Wpadł pod bmw, którym kierował. I... spadły mu buty
07.04.2011
, aktualizacja: 07.04.2011 13:42
Rozpędzone bmw skosiło drzewo i uderzyło w betonowy mur. Policjanci nie znaleźli kierowcy we wraku. Leżał pod spodem, a głowę miał w miejscu tłumika.
ZOBACZ TAKŻE
- "Świński interes", czyli lewy alkohol tuż przy chlewni (30-03-11, 13:34)
- Prawomocny wyrok 11 lat za śmierć trzech osób w bmw (28-06-11, 13:15)
- Zajechał drogę autobusowi - pasażerka w szpitalu (18-04-11, 17:21)
- Spokojny poranek na drogach, ale uwaga - jest ślisko (13-04-11, 07:56)
- Mercedes wpadł do Jeziora [WIDEO] (11-04-11, 12:09)
- Kupił kuszę. Nie wiedział, że musi mieć zezwolenie (11-04-11, 09:06)
- Policyjne konie zdały egzamin i dostały atest [ZDJĘCIA] (10-04-11, 17:38)
- Radiowóz nie zwolnił na Więckowskiego, 5 osób rannych (08-04-11, 13:14)
- Złodzieje znowu kradną masowo pokrywy od studzienek (08-04-11, 08:00)
- Pobili go po rekolekcjach. Mówił, że podrapał go kot (07-04-11, 12:24)
- Skok na szrot. Nastoletni złodzieje ukradli... poloneza (07-04-11, 12:11)
- Szesnastolatek pojechał rowerem zwiedzać Warszawę (07-04-11, 11:00)
- Zagroził ekspedientce nożem. Dostał za to w głowę (04-04-11, 15:02)
- Ławka z parku, czyli pomysłowy pijany ukradnie wszystko (30-03-11, 17:34)
- 19-latek zatrudniał się w pizzeriach żeby je okradać (29-03-11, 13:38)
- Awaria świateł na al. Włókniarzy. Korek pod wiaduktem (11-04-11, 19:25)
Czy kierowca może wpaść pod samochód, który prowadzi? Czy bezpieczniej jest jeździć bez zapiętych pasów? A po alkoholu? W Zduńskiej Woli, odpowiedź na wszystkie te pytania powinna być twierdząca.
- Informację o wypadku przy ul. Łaskiej dostaliśmy po północy. Na miejscu zastaliśmy czarne bmw, kompletnie rozbite. Widok był makabryczny - maska zmiażdżona, szyby wybite, nawet opony odpadły - odpowiada uczestnik akcji ratowniczej. - I tylko kierowcy nie było. Za to spod podwozia wystawały czyjeś bose nogi. Byliśmy pewni, że to ofiara, pewnie śmiertelna, a kierowca uciekł. Aż tu nagle nogi zaczynają się ruszać i słychać prośby o ratunek.
Strażacy zaczęli podnosić wrak, a razem z nim uniósł się przyczepiony do podwozia 21-letni mężczyzna. Leżał tak, że nie był w stanie sam wydostać się spod auta. Głowę miał w miejscu, gdzie powinien być tłumik. Jednak w czasie wypadku został uszkodzony i to ocaliło mężczyźnie życie. W oczekiwaniu na ratowników wykopał sobie jedną ręką dołek w ziemi, żeby móc oddychać. - To wyglądało na cud. Okazało się, że to dopiero początek niesamowitej historii - mówi aspirant Jacek Kozłowski z policji w Zduńskiej Woli. - Mężczyzna przyznał, że jest nie tylko ofiarą, ale przede wszystkim sprawcą całego zamieszania.
Z relacji kierowcy wynikało, że po kłótni z dziewczyną wsiadł do swojej "beemki" i ruszył w miasto. Prawdopodobnie był nietrzeźwy, bo ratownicy wyczuli od niego wyraźną woń alkoholu, pobrano mu krew do badań. Jechał szybko i w pewnej chwili stracił panowanie nad samochodem. Bmw wjechało na pas zieleni, ścięło drzewo wyrywając je z korzeniami, dachowało, a w końcu uderzyło w betonowy mur. W czasie tych ewolucji kierowca, który nie był przypięty pasami, wypadł z samochodu i runął na ziemię. A na niego - koziołkujące auto.
Jakie obrażenia odniósł kierowca? - Lekkie zadrapania - opowiada ratownik. - Miał niewiarygodne szczęście.
Policyjni technicy, którzy badali zniszczone bmw, ocenili że gdyby kierowca nie wyleciał z auta przez okno (czyli gdyby zapiął pasy), to w czasie wypadku amortyzatory uszkodzonego pojazdu ucięłyby mu nogi na wysokości kolan.
- Informację o wypadku przy ul. Łaskiej dostaliśmy po północy. Na miejscu zastaliśmy czarne bmw, kompletnie rozbite. Widok był makabryczny - maska zmiażdżona, szyby wybite, nawet opony odpadły - odpowiada uczestnik akcji ratowniczej. - I tylko kierowcy nie było. Za to spod podwozia wystawały czyjeś bose nogi. Byliśmy pewni, że to ofiara, pewnie śmiertelna, a kierowca uciekł. Aż tu nagle nogi zaczynają się ruszać i słychać prośby o ratunek.
Strażacy zaczęli podnosić wrak, a razem z nim uniósł się przyczepiony do podwozia 21-letni mężczyzna. Leżał tak, że nie był w stanie sam wydostać się spod auta. Głowę miał w miejscu, gdzie powinien być tłumik. Jednak w czasie wypadku został uszkodzony i to ocaliło mężczyźnie życie. W oczekiwaniu na ratowników wykopał sobie jedną ręką dołek w ziemi, żeby móc oddychać. - To wyglądało na cud. Okazało się, że to dopiero początek niesamowitej historii - mówi aspirant Jacek Kozłowski z policji w Zduńskiej Woli. - Mężczyzna przyznał, że jest nie tylko ofiarą, ale przede wszystkim sprawcą całego zamieszania.
Z relacji kierowcy wynikało, że po kłótni z dziewczyną wsiadł do swojej "beemki" i ruszył w miasto. Prawdopodobnie był nietrzeźwy, bo ratownicy wyczuli od niego wyraźną woń alkoholu, pobrano mu krew do badań. Jechał szybko i w pewnej chwili stracił panowanie nad samochodem. Bmw wjechało na pas zieleni, ścięło drzewo wyrywając je z korzeniami, dachowało, a w końcu uderzyło w betonowy mur. W czasie tych ewolucji kierowca, który nie był przypięty pasami, wypadł z samochodu i runął na ziemię. A na niego - koziołkujące auto.
Jakie obrażenia odniósł kierowca? - Lekkie zadrapania - opowiada ratownik. - Miał niewiarygodne szczęście.
Policyjni technicy, którzy badali zniszczone bmw, ocenili że gdyby kierowca nie wyleciał z auta przez okno (czyli gdyby zapiął pasy), to w czasie wypadku amortyzatory uszkodzonego pojazdu ucięłyby mu nogi na wysokości kolan.
- 15 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
41 głosów
-
Re: Wpadł pod bmw, którym kierował. I... spadły m
alik-w-plomieniach
07.04.11, 11:19
Jest taki przesąd (wśród ratowników medycznych i policjantów z drogówki), że jak delikwentowi w wypadku komunikacyjnym spadnie but, to już po nim. Ale u nas zawsze znajdzie się taki, co po »




więcej zdjęć