Prowadzimy centrum ogrodnicze - mówi i dziękuje za dalszą rozmowę.

Mec. Maciej Krakowiński prowadzący sprawę Krzysztofa Machelaka: - Nie znam drugiej takiej sprawy, w której osoba zbierająca dowody zostałaby skazana za złośliwe niepokojenie. Mamy już przygotowany wniosek do rzecznika praw obywatelskich o kasację wyroku.

Krzysztof Machelak: - Jestem studentem prawa. Wyrok będzie się za mną wlókł jak smród.

O niepokojenie sąsiada został oskarżony również Jan Machelak. Miał już dwie rozprawy. - Na rozprawie usłyszałem dokładnie te same wymyślone bajki, które wcześniej słyszał mój syn. Z jedną różnicą - teraz sąsiad twierdzi, że to ja go fotografowałem. Już czekam na wyrok. A my po prostu chcieliśmy spokoju. Niczego więcej - mówi.

bartlomiej.dana@lodz.agora.pl

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 11 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    15 głosów

  • Sąsiedzka wojna: chcieli skarżyć, ale to ich os... pan.na 24.05.11, 09:05

    Wczoraj zderzyłam się z podobnym absurdem. Po prawie trzech miesiącach od terminu zakończenia remontu /remont trwa nadal, a ja jestem kłębkiem nerwów/, kiedy zażądałam wyjaśnień i »

  • Ogien wnec2005 24.05.11, 23:59

    spalic »

  • Szanowny Panie redaktorze Bartłomieju Dana! paliwoda 27.05.11, 00:22

    Chyba ktoś wyciął Panu kawałek artykułu, ale bardzo ważny dla zrozumienie o co został oskarżony bohater. Pomiędzy zdaniem „…robił zdjęcia.” i zdaniem „Student został »

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład