Sposób na zakorkowane OIOM-y. Nie dla NFZ-etu
11.06.2011
, aktualizacja: 10.06.2011 21:11
Wszystkie OIOM-y w Łodzi pękają w szwach. Łódzki szpital ma pomysł, który pozwoliłby je odetkać, a NFZ-etowi sporo zaoszczędzić. Ale fundusz nie skorzysta ze świetnej oferty.
ZOBACZ TAKŻE
- Łódzkie szpitale wzywają na pomoc ministra zdrowia (17-01-12, 18:47)
- NFZ jednoczy polityków. PO, PiS i SLD krytykują fundusz (09-01-12, 20:00)
- Biznesmen wyręczył państwo i kupił szpitalowi laser (08-06-11, 18:27)
- Miał być nowy oddział. Budowlańcy uciekli z Matki Polki (07-06-11, 19:40)
- Szpitale w Łodzi. Chirurgia wraca do Korczaka (06-06-11, 18:38)
- Ambulatorium dla Widzewa. Koniec z jeżdżeniem na wieś! (02-06-11, 07:00)
- W aptekach brakuje najpopularniejszego mleka dla dzieci (28-05-11, 09:00)
- W całej aglomeracji jest dramat z wolnymi miejscami na intensywnej terapii - mówi dr Janusz Morawski, dyrektor medyczny łódzkiego pogotowia. Dlatego coraz częściej zdarza się, że pogotowie musi wywozić pacjentów w bardzo ciężkim stanie daleko poza miasto. Karetki kursują do Bełchatowa, Brzezin, Opoczna.
- Od dawna o tym wiemy - mówi dr Waldemar Kowalczyk, dyrektor medyczny szpitala w Łagiewnikach. - Zdarzało się, że zgłaszaliśmy do urzędu wojewódzkiego, że nie mamy wolnych miejsc na intensywnej terapii, a karetki i tak przywoziły pacjentów w ciężkim stanie. Jak sobie radzimy w takich sytuacjach? Podłączamy chorego do respiratora transportowego i dzwonimy do szpitali w całym województwie.
Lekarze z Łagiewnik doskonale wiedzą, że taka prowizorka może skończyć się tragedią, dlatego sami postanowili rozwiązać problem. Dyrektor Kowalczyk: - Dlaczego brakuje miejsc na intensywnej terapii? Bo blokują je chorzy niewymagający intensywnego, ratującego życie leczenia. Jednego dnia obdzwoniłem wszystkie OIOM-y w Łodzi i okazało się, że tacy ludzie zajmują co trzecie miejsce.
Przykład pacjentki ze szpitala w Łagiewnikach. Pogotowie przywiozło na OIOM ponad 70-letnią kobietę, bo dusiła się. Ma przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) i złapała infekcję. Trzeba ją było podłączyć pod respirator i leży pod nim już 50 dni. Infekcję, która zagrażała życiu pacjentki, udało się pokonać. Ale POChP to choroba nieuleczalna. Pacjentów trudno odłączyć od respiratora i może się zdarzyć, że kobieta spędzi na intensywnej terapii jeszcze wiele miesięcy.
Dr Kowalczyk: - Uznaliśmy, że problem rozwiążą oddziały trochę mniej intensywnej terapii. Nie chodzi o gorsze, tylko o inne leczenie pacjentów, których nie można odłączyć od respiratora. Takich, którzy leżą na OIOM-e powyżej trzech tygodni lub mają nieodwracalne zmiany w mózgu. - Rzeczywiście, brakuje ogniwa pośredniego między intensywną terapią a pozostałymi oddziałami - mówi prof. Wojciech Gaszyński, wojewódzki konsultant ds. anestezjologii. - Coś takiego na pewno odciążyłoby OIOM-y.
Szpital w Łagiewnikach postanowił stworzyć pierwszy taki oddział Polsce. Ma wszystko, co trzeba, by szybko go uruchomić: doświadczoną kadrę, miejsce i pieniądze na remont i wyposażenie pomieszczeń. Ale oddziału nie będzie. Szpital zaproponował NFZ-etowi świetny interes. Zamiast płacić 2000 zł za dobę opieki pacjentów na OIOM-ie, zapłaci 600, góra 800 zł za opiekę na mniej intensywnej terapii. Ale fundusz zaproponował szpitalowi jeszcze lepszy dla siebie biznes. Napisał, że nie ma podstaw do finansowania nowego oddziału, ale chętnie zapłaci za opiekę w zakładzie opieki długoterminowej. Tam stawka za dobę to 200 zł. W szpitalu pukają się w głowę, bo takie pieniądze nie pokryłyby nawet połowy wydatków.
Dyrektor Kowalczyk: - Przez rok pisaliśmy do wszystkich świętych. Wsparła nas wojewoda i marszałek województwa. Ale NFZ zdania nie zmienił. Ma wygodną wymówkę: istniejące przepisy nie pozwalają mu na zawarcie umowy na nowy oddział.
Może więc należałby poprosić Ministerstwo Zdrowia o ich zmianę?
Andrzej Troszyński, rzecznik NFZ-etu, twierdzi, że nie ma takiej potrzeby: - Przecież płacimy za opiekę długoterminową.
- W takim razie urządzimy zwykły OIOM - denerwuje się dyrektor Kowalczyk. - NFZ za leczenie w nim zapłaci nam trzy razy więcej, niż chcieliśmy za nasz oddział.
- Od dawna o tym wiemy - mówi dr Waldemar Kowalczyk, dyrektor medyczny szpitala w Łagiewnikach. - Zdarzało się, że zgłaszaliśmy do urzędu wojewódzkiego, że nie mamy wolnych miejsc na intensywnej terapii, a karetki i tak przywoziły pacjentów w ciężkim stanie. Jak sobie radzimy w takich sytuacjach? Podłączamy chorego do respiratora transportowego i dzwonimy do szpitali w całym województwie.
Lekarze z Łagiewnik doskonale wiedzą, że taka prowizorka może skończyć się tragedią, dlatego sami postanowili rozwiązać problem. Dyrektor Kowalczyk: - Dlaczego brakuje miejsc na intensywnej terapii? Bo blokują je chorzy niewymagający intensywnego, ratującego życie leczenia. Jednego dnia obdzwoniłem wszystkie OIOM-y w Łodzi i okazało się, że tacy ludzie zajmują co trzecie miejsce.
Przykład pacjentki ze szpitala w Łagiewnikach. Pogotowie przywiozło na OIOM ponad 70-letnią kobietę, bo dusiła się. Ma przewlekłą obturacyjną chorobę płuc (POChP) i złapała infekcję. Trzeba ją było podłączyć pod respirator i leży pod nim już 50 dni. Infekcję, która zagrażała życiu pacjentki, udało się pokonać. Ale POChP to choroba nieuleczalna. Pacjentów trudno odłączyć od respiratora i może się zdarzyć, że kobieta spędzi na intensywnej terapii jeszcze wiele miesięcy.
Dr Kowalczyk: - Uznaliśmy, że problem rozwiążą oddziały trochę mniej intensywnej terapii. Nie chodzi o gorsze, tylko o inne leczenie pacjentów, których nie można odłączyć od respiratora. Takich, którzy leżą na OIOM-e powyżej trzech tygodni lub mają nieodwracalne zmiany w mózgu. - Rzeczywiście, brakuje ogniwa pośredniego między intensywną terapią a pozostałymi oddziałami - mówi prof. Wojciech Gaszyński, wojewódzki konsultant ds. anestezjologii. - Coś takiego na pewno odciążyłoby OIOM-y.
Szpital w Łagiewnikach postanowił stworzyć pierwszy taki oddział Polsce. Ma wszystko, co trzeba, by szybko go uruchomić: doświadczoną kadrę, miejsce i pieniądze na remont i wyposażenie pomieszczeń. Ale oddziału nie będzie. Szpital zaproponował NFZ-etowi świetny interes. Zamiast płacić 2000 zł za dobę opieki pacjentów na OIOM-ie, zapłaci 600, góra 800 zł za opiekę na mniej intensywnej terapii. Ale fundusz zaproponował szpitalowi jeszcze lepszy dla siebie biznes. Napisał, że nie ma podstaw do finansowania nowego oddziału, ale chętnie zapłaci za opiekę w zakładzie opieki długoterminowej. Tam stawka za dobę to 200 zł. W szpitalu pukają się w głowę, bo takie pieniądze nie pokryłyby nawet połowy wydatków.
Dyrektor Kowalczyk: - Przez rok pisaliśmy do wszystkich świętych. Wsparła nas wojewoda i marszałek województwa. Ale NFZ zdania nie zmienił. Ma wygodną wymówkę: istniejące przepisy nie pozwalają mu na zawarcie umowy na nowy oddział.
Może więc należałby poprosić Ministerstwo Zdrowia o ich zmianę?
Andrzej Troszyński, rzecznik NFZ-etu, twierdzi, że nie ma takiej potrzeby: - Przecież płacimy za opiekę długoterminową.
- W takim razie urządzimy zwykły OIOM - denerwuje się dyrektor Kowalczyk. - NFZ za leczenie w nim zapłaci nam trzy razy więcej, niż chcieliśmy za nasz oddział.
- 3 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
polityka zdrowotna Łodzi?
sabciasal
12.06.11, 14:52
uwielbiam takie artykuły. gadanie, gadanie a okazuje się, że wszystkie te świetlane koncepcje są niezgodne z prawem.A swoją drogą skoro w łodzi nie ma opieki długoterminowej, zoli i innych »




