Żeby dostać się do parku Sienkiewicza wejściem od strony pasażu Schillera, najpierw trzeba pokonać cztery stopnie. Architekt, który zaprojektował przejście, o podjeździe nie pomyślał. Skutek? Osoba poruszająca się na wózku inwalidzkim nie dostanie się tędy do parku. A matka z wózkiem dziecięcym lub rowerzysta nim to zrobią, porządnie się spocą.
Aby ułatwić tym ludziom życie, przy wejściu Delegatura Łódź - Śródmieście ustawiła znak informujący o dwóch sąsiednich wjazdach do parku. Na niebieskich tabliczkach widnieje biały symbol osoby niepełnosprawnej - ma ona do wyboru północną bramę oddaloną o 80 metrów lub południową, oddaloną o zaledwie 30. Do obu prowadzi chodnik, ale... jechać nim nie można. Bo na środku tegoż chodnika, po obu stronach wejścia do parku, Zarząd Dróg i Transportu zamontował słupki z przyciskami uruchamiającymi sygnalizację świetlną. Wózkiem ominąć się ich nie da.
- Podobne rozwiązanie znajdzie pan na Widzewie, przy urzędzie skarbowym - opowiada starszy mężczyzna, jeden z bywalców parku, stojący i czekający na zielone światło. - Tam z kolei zrobiono chodnik, ze środka którego wystaje latarnia. Osoba niepełnosprawna, która chce przejechać, musi skręcić na trawnik. Nic dziwnego, że trawa w tym miejscu jest wyjeżdżona.
Jak zatem ma dostać się do parku niepełnosprawny, który stoi przed parkiem Sienkiewicza? Musi wrócić na drugą stroną ulicy, przejechać 130 metrów, znów przekroczyć ulicę i zawrócić w stronę parku. Może też skorzystać z wejścia południowego, ale wtedy musi znów przejechać po pasach, pojechać do ul. Nawrot oddalonej o 150 metrów i stamtąd do parku. - Nie wiem, po co ten znak - zastanawia się na głos starszy mężczyzna.
Aleksandra Kaczorowska z ZDiT w Łodzi przyznaje, że kojarzy wejścia do parku z słupkami zagradzającymi drogę. - Pojadę na miejsce osobiście i sprawdzę, czy słupki rzeczywiście stoją na samym środku chodnika. Jeśli jest tak jak pan mówi, naprawimy to.
bartlomiej.dana@lodz.agora.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź