Problem Matki Polki - wiadra pełne gołębich odchodów
08.06.2011
, aktualizacja: 08.06.2011 19:28
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
Codziennie ze szczelin w dachu przed oddziałem kardiologii w Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce. Po wolnym weekendzie ptasich kup jest pełne wiadro

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce

Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Codziennie ze szczelin w dachu przed budynkiem pediatrii Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki pracownicy placówki usuwają trzy, cztery łopaty odchodów gołębi, które wyjątkowo upodobały sobie to miejsce
ZOBACZ TAKŻE
- Karmić gołębie w miejscach publicznych czy nie karmić? (23-08-11, 09:00)
- Skład węgla obok domków, czyli piekło na Grunwaldzkiej (11-06-11, 11:00)
- Biznesmen wyręczył państwo i kupił szpitalowi laser (08-06-11, 18:27)
- Nie zdążyła do szpitala. Urodziła chłopca w taksówce (08-06-11, 13:57)
- Szpitale w Łodzi. Chirurgia wraca do Korczaka (06-06-11, 18:38)
- Prokuratura wyjaśnia śmierć pacjenta przed szpitalem (06-06-11, 18:38)
- Nowojorski szpital chce zatrudnić łódzkiego lekarza (24-05-11, 15:59)
Pan Wacław, pracownik techniczny, który w środę rano kosił trawniki wokół szpitala, spytany o feralne wejście, nad którym gołębie uwiły sobie gniazdka, bez zastanowienia wskazuje miejsce palcem. Zna je doskonale, bo co dzień je sprząta. - Odchody zgarniam rano, zanim lekarze przyjadą do pracy i zaczną się skarżyć - opowiada. - Dziennie wywożę trzy, cztery łopaty ptasich kup. Kiedy ptaki mają lepszy dzień, odchodów jest jeszcze więcej. W poniedziałki, po wolnym weekendzie, zbiera się tego świństwa pełne wiadro. Łącznie ptaki zapaskudzają około 50 metrów kwadratowych dachu.
Ptaki uwiły sobie gniazda w szczelinach podbicia dachu, przed wejściem na oddział. Kupki odchodów widać gołym okiem. Widać również nitki oklejone odchodami, zwisające spod podbicia.
Gołębie przesiadują nie tylko na dachu. Siadają na wszystkim, na czym usiąść się da. Dlatego pan Wacław nosi przy sobie szpachelkę. Używa jej, żeby zeskrobać odchody z murka otaczającego wejście. - Ani się oprzeć na dymku, ani usiąść. Ani to estetyczne, ani zdrowe, bo przecież codziennie przechodzą tutaj kobiety, dzieci. Wszystkie te kupy lecą na nich - mówi.
Ale lekarze odchody i tak zauważają. - Co kilka dni mam samochód do mycia - mówi zastępca ordynatorów jednego z oddziałów pediatrycznych. - Najgorzej, kiedy zapaskudzą szybę. Bo z odchodami ptaków wycieraczki i płyn do spryskiwaczy sobie nie radzą.
Pani Jagoda z sekcji czystościowej szpitala mówi, że pracownicy z gołębiami walczą od dawna. - Próbowaliśmy już wszystkiego - opowiada. - Spryskiwaliśmy powierzchnie specjalnymi preparatami. Wystarczy jednak, że spadnie deszcz, żeby środki straciły swoją moc. Próbowaliśmy też straszyć ptaki. Cały czas szorujemy patia i parapety. Ale walka z gołębiami przypomina walkę z wiatrakami.
Pan Wacław: - Ptaki niedawno się kluły. Moglibyśmy zastosować mało humanitarny sposób i potłuc jaja. Ale nikt się na to nie zdobył. Teraz ptaki się pierzą. Wszędzie leżą pióra. Koszmar!
Zdaniem ornitologów ptaków jest dużo, bo mają co jeść. - Dowiedziałam się od sokolnika z lotniska, że dopóki ptaki będą dokarmiane, nie odlecą. A pacjentki często zostawiają niedojedzoną kanapkę albo jakieś ciastka na parapetach. Nie wiem, czy robią to świadomie, czy nie. Pozostaje nam zaapelować do nich, żeby nie dokarmiały ptaków. Tylko to nam zostaje - mówi pani Jagoda. A po chwili zastanowienia: - Chociaż nie wiem, czy to pomoże. Wokół szpitala jest dużo koszy na śmieci, w których zawsze znajdzie się coś do jedzenia. Jeśli ktoś zna sposób, żeby nam pomóc, to go chętnie wysłuchamy. Bo zaczynamy wierzyć, że te gołębie to problem nie do pokonania.
Ptaki uwiły sobie gniazda w szczelinach podbicia dachu, przed wejściem na oddział. Kupki odchodów widać gołym okiem. Widać również nitki oklejone odchodami, zwisające spod podbicia.
Gołębie przesiadują nie tylko na dachu. Siadają na wszystkim, na czym usiąść się da. Dlatego pan Wacław nosi przy sobie szpachelkę. Używa jej, żeby zeskrobać odchody z murka otaczającego wejście. - Ani się oprzeć na dymku, ani usiąść. Ani to estetyczne, ani zdrowe, bo przecież codziennie przechodzą tutaj kobiety, dzieci. Wszystkie te kupy lecą na nich - mówi.
Ale lekarze odchody i tak zauważają. - Co kilka dni mam samochód do mycia - mówi zastępca ordynatorów jednego z oddziałów pediatrycznych. - Najgorzej, kiedy zapaskudzą szybę. Bo z odchodami ptaków wycieraczki i płyn do spryskiwaczy sobie nie radzą.
Pani Jagoda z sekcji czystościowej szpitala mówi, że pracownicy z gołębiami walczą od dawna. - Próbowaliśmy już wszystkiego - opowiada. - Spryskiwaliśmy powierzchnie specjalnymi preparatami. Wystarczy jednak, że spadnie deszcz, żeby środki straciły swoją moc. Próbowaliśmy też straszyć ptaki. Cały czas szorujemy patia i parapety. Ale walka z gołębiami przypomina walkę z wiatrakami.
Pan Wacław: - Ptaki niedawno się kluły. Moglibyśmy zastosować mało humanitarny sposób i potłuc jaja. Ale nikt się na to nie zdobył. Teraz ptaki się pierzą. Wszędzie leżą pióra. Koszmar!
Zdaniem ornitologów ptaków jest dużo, bo mają co jeść. - Dowiedziałam się od sokolnika z lotniska, że dopóki ptaki będą dokarmiane, nie odlecą. A pacjentki często zostawiają niedojedzoną kanapkę albo jakieś ciastka na parapetach. Nie wiem, czy robią to świadomie, czy nie. Pozostaje nam zaapelować do nich, żeby nie dokarmiały ptaków. Tylko to nam zostaje - mówi pani Jagoda. A po chwili zastanowienia: - Chociaż nie wiem, czy to pomoże. Wokół szpitala jest dużo koszy na śmieci, w których zawsze znajdzie się coś do jedzenia. Jeśli ktoś zna sposób, żeby nam pomóc, to go chętnie wysłuchamy. Bo zaczynamy wierzyć, że te gołębie to problem nie do pokonania.
- 13 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Problem Matki Polki - wiadra pełne gołębich odc...
witul85
08.06.11, 20:28
dajcie mi wiatrówkę i tydzień czasu»
-
Problem Matki Polki - wiadra pełne gołębich odc...
mircool5
08.06.11, 20:40
No to znalazł Pan redaktor problem.A może przejść się dalej do budynku ginekologii do którego niedługo nie będzie jak wejść,bo podparte drewnianymi klockami (od lat !!!) schody się rozlecą.»
-
Problem Matki Polki - wiadra pełne gołębich odc...
terleo
09.06.11, 08:41
Matka-Polka i wiadro ptasiego kału. Dobrze, że nie ludzkiego! Ale dopinguję Pana Dziennikarza Śledczego do wytrwałości - jak dobrze poszpera, może jeszcze COŚ znajdzie.*Wszystko jest »



więcej zdjęć