W łódzkich szpitalach nie ma miejsc dla umierających
02.07.2011
, aktualizacja: 01.07.2011 20:29
W całej Łodzi jest już tylko 16 łóżek w oddziałach opieki paliatywnej. Wszystkie zajęte. Do hospicjum domowego codziennie zapisuje się w kolejce 10 osób, a na pomoc trzeba czekać tu nawet dwa miesiące. Jedyną alternatywą dla umierających łodzian są hospicja w Sieradzu i Licheniu
ZOBACZ TAKŻE
- Szukasz lekarza? Pomogą nowe portale internetowe (21-09-11, 10:00)
- Akcja Gajusza. Cegiełka na hospicjum zamiast kwiatów (15-09-11, 07:58)
- Onkolodzy znajdą każdego raka. Superpracownia w "Koperniku" (23-08-11, 08:00)
- Prywatnie u Matki Polki. Co to zmienia dla pacjentów? (16-08-11, 08:00)
- Lekarze: "Dopalacze zeszły do podziemia i wciąż trują" (08-08-11, 07:20)
- Szpital Kopernika: koniec dramatu nieuleczalnie chorych (04-08-11, 07:00)
- Nie ma pieniędzy na badanie niepełnosprawnych! (19-07-11, 07:00)
- Wiejska przychodnia już nie dla Widzewa. Po wakacjach (09-07-11, 09:00)
- Onkolodzy z Kopernika odpalili potężne działo fotonowe (08-07-11, 18:40)
- Miejskie hospicjum powstanie jeszcze w tym roku (04-07-11, 21:00)
- Szpital prywatny, a za leczenie nie zapłacisz [ZDJĘCIA] (29-06-11, 07:00)
- Szpital im. Korczaka wraca w wielkim stylu (28-06-11, 08:00)
- Nie ma na leki, prąd, jedzenie. Szpital im. Jordana pada (24-06-11, 19:44)
- Biznesmen wyręczył państwo i kupił szpitalowi laser (08-06-11, 18:27)
- Nie zdążyła do szpitala. Urodziła chłopca w taksówce (08-06-11, 13:57)
- Szpitale w Łodzi. Chirurgia wraca do Korczaka (06-06-11, 18:38)
- Nowojorski szpital chce zatrudnić łódzkiego lekarza (24-05-11, 15:59)
Łódź to jedno z niewielu wielkich polskich miast, które nie ma stacjonarnego hospicjum - miejsca, gdzie zajmują się nieuleczalnie chorymi. Jest tylko kilka hospicjów domowych (chory jest w domu pod specjalistyczną opieką lekarzy i pielęgniarek) i dwa oddziały opieki paliatywnej. Ale teraz nawet to niedoskonałe rozwiązanie zaczyna się rozsypywać. Oddział opieki paliatywnej w Szpitalu im. Bonifratrów - wraz z całym szpitalem - został zamknięty na dwa miesiące, bo placówka rozbudowuje się. Opieka paliatywna w "Koperniku" jest ograniczona - oddział jest w remoncie, dyrekcja pozostawiła pojedyncze łóżka rozrzucone po całym szpitalu.
A potrzeby są ogromne. Dr Aleksandra Ciałkowska-Rysz, konsultant krajowy ds. opieki paliatywnej, mówi, że w Unii Europejskiej przyjmuje się, że na milion mieszkańców powinno przypadać 80 łóżek w oddziałach opieki paliatywnej. W Łodzi jest już tylko 16. Wszystkie zajęte.
Chorzy i ich rodziny ruszyli po pomoc do ostatniej dostępnej dla nich instytucji: hospicjum domowego. - Od paru dni zgłasza się do nas pięć razy więcej pacjentów niż dotychczas - mówi Anna Mardofel ze Stowarzyszenia Hospicjum Łódzkie. Dziennie zapisujemy po 10 osób.
Niestety, na profesjonalną pomoc w ostatnim okresie życia będą musieli długo poczekać. W Stowarzyszeniu Hospicjum Łódzkie w kolejce jest już 80 osób. To oznacza dwa miesiące oczekiwania.
Mardofel: - Nie możemy nikogo przepuszczać, bo zapisujemy samych poważnie chorych ludzi: z zaawansowaną chorobą nowotworową, leżących, z silnymi bólami. Kolejkę mamy dlatego, że porządnie możemy zająć się tylko ograniczoną liczba pacjentów.
Właśnie dlatego przynajmniej miesiąc będzie musiała poczekać 59-letnia pani Jadwiga (imię zmienione). Jest 29. na liście. Ma nieoperacyjnego raka żołądka z licznymi przerzutami. Skarży się na bardzo silne bóle, nie może chodzić. Opiekuje się nią starszy mąż. Mężczyzna pracuje, a jego żona wymaga nieustannej opieki.
Co mają zrobić, jeśli stan zacznie się pogarszać albo ból będzie niemożliwy do zniesienia?
Dr Ciałkowska-Rysz: - Na pewno doświadczą ogromnej bezradności. Mogą poprosić o pomoc lekarza podstawowej opieki zdrowotnej albo dzwonić na pogotowie. Żadna z tych instytucji nie jest przygotowana do opieki nad człowiekiem w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Na wizytę lekarza POZ często trzeba czekać kilka godzin. W pogotowiu są ratownicy. Zabiorą kobietę do szpitala. Nawet jeśli zostanie przyjęta na internę, to po kilku dniach wróci do domu.
Problem może rozwiązać tylko otwarcie hospicjum stacjonarnego albo kolejnych oddziałów medycyny paliatywnej. Magistrat chce urządzić hospicjum w Szpitalu im. Jordana. Nawet jeśli plan zostanie zrealizowany, to nie wcześniej niż za kilka miesięcy.
Uniwersytet Medyczny też myśli o otwarciu hospicjum w Szpitalu im. Sterlinga. Ale dopiero w przyszłym roku. Jak dowiedziała się "Gazeta", jeden z łódzkich szpitali zastanawia się nad otwarciem oddziału medycyny paliatywnej nawet w ciągu kilku tygodni. Ale pod warunkiem, że NFZ da na niego pieniądze.
- Nie słyszeliśmy o takich planach - mówi Beata Aszkielaniec, rzeczniczka łódzkiego NFZ. I dodaje, że może być problem ze znalezieniem dodatkowych pieniędzy, bo fundusz w tym roku dał już na opiekę paliatywną pół miliona więcej, niż planował.
Dr Ciałkowska-Rysz: - W takim razie jedyną alternatywą dla umierających łodzian są hospicja w Sieradzu i Licheniu.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl
A potrzeby są ogromne. Dr Aleksandra Ciałkowska-Rysz, konsultant krajowy ds. opieki paliatywnej, mówi, że w Unii Europejskiej przyjmuje się, że na milion mieszkańców powinno przypadać 80 łóżek w oddziałach opieki paliatywnej. W Łodzi jest już tylko 16. Wszystkie zajęte.
Chorzy i ich rodziny ruszyli po pomoc do ostatniej dostępnej dla nich instytucji: hospicjum domowego. - Od paru dni zgłasza się do nas pięć razy więcej pacjentów niż dotychczas - mówi Anna Mardofel ze Stowarzyszenia Hospicjum Łódzkie. Dziennie zapisujemy po 10 osób.
Niestety, na profesjonalną pomoc w ostatnim okresie życia będą musieli długo poczekać. W Stowarzyszeniu Hospicjum Łódzkie w kolejce jest już 80 osób. To oznacza dwa miesiące oczekiwania.
Mardofel: - Nie możemy nikogo przepuszczać, bo zapisujemy samych poważnie chorych ludzi: z zaawansowaną chorobą nowotworową, leżących, z silnymi bólami. Kolejkę mamy dlatego, że porządnie możemy zająć się tylko ograniczoną liczba pacjentów.
Właśnie dlatego przynajmniej miesiąc będzie musiała poczekać 59-letnia pani Jadwiga (imię zmienione). Jest 29. na liście. Ma nieoperacyjnego raka żołądka z licznymi przerzutami. Skarży się na bardzo silne bóle, nie może chodzić. Opiekuje się nią starszy mąż. Mężczyzna pracuje, a jego żona wymaga nieustannej opieki.
Co mają zrobić, jeśli stan zacznie się pogarszać albo ból będzie niemożliwy do zniesienia?
Dr Ciałkowska-Rysz: - Na pewno doświadczą ogromnej bezradności. Mogą poprosić o pomoc lekarza podstawowej opieki zdrowotnej albo dzwonić na pogotowie. Żadna z tych instytucji nie jest przygotowana do opieki nad człowiekiem w ostatnim stadium choroby nowotworowej. Na wizytę lekarza POZ często trzeba czekać kilka godzin. W pogotowiu są ratownicy. Zabiorą kobietę do szpitala. Nawet jeśli zostanie przyjęta na internę, to po kilku dniach wróci do domu.
Problem może rozwiązać tylko otwarcie hospicjum stacjonarnego albo kolejnych oddziałów medycyny paliatywnej. Magistrat chce urządzić hospicjum w Szpitalu im. Jordana. Nawet jeśli plan zostanie zrealizowany, to nie wcześniej niż za kilka miesięcy.
Uniwersytet Medyczny też myśli o otwarciu hospicjum w Szpitalu im. Sterlinga. Ale dopiero w przyszłym roku. Jak dowiedziała się "Gazeta", jeden z łódzkich szpitali zastanawia się nad otwarciem oddziału medycyny paliatywnej nawet w ciągu kilku tygodni. Ale pod warunkiem, że NFZ da na niego pieniądze.
- Nie słyszeliśmy o takich planach - mówi Beata Aszkielaniec, rzeczniczka łódzkiego NFZ. I dodaje, że może być problem ze znalezieniem dodatkowych pieniędzy, bo fundusz w tym roku dał już na opiekę paliatywną pół miliona więcej, niż planował.
Dr Ciałkowska-Rysz: - W takim razie jedyną alternatywą dla umierających łodzian są hospicja w Sieradzu i Licheniu.
adam.czerwinski@lodz.agora.pl
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
W łódzkich szpitalach nie ma miejsc dla umieraj...
stasiek-the-best
02.07.11, 09:13
Jeszcze inną - zasadną ekonomicznie ekonomicznie - alternatywą byłaby szybka ścieżka legislacyjna uwzględniająca darmowy przydział, nam chorym, 1 szt. pavulonu. W okresie kampanii »




