List: Dzwonię na policję, a tam tylko "proszę czekać"
06.04.2011
, aktualizacja: 06.04.2011 09:52
Pozwalam sobie napisać do Państwa w związku z toczącą się dyskusją na temat tego, co wolno, a czego nie wolno w naszym mieście. Na przestrzeni 4 dni (słownie: czterech) spotkały mnie przedziwne, acz mało krzepiące historie.
ZOBACZ TAKŻE
- Łódzka policja zatrzymała niedoszłych morderców (05-04-11, 13:51)
- Policja wypowiada wojnę ciężarówkom: Tir - tylko mandat (02-04-11, 09:00)
- Uważaj na światłach. Trwa policyjna obława na pieszych (30-03-11, 12:20)
- Rewolucja w policji. Nowy, szybki system dowodzenia (29-03-11, 14:00)
W środę 30 marca w biały dzień udało mi się przyłapać na "gorącym uczynku" trzech chłopaków, którzy wymazali wszyściutkie (zamontowane w ubiegłym roku) ławki przy Parku Matejki (aleja, która formalnie jest przedłużeniem ulicy Jaracza). Na hasło, że dzwonię na policję, reakcją był szyderczy śmiech. Mimo szczerych chęci słyszałem w słuchawce jedynie jednostajne: "Policja Łódź, proszę czekać". Czekam, ale widząc, że poziom agresji moich "podopiecznych" narasta, po minucie zaprzestaję próby. Nie chcę się nad sobą rozczulać, że zostałem skopany, opluty i wyzwany od: cweli, konfidentów, ciot, a większego pobicia uniknąłem tylko dlatego, że mam psa uważanego powszechnie za groźnego, który zniechęcił ich do większych prób dobrania się do mnie.
Wracając do domu, udało mi się połączyć ze strażą miejską, gdzie usłyszałem standardowe "przyjedziemy i się rozejrzymy", po czym - oczywiście - nikt nie przyjechał i się nie rozejrzał.
Wspomnę jednak coś, co szczególnie mnie uderzyło. Szef tej grupy bandziorów stwierdził, że tu się nie kabluje, "bo tu jest Śródmieście". No więc ja sobie takiego Śródmieścia nie życzę. Pomijam fakt, że to formalnie uważana za porządne osiedle Radiostacja. Ja w ogóle nie chcę, żeby na ulicach spokojnie grasowały bezkarnie się czujące grupy osiłków, które gwiżdżąc na nieskuteczne działania naszych służb mundurowych, terroryzują resztę społeczeństwa.
Druga historia miała miejsce w nocy z soboty na niedzielę w miejscu wszystkim znanym i po wielokroć opisywanym, a mianowicie przy kebabach (róg Piotrkowskiej i Zielonej). Wracając ze znajomymi z imprezy, zauważyliśmy faceta, który najzwyczajniej w świecie sikał przy ludziach na chodnik. Traf chciał, że z Zielonej w Piotrkowską skręcał radiowóz policyjny. Uznaliśmy, że "facet się doigra". Jakież było nasze zdziwienie, gdy policjanci wcale nie mieli zamiaru się zatrzymać, by interweniować! Zrobili to dopiero na wniosek mojej dziewczyny, która - krzycząc i gestykulując - zdołała zatrzymać odjeżdżających już policjantów. Dlaczego nie interweniowali sami z siebie? Otóż dowiedzieliśmy się, że przecież "trzeba będzie zeznawać w sądzie". I czy my będziemy? Dopiero gdy potwierdziliśmy, policjant przystąpił do działania. A my dowiedzieliśmy się od sikającego, że "jesteśmy Żydami".
Zastanawiam się, po co nam ten monitoring, po co te służby miejskie, skoro gdy są potrzebne, to ich nie ma, a jak nawet są, to i tak nie podejmują się działań, do których je powołano.
I przyszedł mi do głowy taki pomysł. Skoro policja i straż miejska nie są w stanie działać szybko i jak należy, to może miasto - zamiast je dofinansowywać - ogłosi przetarg na ochronę miasta przez agencje ochrony? W mojej firmie ochroniarze zjawiają się błyskawicznie, gdy tylko wydarzy się coś niepokojącego. Nie muszę nawet nigdzie dzwonić.
Być może ktoś zarzuci mi, że zwracam uwagę na detale i pierdoły, i to żadne tam sprawy, które warte byłyby większej fatygi. Ja jednak twierdzę, że właśnie z takich małych spraw składa się jakość życia w naszym mieście. I nie reagując na te "drobiazgi", automatycznie daje się przyzwolenie na przestępstwa większego kalibru.
Moi znajomi twierdzą, że w tej pierwszej sytuacji zachowałem się głupio, bo byłem sam i mogło mi się stać coś gorszego. Ale szlag mnie trafia, kiedy widzę, jak ktoś w beznadziejnie głupi sposób niszczy mienie, które kosztowało na oko całkiem spore pieniądze. Nawiasem mówiąc, w czasie mojej utarczki z parku wychodziła jakaś para, ale oczywiście skierowała się w przeciwną stronę, widząc, co się święci.
I tak na koniec: ja wiem, kto to zrobił. Ale co z tego, skoro nikogo to nie obchodzi.
Wracając do domu, udało mi się połączyć ze strażą miejską, gdzie usłyszałem standardowe "przyjedziemy i się rozejrzymy", po czym - oczywiście - nikt nie przyjechał i się nie rozejrzał.
Wspomnę jednak coś, co szczególnie mnie uderzyło. Szef tej grupy bandziorów stwierdził, że tu się nie kabluje, "bo tu jest Śródmieście". No więc ja sobie takiego Śródmieścia nie życzę. Pomijam fakt, że to formalnie uważana za porządne osiedle Radiostacja. Ja w ogóle nie chcę, żeby na ulicach spokojnie grasowały bezkarnie się czujące grupy osiłków, które gwiżdżąc na nieskuteczne działania naszych służb mundurowych, terroryzują resztę społeczeństwa.
Druga historia miała miejsce w nocy z soboty na niedzielę w miejscu wszystkim znanym i po wielokroć opisywanym, a mianowicie przy kebabach (róg Piotrkowskiej i Zielonej). Wracając ze znajomymi z imprezy, zauważyliśmy faceta, który najzwyczajniej w świecie sikał przy ludziach na chodnik. Traf chciał, że z Zielonej w Piotrkowską skręcał radiowóz policyjny. Uznaliśmy, że "facet się doigra". Jakież było nasze zdziwienie, gdy policjanci wcale nie mieli zamiaru się zatrzymać, by interweniować! Zrobili to dopiero na wniosek mojej dziewczyny, która - krzycząc i gestykulując - zdołała zatrzymać odjeżdżających już policjantów. Dlaczego nie interweniowali sami z siebie? Otóż dowiedzieliśmy się, że przecież "trzeba będzie zeznawać w sądzie". I czy my będziemy? Dopiero gdy potwierdziliśmy, policjant przystąpił do działania. A my dowiedzieliśmy się od sikającego, że "jesteśmy Żydami".
Zastanawiam się, po co nam ten monitoring, po co te służby miejskie, skoro gdy są potrzebne, to ich nie ma, a jak nawet są, to i tak nie podejmują się działań, do których je powołano.
I przyszedł mi do głowy taki pomysł. Skoro policja i straż miejska nie są w stanie działać szybko i jak należy, to może miasto - zamiast je dofinansowywać - ogłosi przetarg na ochronę miasta przez agencje ochrony? W mojej firmie ochroniarze zjawiają się błyskawicznie, gdy tylko wydarzy się coś niepokojącego. Nie muszę nawet nigdzie dzwonić.
Być może ktoś zarzuci mi, że zwracam uwagę na detale i pierdoły, i to żadne tam sprawy, które warte byłyby większej fatygi. Ja jednak twierdzę, że właśnie z takich małych spraw składa się jakość życia w naszym mieście. I nie reagując na te "drobiazgi", automatycznie daje się przyzwolenie na przestępstwa większego kalibru.
Moi znajomi twierdzą, że w tej pierwszej sytuacji zachowałem się głupio, bo byłem sam i mogło mi się stać coś gorszego. Ale szlag mnie trafia, kiedy widzę, jak ktoś w beznadziejnie głupi sposób niszczy mienie, które kosztowało na oko całkiem spore pieniądze. Nawiasem mówiąc, w czasie mojej utarczki z parku wychodziła jakaś para, ale oczywiście skierowała się w przeciwną stronę, widząc, co się święci.
I tak na koniec: ja wiem, kto to zrobił. Ale co z tego, skoro nikogo to nie obchodzi.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 84 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
55 głosów
-
List: "Dzwonię na policję, a tam szyderczy śmiech"
ka-63
06.04.11, 15:24
Wielkie brawa dla tego pana. Ja kilkakrotnie interweniowałam w komunikacji miejskiej (raz oberwałam) przy zerowej reakcji reszty pasażerów. A kiedy zwróciłam kierowcy uwagę za wyjątkowo »
-
Zmanipulowany tytuł
three-gun-max
07.04.11, 08:27
Czemu tytuł sugeruje, że tego ormowca wyśmiano na policji? »
-
List: Dzwonię na policję, a tam tylko "proszę c...
dawna_katoliczka
26.04.11, 17:07
Wczoraj wieczorem usłyszałam pod blokiem krzyki i przekleństwa. Zareagowałam na słowa "małolata" i "gwałt". Natychmiast zadzwoniłam na Policję. Po około pięciu minutach słuchania "policja »




