Nie ma trawy, nie ma trawnika. I mandatu za parkowanie

Bartłomiej Dana
08.10.2011 , aktualizacja: 08.10.2011 07:59
A A A Drukuj
Samochody parkujące na trawniku przy ul. Ćwiklińskiej Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta Samochody parkujące na trawniku przy ul. Ćwiklińskiej
Co może zrobić strażnik miejski, który zobaczy kierowcę parkującego samochód na rozjechanym przez koła innych aut trawniku? Nic. W opinii łódzkiej straży miejskiej to, co nie jest porośnięte trawą, trawnikiem nie jest
Samochody parkujące na trawniku przy ul. Ćwiklińskiej
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Samochody parkujące na trawniku przy ul. Ćwiklińskiej
Samochody parkujące na trawniku przy ul. Ćwiklińskiej
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Samochody parkujące na trawniku przy ul. Ćwiklińskiej
Zdaniem Leszka Wojtasa z łódzkiej straży miejskiej wykładnia art. 144 Kodeksu Wykroczeń, o którą straż miejska poprosiła sąd, rozwiewa wszelkie wątpliwości co do interpretacji przepisu. - W opinii sądu, żeby trawnik był trawnikiem, musi być porośnięty trawą. Albo jakąś inną zielenią. Tereny, na których trawa nie rośnie, trawnikami nie są. Nawet jeśli to tak zwane pasy zieleni oddzielające drogę od chodnika. Kierowców, którzy w takich miejscach zostawiają auta, ukarać nie możemy - mówi Wojtas.

Co w takim razie może zrobić strażnik, który zobaczy kierowcę parkującego samochód na "trawniku"? Wojtas: - Może sprawdzić, czy kierowca nie łamie innych przepisów o ruchu drogowym. Na przykład, czy nie stoi zbyt daleko od krawędzi jezdni. Albo czy stosuje się do znaków drogowych. Jeśli nie - jesteśmy bezsilni.

Sprawa z problemem definicji trawnika wyszła na jaw przy okazji jednej z naszych interwencji. Napisali do nas mieszkańcy ul. Rydla na Dąbrowie. W liście opisali historię walki z sąsiadami, którzy od pięciu lat na osiedlu wygradzają łańcuchami trawniki, tworzą sobie własne, prywatne miejsca parkingowe i parkują na nich samochody. Chociaż rozjeżdżają miejsca, gdzie kiedyś rosła trawa, strażnicy nie mogą ich ukarać. - Opinia sądu wiąże nam ręce - przyznaje Wojtas.

Okazuje się, że przepisy prawa nie definiują, czym jest trawnik. Definicję trawnika znają za to działkowicze. W opinii Polskiego Związku Działkowców trawnik to "zwykle sztucznie utworzone zbiorowisko roślin równomiernie pokrywających podłoże, wśród których przeważają gatunki traw o małym przyroście masy, lecz gęstych pędach oraz silnie rozgałęzionym systemie korzeniowym, tworząc warstwę roślinną przypominającą kobierzec".

- To oczywiste, że żeby coś nazywać trawnikiem, musi tam rosnąć trawa - prof. Jerzy Bralczyk, językoznawca, nie ma wątpliwości i podtrzymuje wykładnię sądu. - Tak samo jak piaskownica bez piasku to nie piaskownica.

Problem podzielił prawników, użytkowników portalu Forum Prawne. "Jeśli jest to teren przeznaczony pod trawnik/roślinność, to wykroczenie popełniono. Bo kiedy ma trawa wyrosnąć, skoro wszyscy rozjeżdżają ziemię swoimi BMW?" - pyta na forum internauta destructor. "A skąd wiadomo, czy dany teren jest przeznaczony pod trawnik albo zieleń, jeśli nie ma żadnych oznaczeń? Jaka jest definicja terenu przeznaczonego pod trawnik?" - odpowiada mu Andrzej75.

Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta miasta Rzeszowa, uznanego oficjalnie za najczystsze miasto Polski, definicji trawnika nie zna, nigdy się też nad nią nie zastanawiał. Może dlatego o problemie, z jakim boryka się łódzka straż miejska, i zaskakującej interpretacji artykułu 144 KW nie słyszał? - Jeśli trawnik to nie trawnik, to co? - dziwi się. A po chwili dodaje: - Mogę zrozumieć, że rozjechany przez koła samochodów trawnik z definicji przestaje być trawnikiem. Ale dlaczego straż miejska pozwoliła, żeby trawnik został rozjechany, kiedy trawnikiem jeszcze był? - pyta.

Zdarza się, że w Rzeszowie jakiś kierowca wjedzie na trawę. - Ale zawsze w takiej sytuacji straż miejska jest na miejscu, żeby ukarać go mandatem. I to wcale niemałym - mówi Chłodnicki.

Domyśla się, że rozjechane trawniki w Łodzi to problem braku miejsc parkingowych. Opowiada, że jeszcze kilka lat temu Rzeszów miał podobny problem. Rozwiązanie okazało się proste i tanie. - Trawniki wyłożyliśmy ażurowymi płytami betonowymi, pustobetonami, które przepuszczają wodę, na których rośnie trawa i na których można zostawiać samochody. W ten sposób w całym mieście stworzyliśmy dodatkowo dziewięć tysięcy miejsc parkingowych - mówi Chłodnicki.

Aleksandra Kaczorowska, rzecznik Zarządu Dróg i Transportu: - Takie rozwiązania stosujemy coraz częściej. Ażurowe płyty leżą na parkingu przy dawnej delegaturze na Polesiu. Coraz częściej zgłaszają się do nas również właściciele prywatnych posesji, którzy chcą skorzystać z takiego rozwiązania. I takie pozwolenia, po zaopiniowaniu przez Wydział Inżynierii Ruchu, wydajemy.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 122 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład