W walce o uczniów z Niemcami nie mamy żadnych szans
26.05.2011
, aktualizacja: 25.05.2011 18:24
Za zachodnią granicą zarobią dużo więcej. Zarówno podczas nauki, jak po szkole.
ZOBACZ TAKŻE
- Łódzkie firmy szukają informatyków. Wysokie pensje (02-08-11, 10:00)
- Rekrutacja na UŁ. Nawet 20 kandydatów po jeden indeks! (05-07-11, 15:14)
- IKEA dała osiem milionów na budowę szkoły (13-06-11, 21:45)
- Łódzkie szkoły zmieniają nazwy. Będzie jak dawniej (30-05-11, 19:23)
- I po maturach. Wpadki? Ściąganie, zadania i... kanapki (30-05-11, 17:42)
- Co z budynkami po likwidowanych łódzkich szkołach? (30-05-11, 08:00)
- Juwenalia na Politechnice Łódzkiej. Rządzą ufoludki (25-05-11, 13:18)
- Niemcy szukają pracowników w łódzkich szkołach za euro (23-05-11, 09:00)
- Ranking uczelni. Politechnika ósmą uczelnią w kraju (19-05-11, 12:53)
- Nie zlikwidują szkoły to... nie będzie przedszkola (14-05-11, 11:00)
Rozmowa z Adamem Paprockim*
Marcin Markowski: W poniedziałek napisaliśmy o pierwszej firmie z Niemiec, która szuka pracowników w łódzkich szkołach. Oferuje pracę kończącym zawodówki i technika. Profil bez znaczenia. Każdego przyuczą, opłacą mieszkanie i dadzą na początek 800 euro.
Adam Paprocki: Wcale mnie to nie dziwi. W Niemczech brakuje fachowców, sięgają więc po naszych. Zainteresowanie jest też w drugą stronę. Mamy telefony od uczniów i rodziców z pytaniami, co zrobić, by wyjechać do Niemiec.
Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent odpowiedzialny za łódzką oświatę, apeluje do łódzkich pracodawców, by śmielej zawalczyli o absolwentów szkół. Mówi, że praktyki i nagrody dla prymusów już nie wystarczą. Przydałyby się stypendia - uczniowie dostają pieniądze w zamian za to, że po szkole będą pracować w konkretnej firmie.
- Uczeń szkoły zawodowej praktykujący w rzemieślniczym zakładzie dostaje miesięcznie niewiele ponad 100 zł. W Niemczech od 250 do 300 euro dostaje uczeń pierwszego roku nauki, a na trzecim roku - powyżej 1200 euro. Podobnie jest potem z pensjami, a relacja złotówki do euro wynosi 1 do 4. Niestety, w tej rywalizacji nie mamy szans z zachodnim sąsiadem. W Łodzi młody fryzjer zarobi ok. 1600 zł brutto, a wynagrodzeniom w innych branżach również sporo brakuje do średniej krajowej. Trochę lepiej pod względem finansowym jest w dużych przedsiębiorstwach, jak Skanska czy Dalkia, ale nawet tam nie jest tak jak w Niemczech czy Anglii.
Państwo płaci stypendia tym, którzy studiują np. matematykę czy budownictwo, bo to kierunki potrzebne gospodarce. Może podobna zasada powinna dotyczyć także absolwentów szkół zawodowych? Pracujesz w Łodzi, do pensji dopłaca rząd.
- Pomysł dobry, ale chyba nierealny. Na razie rząd robi coś przeciwnego. Obciął Fundusz Pracy, z którego refundował firmom te skromne wynagrodzenia dla pracowników młodocianych, czyli praktykantów. Fundusz, który zasilany jest składkami właścicieli firm i z którego sporo pieniędzy idzie też na walkę z bezrobociem! Co prawda minister ostatnio oddał część tego, co zabrał, ale co roku toczymy o ten fundusz ciężkie boje.
A władze miasta? Narzekają, że fachowców w Łodzi brakuje, że bez z nich Łódź się nie rozwinie, ale - z drugiej strony - rozkładają ręce. A właściwie wkładają je do kieszeni pracodawców. Może jednak mogą coś zrobić, by zatrzymać tu młodych elektryków, dekarzy, mechaników?
- Samorząd może dbać o szkoły zawodowe i promować je, by absolwentów było więcej. Doskonałym narzędziem może być obserwatorium rynku pracy, które da uczniowi precyzyjną informację, które zawody w naszym regionie są perspektywiczne, a nie tylko przez chwilę modne. Fajnie, że doradcy zawodowi odwiedzają gimnazja, ale przydaliby się również w szkołach zawodowych, zwłaszcza w ostatnich klasach. Po to, by wejść na lekcje, pokazać oferty konkretnych firm i przekonać uczniów, że warto zostać w Polsce. Niestety, bez realnych pieniędzy więcej zrobić się nie da.
* Adam Paprocki jest dyrektorem Izby Rzemieślniczej w Łodzi. Izba zrzesza 28 cechów rzemiosł i jedną spółdzielnię, a za ich pośrednictwem ponad dwa tysiące małych i średnich firm, w których zawodu uczy się prawie pięć tysięcy uczniów szkół zawodowych z całego województwa.
Marcin Markowski: W poniedziałek napisaliśmy o pierwszej firmie z Niemiec, która szuka pracowników w łódzkich szkołach. Oferuje pracę kończącym zawodówki i technika. Profil bez znaczenia. Każdego przyuczą, opłacą mieszkanie i dadzą na początek 800 euro.
Adam Paprocki: Wcale mnie to nie dziwi. W Niemczech brakuje fachowców, sięgają więc po naszych. Zainteresowanie jest też w drugą stronę. Mamy telefony od uczniów i rodziców z pytaniami, co zrobić, by wyjechać do Niemiec.
Krzysztof Piątkowski, wiceprezydent odpowiedzialny za łódzką oświatę, apeluje do łódzkich pracodawców, by śmielej zawalczyli o absolwentów szkół. Mówi, że praktyki i nagrody dla prymusów już nie wystarczą. Przydałyby się stypendia - uczniowie dostają pieniądze w zamian za to, że po szkole będą pracować w konkretnej firmie.
- Uczeń szkoły zawodowej praktykujący w rzemieślniczym zakładzie dostaje miesięcznie niewiele ponad 100 zł. W Niemczech od 250 do 300 euro dostaje uczeń pierwszego roku nauki, a na trzecim roku - powyżej 1200 euro. Podobnie jest potem z pensjami, a relacja złotówki do euro wynosi 1 do 4. Niestety, w tej rywalizacji nie mamy szans z zachodnim sąsiadem. W Łodzi młody fryzjer zarobi ok. 1600 zł brutto, a wynagrodzeniom w innych branżach również sporo brakuje do średniej krajowej. Trochę lepiej pod względem finansowym jest w dużych przedsiębiorstwach, jak Skanska czy Dalkia, ale nawet tam nie jest tak jak w Niemczech czy Anglii.
Państwo płaci stypendia tym, którzy studiują np. matematykę czy budownictwo, bo to kierunki potrzebne gospodarce. Może podobna zasada powinna dotyczyć także absolwentów szkół zawodowych? Pracujesz w Łodzi, do pensji dopłaca rząd.
- Pomysł dobry, ale chyba nierealny. Na razie rząd robi coś przeciwnego. Obciął Fundusz Pracy, z którego refundował firmom te skromne wynagrodzenia dla pracowników młodocianych, czyli praktykantów. Fundusz, który zasilany jest składkami właścicieli firm i z którego sporo pieniędzy idzie też na walkę z bezrobociem! Co prawda minister ostatnio oddał część tego, co zabrał, ale co roku toczymy o ten fundusz ciężkie boje.
A władze miasta? Narzekają, że fachowców w Łodzi brakuje, że bez z nich Łódź się nie rozwinie, ale - z drugiej strony - rozkładają ręce. A właściwie wkładają je do kieszeni pracodawców. Może jednak mogą coś zrobić, by zatrzymać tu młodych elektryków, dekarzy, mechaników?
- Samorząd może dbać o szkoły zawodowe i promować je, by absolwentów było więcej. Doskonałym narzędziem może być obserwatorium rynku pracy, które da uczniowi precyzyjną informację, które zawody w naszym regionie są perspektywiczne, a nie tylko przez chwilę modne. Fajnie, że doradcy zawodowi odwiedzają gimnazja, ale przydaliby się również w szkołach zawodowych, zwłaszcza w ostatnich klasach. Po to, by wejść na lekcje, pokazać oferty konkretnych firm i przekonać uczniów, że warto zostać w Polsce. Niestety, bez realnych pieniędzy więcej zrobić się nie da.
* Adam Paprocki jest dyrektorem Izby Rzemieślniczej w Łodzi. Izba zrzesza 28 cechów rzemiosł i jedną spółdzielnię, a za ich pośrednictwem ponad dwa tysiące małych i średnich firm, w których zawodu uczy się prawie pięć tysięcy uczniów szkół zawodowych z całego województwa.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 8 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień




więcej zdjęć
