Księży Młyn. Otwarta Wystawa znów jest otwarta [nowe]
28.05.2011
, aktualizacja: 29.05.2011 18:15
Wyjątkowe ekspozycje i koncerty, łódzka bohema zgromadzona wokół ogniska, przyjazna atmosfera. Otwarta Wystawa to festiwal, z którego nie chce się wychodzić. Za nami trzy dni imprezy
ZOBACZ TAKŻE
- Księży Młyn. Dzień Dziecka z książką. Nie przegap! (29-05-11, 13:51)
- Jubileusz Otwartej Wystawy w Łodzi - już w weekend (24-05-11, 08:00)
Otwarta Wystawa jest imprezą intermedialną: biorą w niej udział plastycy, muzycy, tancerze, twórcy filmowi. Na dziewięć dni prawie 200 artystów rozgościło się w XIX-wiecznej fabryce Ludwika Grohmana na Księżym Młynie, dziś siedzibie Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, oraz willi Henryka Grohmana, w której siedzibę ma Muzeum Książki Artystycznej. Przy muzeum wieczorami płonie ognisko, trwają plenerowe dyskusje o sztuce. Wewnątrz można zobaczyć retrospektywną wystawę afiszy do wcześniejszych edycji festiwalu i innych imprez artystycznych w muzeum. Wszystkie zostały wykonane w tej samej konwencji - niebieskie, czarne lub czerwone proste litery na białym lub kremowym papierze - i na tej samej szwajcarskiej maszynie drukującej Fagg z lat 60. - To jedyny egzemplarz. Kiedy napisałem do Szwajcarii z prośbą o części zamienne, okazało się, że nie mają pojęcia, że kiedyś taką maszynę wyprodukowali - wspomina Paweł Tryzno, prowadzący muzeum wraz z żoną Jadwigą.
Od komiksu po zastawę
Główna ekspozycja X Otwartej Wystawy prezentowana jest w jednej z hal ŁSSE. Surowe ceglane mury oraz rozsypany na ziemi piasek, który zastąpił klepisko, wprowadzają widzów w wakacyjny klimat. Ekspozycja jest gigantyczna, bogata w różnorodne formy i materię. W wystawie bierze udział każdy, kto się zgłosił. Amatorzy pokazują prace obok profesjonalistów. Zgodnie z formułą festiwalu artyści nie są oceniani ani poddawani selekcji. Każdy odpowiada za własną prezentację prac. Dariusz Adryańczyk, pomysłodawca Otwartej Wystawy, dziewięć lat temu (wtedy miała miejsce pierwsza edycja festiwalu) postanowił stworzyć imprezę, która będzie promować łódzkich młodych twórców. Zawsze brało w niej udział kilkudziesięciu artystów, w tym roku chętnych było dwa razy więcej. Obok prac umieszczają wizytówki i portfolio.
Uwagę przykuwają znakomite zdjęcia Natalii Nalewajko - portrety młodych ludzi przesycone żywą kolorystyką i emocjami fotografowanych osób. Zupełnie inne, nostalgiczne, są kadry Joanny Hrk, która zaprezentowała kobiece akty. Jest również fantazyjna biżuteria Marty Rudnickiej, komiksowe rysunki Magdaleny Drożdżowskiej i ceramiczne podpórki pod książki wykonane przez Blue Lake. Piorunujące wrażenie robi instalacja Katarzyny Drobner. Stół, nad nim zdjęcia martwych ptaków. Te same fotografie zostały nadrukowane na zastawę, która stoi na stole.
Intrygują również rzeźby Dagmary Horab. Artystka modeluje je z plasteliny lub gliny. Gotowe figurki zalewa żywicą. Prace są subtelne, pęcherzyki powietrza otaczają zatopione w przeźroczystej masie sylwetki. Horab: - Te postacie są wymyślone. Mają wydłużone ręce, szyje. To mój ideał człowieka zatopionego w czasie. Wygląda jak mucha uwięziona w bursztynie.
Bogowie w deszczu i zecerski trans
Dariusz Adryańczyk jest gitarzystą - i dlatego nie ma Otwartej Wystawy bez muzyki. Podczas poprzednich edycji muzykowano do późnych godzin nocnych w sali balowej willi Grohmana, tym razem na terenie ŁSSE stanęła spora scena. Pogoda nie zechciała uszanować jubileuszu festiwalu. Po koncertach The Tybet Underground, grupy doskonale znanej z występów na poprzednich odsłonach Otwartej Wystawy, i Soniamiki, czyli zespołu Zosi Mikuckiej, którą wspomaga jej partner Łukasz Lach, frontman L.Stadt, solidnie się rozpadało. Białoruski duet akordeonowo-perkusyjny Gurzuf, który dał się kilkukrotnie w Łodzi poznać dzięki porywającym występom, zagrał późno w nocy dla garstki - marznącej i moknącej. Pierwszy dzień Otwartej Wystawy zakończył późno w nocy występ zespołu o skromnej nazwie Bogowie. To nowa załoga Suavasa Lewego, powstała na gruzach jego okrętu flagowego - Prząśniczek. Lewy nie robił tajemnicy z zamiłowania do klimatów zappowskich, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i o absurdalne poczucie humoru. I koncert Bogów, z gościnnym udziałem Łukasza Lacha, miał w sobie coś absurdalnego. Czteroosobowa bodaj publika, by uniknąć kompletnego przemoczenia, wdarła się na scenę i wymieszała z muzykami. Z boku wyglądało to tak, jakby zespół grał wyłącznie dla strug deszczu. Trzeba przyznać, że robił to ze stuprocentowym profesjonalizmem. Koncert okazał się boski.
Najważniejszym muzycznym wydarzeniem X Otwartej Wystawy było sobotnie wystąpienie Karbido. Wrocławski zespół zrealizował w Muzeum Książki Artystycznej piąty odcinek serii "Music4Buildings", w której za pomocą systemu mikrofonów oraz tradycyjnych instrumentów ożywia intrygujące obiekty architektoniczne. Do performance'u w muzeum zainspirowała muzyków unikalna kolekcja urządzeń drukarskich, dwóch z nich użyli jako instrumentów perkusyjnych w pierwszych minutach koncertu. Zanim zespół wystąpił w sali balowej, spędził cały dzień w piwnicy, nagrywając stukotanie, terkotanie, szuranie i szczękanie maszyn drukujących, zszywarek oraz monotype'ów, czyli odlewni czcionek. Zapętlone dźwięki stanowiły punkt wyjścia do dokładania kolejnych brzmieniowych i melodycznych płaszczyzn. Każdy utwór został poprzedzony zapowiedzią Pawła Tryzny - enigmatycznym opisem wykorzystanej w danym utworze maszyny.
Improwizacje z pierwszej części koncertu nie porywały, zespół długo się rozgrywał. Szczególnie trudne zadanie miał perkusista, który musiał znaleźć pomysł na ustosunkowanie się do zecerskiego transu. Po trzech, czterech utworach nastąpił przełom i muzycy popłynęli. Brawa należą się gitarzyście, pomysłowo (i)grającemu z odtwarzanymi dźwiękami maszyn. Wreszcie do Karbida dołączył Adryańczyk, końcówka była już wybuchem rockowego ognia. Ten niezwykły występ został zarejestrowany i za kilka dni przy ul. Tymienieckiego pojawi się limitowany nakład płyty "Music4Buildings - vol. 5 - Grohman Villa". Z okładką drukowaną oczywiście w piwnicy willi Grohmana.
Program kolejnych wydarzeń w ramach X Otwartej Wystawy: cjg.gazeta.pl.
Od komiksu po zastawę
Główna ekspozycja X Otwartej Wystawy prezentowana jest w jednej z hal ŁSSE. Surowe ceglane mury oraz rozsypany na ziemi piasek, który zastąpił klepisko, wprowadzają widzów w wakacyjny klimat. Ekspozycja jest gigantyczna, bogata w różnorodne formy i materię. W wystawie bierze udział każdy, kto się zgłosił. Amatorzy pokazują prace obok profesjonalistów. Zgodnie z formułą festiwalu artyści nie są oceniani ani poddawani selekcji. Każdy odpowiada za własną prezentację prac. Dariusz Adryańczyk, pomysłodawca Otwartej Wystawy, dziewięć lat temu (wtedy miała miejsce pierwsza edycja festiwalu) postanowił stworzyć imprezę, która będzie promować łódzkich młodych twórców. Zawsze brało w niej udział kilkudziesięciu artystów, w tym roku chętnych było dwa razy więcej. Obok prac umieszczają wizytówki i portfolio.
Uwagę przykuwają znakomite zdjęcia Natalii Nalewajko - portrety młodych ludzi przesycone żywą kolorystyką i emocjami fotografowanych osób. Zupełnie inne, nostalgiczne, są kadry Joanny Hrk, która zaprezentowała kobiece akty. Jest również fantazyjna biżuteria Marty Rudnickiej, komiksowe rysunki Magdaleny Drożdżowskiej i ceramiczne podpórki pod książki wykonane przez Blue Lake. Piorunujące wrażenie robi instalacja Katarzyny Drobner. Stół, nad nim zdjęcia martwych ptaków. Te same fotografie zostały nadrukowane na zastawę, która stoi na stole.
Intrygują również rzeźby Dagmary Horab. Artystka modeluje je z plasteliny lub gliny. Gotowe figurki zalewa żywicą. Prace są subtelne, pęcherzyki powietrza otaczają zatopione w przeźroczystej masie sylwetki. Horab: - Te postacie są wymyślone. Mają wydłużone ręce, szyje. To mój ideał człowieka zatopionego w czasie. Wygląda jak mucha uwięziona w bursztynie.
Bogowie w deszczu i zecerski trans
Dariusz Adryańczyk jest gitarzystą - i dlatego nie ma Otwartej Wystawy bez muzyki. Podczas poprzednich edycji muzykowano do późnych godzin nocnych w sali balowej willi Grohmana, tym razem na terenie ŁSSE stanęła spora scena. Pogoda nie zechciała uszanować jubileuszu festiwalu. Po koncertach The Tybet Underground, grupy doskonale znanej z występów na poprzednich odsłonach Otwartej Wystawy, i Soniamiki, czyli zespołu Zosi Mikuckiej, którą wspomaga jej partner Łukasz Lach, frontman L.Stadt, solidnie się rozpadało. Białoruski duet akordeonowo-perkusyjny Gurzuf, który dał się kilkukrotnie w Łodzi poznać dzięki porywającym występom, zagrał późno w nocy dla garstki - marznącej i moknącej. Pierwszy dzień Otwartej Wystawy zakończył późno w nocy występ zespołu o skromnej nazwie Bogowie. To nowa załoga Suavasa Lewego, powstała na gruzach jego okrętu flagowego - Prząśniczek. Lewy nie robił tajemnicy z zamiłowania do klimatów zappowskich, zarówno jeśli chodzi o muzykę, jak i o absurdalne poczucie humoru. I koncert Bogów, z gościnnym udziałem Łukasza Lacha, miał w sobie coś absurdalnego. Czteroosobowa bodaj publika, by uniknąć kompletnego przemoczenia, wdarła się na scenę i wymieszała z muzykami. Z boku wyglądało to tak, jakby zespół grał wyłącznie dla strug deszczu. Trzeba przyznać, że robił to ze stuprocentowym profesjonalizmem. Koncert okazał się boski.
Najważniejszym muzycznym wydarzeniem X Otwartej Wystawy było sobotnie wystąpienie Karbido. Wrocławski zespół zrealizował w Muzeum Książki Artystycznej piąty odcinek serii "Music4Buildings", w której za pomocą systemu mikrofonów oraz tradycyjnych instrumentów ożywia intrygujące obiekty architektoniczne. Do performance'u w muzeum zainspirowała muzyków unikalna kolekcja urządzeń drukarskich, dwóch z nich użyli jako instrumentów perkusyjnych w pierwszych minutach koncertu. Zanim zespół wystąpił w sali balowej, spędził cały dzień w piwnicy, nagrywając stukotanie, terkotanie, szuranie i szczękanie maszyn drukujących, zszywarek oraz monotype'ów, czyli odlewni czcionek. Zapętlone dźwięki stanowiły punkt wyjścia do dokładania kolejnych brzmieniowych i melodycznych płaszczyzn. Każdy utwór został poprzedzony zapowiedzią Pawła Tryzny - enigmatycznym opisem wykorzystanej w danym utworze maszyny.
Improwizacje z pierwszej części koncertu nie porywały, zespół długo się rozgrywał. Szczególnie trudne zadanie miał perkusista, który musiał znaleźć pomysł na ustosunkowanie się do zecerskiego transu. Po trzech, czterech utworach nastąpił przełom i muzycy popłynęli. Brawa należą się gitarzyście, pomysłowo (i)grającemu z odtwarzanymi dźwiękami maszyn. Wreszcie do Karbida dołączył Adryańczyk, końcówka była już wybuchem rockowego ognia. Ten niezwykły występ został zarejestrowany i za kilka dni przy ul. Tymienieckiego pojawi się limitowany nakład płyty "Music4Buildings - vol. 5 - Grohman Villa". Z okładką drukowaną oczywiście w piwnicy willi Grohmana.
Program kolejnych wydarzeń w ramach X Otwartej Wystawy: cjg.gazeta.pl.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
