Zoperowali serce jak orzech - dziecko ważyło pół kilo
26.05.2011
, aktualizacja: 26.05.2011 13:41
Takiej operacji jeszcze nie było! Łódzcy kardiochirurdzy zoperowali w czwartek ważącą pół kilko dziewczynkę.
ZOBACZ TAKŻE
- Nowojorski szpital chce zatrudnić łódzkiego lekarza (24-05-11, 15:59)
- Dziecko zostało przytrzaśnięte automatyczną bramą (12-08-11, 14:24)
- W aptekach brakuje najpopularniejszego mleka dla dzieci (28-05-11, 09:00)
- Kilkaset osób do zwolnienia w szpitalu im. Kopernika (19-05-11, 20:17)
- 650-gramowy mały chłopiec w Szpitalu im. Madurowicza (06-04-11, 07:43)
- Najmniejsze dziecko jakie dotychczas operowałem ważyło 600 gram - mówi prof. Jacek Moll, szef kardiochirurgii w Matce Polce. A teraz zoperowałem jeszcze mniejsze, bo półkilowe. Niesamowite, bo przecież nie tak dawno tak małych dzieci się nie ratowało!
Zabieg przeszła dziewczynkę, która dwa tygodnie temu urodziła się w Matce Polce. Dziecko po porodzie ważyło 450 gram. Przyszło na świat w 25 tygodniu ciąży (norma to trwa 40 tygodni).
Po urodzeniu dziewczynka wylądowała w szpitalu im. Madurowicza, bo w Matce Polce nie było wolnych inkubatorów.
- Dziewczynka jest tak mała, że ledwo ją było widać i inkubatorze - mówi dr Paweł Krajewski, szef neonatologii w Madurowiczu. - Mimo to świetnie sobie dawała radę. Sama oddychała i kilka razy dziennie jadła po parę gram mleka. Zaczęła rosnąć, waży około 520 gram.
Operacja była potrzebna, żeby dziecko dalej prawidłowo mogło się rozwijać. Przeszkoda to tzw. przetrwały przewód tętniczy Botalla.
To naczynie między tętnicą płucną a aortą. W życiu płodowym ma je każdy. Służy do ominięcia krążenia płucnego. Po porodzie przewód Botalla u większości dzieci się zatyka i z czasem zarasta. Ale u maleństwa pozostał drożny, dlatego krew przedostaje się z aorty do tętnicy płucnej, a serce musi pompować jej dużo więcej niż normalnie.
- To groziło uszkodzeniem płuc a nawet niewydolnością krążenia - ocenia prof. Moll. - A to już bardzo niebezpieczne.
Dlatego dziecko zostało wysłane z powrotem do Matki Polki.
W środę badali je kardiolodzy i kardiochirurdzy. Zdecydowali, że zabieg trzeba przeprowadzić jak najszybciej.
A jak wyglądała sama operacja?
- Trwała dwie godziny.
Technicznie nie była bardzo trudna, to jedna z łatwiejszych do naprawienie wad serca - tłumaczy kardiochirurg. - Trzeba otworzyć klatkę piersiową, w dwóch miejscach podwiązać przewód i już. Trudność polega na tym, że pacjent jest tak mały. Serca półkilowego dziecka jest wielkości orzecha laskowego. Każdy ruch wymaga szalonej precyzji, bo tkanki są szalenie delikatne.
Dziewczynka po zabiegu będzie leżała na oddziale naeonatologicznym. Po operacji też do niego wróci, bo opieka nad wcześniakami, niewiele różni się od intensywnej terapii.
Jakie są rokowania? - Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, dziecko nie powinno mieć trudności z oddychaniem i nie powinno być przeszkód, by dalej rosło - ocenia prof. Moll.
Zabieg przeszła dziewczynkę, która dwa tygodnie temu urodziła się w Matce Polce. Dziecko po porodzie ważyło 450 gram. Przyszło na świat w 25 tygodniu ciąży (norma to trwa 40 tygodni).
Po urodzeniu dziewczynka wylądowała w szpitalu im. Madurowicza, bo w Matce Polce nie było wolnych inkubatorów.
- Dziewczynka jest tak mała, że ledwo ją było widać i inkubatorze - mówi dr Paweł Krajewski, szef neonatologii w Madurowiczu. - Mimo to świetnie sobie dawała radę. Sama oddychała i kilka razy dziennie jadła po parę gram mleka. Zaczęła rosnąć, waży około 520 gram.
Operacja była potrzebna, żeby dziecko dalej prawidłowo mogło się rozwijać. Przeszkoda to tzw. przetrwały przewód tętniczy Botalla.
To naczynie między tętnicą płucną a aortą. W życiu płodowym ma je każdy. Służy do ominięcia krążenia płucnego. Po porodzie przewód Botalla u większości dzieci się zatyka i z czasem zarasta. Ale u maleństwa pozostał drożny, dlatego krew przedostaje się z aorty do tętnicy płucnej, a serce musi pompować jej dużo więcej niż normalnie.
- To groziło uszkodzeniem płuc a nawet niewydolnością krążenia - ocenia prof. Moll. - A to już bardzo niebezpieczne.
Dlatego dziecko zostało wysłane z powrotem do Matki Polki.
W środę badali je kardiolodzy i kardiochirurdzy. Zdecydowali, że zabieg trzeba przeprowadzić jak najszybciej.
A jak wyglądała sama operacja?
- Trwała dwie godziny.
Technicznie nie była bardzo trudna, to jedna z łatwiejszych do naprawienie wad serca - tłumaczy kardiochirurg. - Trzeba otworzyć klatkę piersiową, w dwóch miejscach podwiązać przewód i już. Trudność polega na tym, że pacjent jest tak mały. Serca półkilowego dziecka jest wielkości orzecha laskowego. Każdy ruch wymaga szalonej precyzji, bo tkanki są szalenie delikatne.
Dziewczynka po zabiegu będzie leżała na oddziale naeonatologicznym. Po operacji też do niego wróci, bo opieka nad wcześniakami, niewiele różni się od intensywnej terapii.
Jakie są rokowania? - Jeśli wszystko pójdzie po naszej myśli, dziecko nie powinno mieć trudności z oddychaniem i nie powinno być przeszkód, by dalej rosło - ocenia prof. Moll.
- 5 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
28 głosów




więcej zdjęć