Sądowy spór o kredyt "Alicja". Egzekucja na razie zawieszona
05.04.2011
, aktualizacja: 05.04.2011 20:05
Łodziance, która przestała spłacać kredyt "Alicja", nie grozi licytacja mieszkania. Na razie, bo korzystną dla niej decyzję sądu zaskarżył bank
Urszula Przygodzka i jej mąż 13 lat temu skusili się na "Alicję", by kupić mieszkanie. Pożyczyli od banku PKO BP 38 tys. zł. Oddali już ponad 80 tys. zł, ale wciąż winni są ponad 90 tys. zł. - To kredyt nie do spłacenia! - mówi łodzianka.
Raty regulowali systematycznie do 2007 r. Kłopoty zaczęły się po rozwodzie. Były mąż po wyprowadzce ze wspólnego mieszkania przestał płacić. Przygodzka nie była w stanie unieść ich sama i też przestała płacić. Rata wynosiła wówczas około 370 zł. Efekt? Bank skierował sprawę do komornika, a ten zajął część renty i niewielkiego wynagrodzenia pani Urszuli (według niej to około 300 zł miesięcznie). Znacznie więcej egzekwuje od byłego męża.
Przygodzka postanowiła pozwać bank. Jej prawnik chce przekonać sąd, że umowa z bankiem jest nieważna i w ten sposób wstrzymać egzekucję kredytu, bo nad łodzianką zawisło już widmo licytacji mieszkania.
Elżbieta Anders, dyrektorka departamentu komunikacji korporacyjnej PKO BP, tłumaczyła "Gazecie", że bank dwukrotnie zawierał z Przygodzką ugodę: - Wycofała się z niej, składając pozew do sądu. Nie doszło do ugody sądowej, więc postępowanie egzekucyjne zostało podjęte.
Sąd okręgowy, przed którym toczy się spór, poprosił o opinię biegłego z dziedziny bankowości. Jego ekspertyza jest dla banku niekorzystna. Biegły uznał, że umowa kredytu "Alicja" została wadliwie skonstruowana. Nie zapisano w niej, na jaki okres została zawarta, nie ma harmonogramu spłat. Kredytobiorca nie ma możliwości ustalenia liczby i wysokości rat. Biegły zrobił własne wyliczenia: przy racie około 400 zł Przygodzka i jej mąż po 157 miesiącach powinni oddać bankowi ponad 63 tys. zł, w tym 25 tys. zł odsetek.
Po korzystnej dla klientki opinii jej prawnik poprosił sąd o zawieszenie egzekucji do czasu prawomocnego zakończenia sporu. I sąd taką decyzję wydał. Ale prawnik banku zaskarżył ją (sąd apelacyjny ma się zająć jego zażaleniem 14 kwietnia). Podważa też opinię biegłego i jego wyliczenia. Pisze, że jest ona "jedynie prezentacją osobistych, niekiedy oryginalnych poglądów autora". Przypomina, że klientka była co miesiąc informowana o wysokości raty, kwocie odsetek i aktualnym zadłużeniu. Mogła więc zapobiec wzrostowi zadłużenia, spłacając co najmniej bieżące odsetki. Prawnik banku chce, aby sąd powołał innego eksperta.
PKO BP wprowadził "Alicję" w 1995 r., gdy rynek kredytów hipotecznych raczkował. Zaszyto w nim mechanizm łagodzący skutki wysokiej inflacji i odsetek: klient spłacał co miesiąc tylko ich część, resztę dopisywano do kapitału. Raty były niskie i nawet osoby o przeciętnych dochodach miały zdolność kredytową. Ale wartość kredytu co miesiąc rosła o doliczane odsetki. W latach 1995-2001 PKO BP udzielił 113 tys. takich kredytów na ponad 4,2 mld zł. Inflacja spadała jednak wolniej niż sądzili twórcy kredytu, i odsetki lawinowo powiększały kredyt.
PKO BP twierdzi, że proponował klientom z "Alicją" "preferencyjne warunki zamiany na kredyty spłacane na warunkach komercyjnych". - Trzeba pamiętać, że bank nie może jednostronnie zmienić tych umów. Niezbędne jest wyrażenie zgody przez kredytobiorców - podkreślała Anders.
Raty regulowali systematycznie do 2007 r. Kłopoty zaczęły się po rozwodzie. Były mąż po wyprowadzce ze wspólnego mieszkania przestał płacić. Przygodzka nie była w stanie unieść ich sama i też przestała płacić. Rata wynosiła wówczas około 370 zł. Efekt? Bank skierował sprawę do komornika, a ten zajął część renty i niewielkiego wynagrodzenia pani Urszuli (według niej to około 300 zł miesięcznie). Znacznie więcej egzekwuje od byłego męża.
Przygodzka postanowiła pozwać bank. Jej prawnik chce przekonać sąd, że umowa z bankiem jest nieważna i w ten sposób wstrzymać egzekucję kredytu, bo nad łodzianką zawisło już widmo licytacji mieszkania.
Elżbieta Anders, dyrektorka departamentu komunikacji korporacyjnej PKO BP, tłumaczyła "Gazecie", że bank dwukrotnie zawierał z Przygodzką ugodę: - Wycofała się z niej, składając pozew do sądu. Nie doszło do ugody sądowej, więc postępowanie egzekucyjne zostało podjęte.
Sąd okręgowy, przed którym toczy się spór, poprosił o opinię biegłego z dziedziny bankowości. Jego ekspertyza jest dla banku niekorzystna. Biegły uznał, że umowa kredytu "Alicja" została wadliwie skonstruowana. Nie zapisano w niej, na jaki okres została zawarta, nie ma harmonogramu spłat. Kredytobiorca nie ma możliwości ustalenia liczby i wysokości rat. Biegły zrobił własne wyliczenia: przy racie około 400 zł Przygodzka i jej mąż po 157 miesiącach powinni oddać bankowi ponad 63 tys. zł, w tym 25 tys. zł odsetek.
Po korzystnej dla klientki opinii jej prawnik poprosił sąd o zawieszenie egzekucji do czasu prawomocnego zakończenia sporu. I sąd taką decyzję wydał. Ale prawnik banku zaskarżył ją (sąd apelacyjny ma się zająć jego zażaleniem 14 kwietnia). Podważa też opinię biegłego i jego wyliczenia. Pisze, że jest ona "jedynie prezentacją osobistych, niekiedy oryginalnych poglądów autora". Przypomina, że klientka była co miesiąc informowana o wysokości raty, kwocie odsetek i aktualnym zadłużeniu. Mogła więc zapobiec wzrostowi zadłużenia, spłacając co najmniej bieżące odsetki. Prawnik banku chce, aby sąd powołał innego eksperta.
PKO BP wprowadził "Alicję" w 1995 r., gdy rynek kredytów hipotecznych raczkował. Zaszyto w nim mechanizm łagodzący skutki wysokiej inflacji i odsetek: klient spłacał co miesiąc tylko ich część, resztę dopisywano do kapitału. Raty były niskie i nawet osoby o przeciętnych dochodach miały zdolność kredytową. Ale wartość kredytu co miesiąc rosła o doliczane odsetki. W latach 1995-2001 PKO BP udzielił 113 tys. takich kredytów na ponad 4,2 mld zł. Inflacja spadała jednak wolniej niż sądzili twórcy kredytu, i odsetki lawinowo powiększały kredyt.
PKO BP twierdzi, że proponował klientom z "Alicją" "preferencyjne warunki zamiany na kredyty spłacane na warunkach komercyjnych". - Trzeba pamiętać, że bank nie może jednostronnie zmienić tych umów. Niezbędne jest wyrażenie zgody przez kredytobiorców - podkreślała Anders.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów




