Szkocka niezależna: tradycyjna whisky z wyspy Arran
19.01.2012
, aktualizacja: 19.01.2012 16:57
W klubie Paparazzi w Manufakturze można było skosztować whisky z wyspy Arran leżącej przy południowo-zachodnim wybrzeżu Szkocji. Destylarnia powstała tam zaledwie 16 lat temu, ale już dorobiła się znanych wielbicieli, jak książę William czy szkocki aktor Ewan McGregor
ZOBACZ TAKŻE
- Manufaktura. Marni dla H&M. Kolejki przed sklepem (08-03-12, 12:50)
- Hyde park projektantów. Moda w centrum OFF Piotrkowska (25-02-12, 21:16)
- Wybrano najlepsze polskie piwo. Zobacz, jakie (25-02-12, 14:54)
- Kolejna nowa knajpa, tym razem po hiszpańsku [ZDJĘCIA] (25-02-12, 10:48)
- Czekolada i Las Vegas. Świętuj Walentynki już w weekend (10-02-12, 11:00)
- Reklamacja tylko z kartą gwarancyjną? "To stary numer" (05-02-12, 21:07)
- ShotMe - nowy bar przy Piotrkowskiej [ZOBACZ ZDJĘCIA] (05-02-12, 17:30)
- Nie oszczędzaliśmy w styczniu. Kusiły sklepowe obniżki (29-01-12, 17:22)
- Łódzka moda na rynku, czyli Bałuty Fashion Weekend (28-01-12, 13:47)
- Weekend w centrach handlowych: loteria i snowpark (27-01-12, 12:00)
- Centra handlowe: moda, sękacze, Święto Babć i Dziadków (20-01-12, 11:00)
- Sklep z niebanalnymi rzeczami znanych projektantów (05-01-12, 09:00)
- Pracownia industrialnej biżuterii przy Piotrkowskiej (09-12-11, 14:00)
- Wielkie otwarcie dwóch lokali Magdy Gessler w Łodzi (09-12-11, 09:00)
- Nowa świecka tradycja. Sushi z ciała nagiej kobiety (24-11-11, 19:50)
Degustację zorganizowała łódzka firma PINOT, która zajmuje się dystrybucją arrana na Polskę. Oprócz samego kosztowania, na imprezę miał przylecieć przedstawiciel destylarni, żeby opowiedzieć o jej historii oraz tajnikach smaku i produkcji szkockiej whisky. Przedstawiciel zamiast rodowitym Szkotem w kilcie okazał się... sympatyczną blondynką z Bydgoszczy.
Jacek Krywko: Nieczęsto widzi się młode Polki działające w tradycyjnym szkockim biznesie. W jaki sposób trafiła pani do destylarni na wyspie Arran?
Paulina Kwiatkowska: Wyjechałam do Szkocji siedem lat temu na studia. Arran to często odwiedzane miejsce turystyczne w tym kraju. To Szkocja w pigułce. Na bardzo małym obszarze można zobaczyć pola, góry i klify. Interesowała mnie wspinaczka. Wzięłam kilka lekcji, doszłam do wniosku, że doskonale umiem już wszystko, co trzeba, i postanowiłam wspiąć się na jedną z tamtejszych skał. Kilka godzin później ściągali mnie z tej skały śmigłowcem. Byłam w telewizji, byłam w gazetach, więc już od samego początku wszyscy mieli okazję mnie poznać. Potem usłyszałam, że tamtejsza destylarnia poszukuje kogoś ze znajomością języków do pracy w marketingu, zgłosiłam się i mnie przyjęli.
Czym wasza whisky różni się od innych? Na rynku jest mnóstwo bardziej znanych marek.
- Przede wszystkim tym, że jesteśmy destylarnią niezależną, a takich zostało dziś w Szkocji tylko kilkanaście. Nie stoi za nami żaden wielki koncern, który mówiłby, jaką whisky mamy robić, i płacił za reklamy w telewizji. Dlatego możemy oddać w naszych produktach szczególny charakter tej wyspy. Nasza whisky jest delikatna, trochę owocowa i waniliowa, da się w niej wyczuć nutę torfu, nieco cynamonu. Poza tym koncerny stosują przed butelkowaniem tzw. zimną filtrację. Chodzi o to, że w tradycyjnej whisky znajduje się wiele tłuszczy i olejów. Kiedy wrzuci się do niej lód, mętnieje. Lód do whisky wrzucają głównie Amerykanie i jak trafią na taki produkt, dochodzą do wniosku, że coś z nim nie tak. Dlatego przed butelkowaniem schładza się szkocką do odpowiedniej temperatury, żeby tłuszcze i oleje zbiły się w niewielkie krople. Potem usuwa się je, przepuszczając przez odpowiednie sito. Dzięki temu whisky wygląda i smakuje tak samo, obojętnie z lodem czy bez. Tylko że te tłuszcze i oleje tworzą cały niepowtarzalny bukiet smaku, więc my tego nie robimy. Trzymamy się tradycji i jesteśmy za to doceniani. Swoją własną beczkę ma u nas książę William, który jest wielkim miłośnikiem whisky. Podobną miał też Ewan McGregor, ale oddał ją na aukcję charytatywną...
Wasza whisky mu nie smakowała?
- Smakowała. Chodziło bardziej o problemy z alkoholem...
Whisky z Arran można w Łodzi kupić w sklepach przy Trugutta 5 i Piotrkowskiej 183/187 oraz niektórych innych dobrych sklepach z alkoholem. Ceny zaczynają się od 69 złotych i dochodzą do ponad 300 w zależności od wieku i rodzaju.
Jacek Krywko: Nieczęsto widzi się młode Polki działające w tradycyjnym szkockim biznesie. W jaki sposób trafiła pani do destylarni na wyspie Arran?
Paulina Kwiatkowska: Wyjechałam do Szkocji siedem lat temu na studia. Arran to często odwiedzane miejsce turystyczne w tym kraju. To Szkocja w pigułce. Na bardzo małym obszarze można zobaczyć pola, góry i klify. Interesowała mnie wspinaczka. Wzięłam kilka lekcji, doszłam do wniosku, że doskonale umiem już wszystko, co trzeba, i postanowiłam wspiąć się na jedną z tamtejszych skał. Kilka godzin później ściągali mnie z tej skały śmigłowcem. Byłam w telewizji, byłam w gazetach, więc już od samego początku wszyscy mieli okazję mnie poznać. Potem usłyszałam, że tamtejsza destylarnia poszukuje kogoś ze znajomością języków do pracy w marketingu, zgłosiłam się i mnie przyjęli.
Czym wasza whisky różni się od innych? Na rynku jest mnóstwo bardziej znanych marek.
- Przede wszystkim tym, że jesteśmy destylarnią niezależną, a takich zostało dziś w Szkocji tylko kilkanaście. Nie stoi za nami żaden wielki koncern, który mówiłby, jaką whisky mamy robić, i płacił za reklamy w telewizji. Dlatego możemy oddać w naszych produktach szczególny charakter tej wyspy. Nasza whisky jest delikatna, trochę owocowa i waniliowa, da się w niej wyczuć nutę torfu, nieco cynamonu. Poza tym koncerny stosują przed butelkowaniem tzw. zimną filtrację. Chodzi o to, że w tradycyjnej whisky znajduje się wiele tłuszczy i olejów. Kiedy wrzuci się do niej lód, mętnieje. Lód do whisky wrzucają głównie Amerykanie i jak trafią na taki produkt, dochodzą do wniosku, że coś z nim nie tak. Dlatego przed butelkowaniem schładza się szkocką do odpowiedniej temperatury, żeby tłuszcze i oleje zbiły się w niewielkie krople. Potem usuwa się je, przepuszczając przez odpowiednie sito. Dzięki temu whisky wygląda i smakuje tak samo, obojętnie z lodem czy bez. Tylko że te tłuszcze i oleje tworzą cały niepowtarzalny bukiet smaku, więc my tego nie robimy. Trzymamy się tradycji i jesteśmy za to doceniani. Swoją własną beczkę ma u nas książę William, który jest wielkim miłośnikiem whisky. Podobną miał też Ewan McGregor, ale oddał ją na aukcję charytatywną...
Wasza whisky mu nie smakowała?
- Smakowała. Chodziło bardziej o problemy z alkoholem...
Whisky z Arran można w Łodzi kupić w sklepach przy Trugutta 5 i Piotrkowskiej 183/187 oraz niektórych innych dobrych sklepach z alkoholem. Ceny zaczynają się od 69 złotych i dochodzą do ponad 300 w zależności od wieku i rodzaju.
- Dodaj komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy






więcej zdjęć