Problem Matki Polki - wiadra pełne gołębich odchodów

Bartłomiej Dana
08.06.2011 , aktualizacja: 08.06.2011 19:28
A A A Drukuj
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Codziennie ze szczelin w dachu przed oddziałem kardiologii w Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce. Po wolnym weekendzie ptasich kup jest pełne wiadro
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Pan Wacław, pracownik techniczny, który w środę rano kosił trawniki wokół szpitala, spytany o feralne wejście, nad którym gołębie uwiły sobie gniazdka, bez zastanowienia wskazuje miejsce palcem. Zna je doskonale, bo co dzień je sprząta. - Odchody zgarniam rano, zanim lekarze przyjadą do pracy i zaczną się skarżyć - opowiada. - Dziennie wywożę trzy, cztery łopaty ptasich kup. Kiedy ptaki mają lepszy dzień, odchodów jest jeszcze więcej. W poniedziałki, po wolnym weekendzie, zbiera się tego świństwa pełne wiadro. Łącznie ptaki zapaskudzają około 50 metrów kwadratowych dachu.

Ptaki uwiły sobie gniazda w szczelinach podbicia dachu, przed wejściem na oddział. Kupki odchodów widać gołym okiem. Widać również nitki oklejone odchodami, zwisające spod podbicia.

Gołębie przesiadują nie tylko na dachu. Siadają na wszystkim, na czym usiąść się da. Dlatego pan Wacław nosi przy sobie szpachelkę. Używa jej, żeby zeskrobać odchody z murka otaczającego wejście. - Ani się oprzeć na dymku, ani usiąść. Ani to estetyczne, ani zdrowe, bo przecież codziennie przechodzą tutaj kobiety, dzieci. Wszystkie te kupy lecą na nich - mówi.

Ale lekarze odchody i tak zauważają. - Co kilka dni mam samochód do mycia - mówi zastępca ordynatorów jednego z oddziałów pediatrycznych. - Najgorzej, kiedy zapaskudzą szybę. Bo z odchodami ptaków wycieraczki i płyn do spryskiwaczy sobie nie radzą.

Pani Jagoda z sekcji czystościowej szpitala mówi, że pracownicy z gołębiami walczą od dawna. - Próbowaliśmy już wszystkiego - opowiada. - Spryskiwaliśmy powierzchnie specjalnymi preparatami. Wystarczy jednak, że spadnie deszcz, żeby środki straciły swoją moc. Próbowaliśmy też straszyć ptaki. Cały czas szorujemy patia i parapety. Ale walka z gołębiami przypomina walkę z wiatrakami.

Pan Wacław: - Ptaki niedawno się kluły. Moglibyśmy zastosować mało humanitarny sposób i potłuc jaja. Ale nikt się na to nie zdobył. Teraz ptaki się pierzą. Wszędzie leżą pióra. Koszmar!

Zdaniem ornitologów ptaków jest dużo, bo mają co jeść. - Dowiedziałam się od sokolnika z lotniska, że dopóki ptaki będą dokarmiane, nie odlecą. A pacjentki często zostawiają niedojedzoną kanapkę albo jakieś ciastka na parapetach. Nie wiem, czy robią to świadomie, czy nie. Pozostaje nam zaapelować do nich, żeby nie dokarmiały ptaków. Tylko to nam zostaje - mówi pani Jagoda. A po chwili zastanowienia: - Chociaż nie wiem, czy to pomoże. Wokół szpitala jest dużo koszy na śmieci, w których zawsze znajdzie się coś do jedzenia. Jeśli ktoś zna sposób, żeby nam pomóc, to go chętnie wysłuchamy. Bo zaczynamy wierzyć, że te gołębie to problem nie do pokonania.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 13 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład