Rysuje samochody gwoździem, bo nie ma gdzie zaparkować?
04.04.2011
, aktualizacja: 04.04.2011 19:21
Dziewięć porysowanych karoserii w ciągu półtora miesiąca. Przed jednym z bloków walka o miejsca parkingowe przerodziła się w walkę na gwoździe
ZOBACZ TAKŻE
- To jest plac Wolności czy rondo Wolności? Nie wiadomo (02-05-11, 10:00)
- Policja wyłapuje na rynkach, a Ormianie liczą straty (09-04-11, 11:00)
- 20 km/h na przelotówce? "Bo uszkodzą konstrukcję" (01-04-11, 07:00)
- Auto wjeżdża do dziupli. Można zgarnąć złodziei (31-03-11, 16:12)
- "Piesi są w Łodzi dyskryminowani". Jak temu zaradzić? (30-03-11, 19:57)
- Uważaj na światłach. Trwa policyjna obława na pieszych (30-03-11, 12:20)
- Rewolucja w policji. Nowy, szybki system dowodzenia (29-03-11, 14:00)
SONDAŻ
Ul. Mianowskiego jest krótka, cicha i znajduje się na Bałutach, w okolicy ul. Wojska Polskiego. Dokoła budynki z lat 50. Pod numerem szóstym stoi blok z trzema klatkami. Wejścia do klatek schodowych chroni płot z zielonej siatki i domofon. Przed blokiem jest 12 miejsc parkingowych. Samochodów, które lokatorzy chcieliby zaparkować, dużo więcej. Problem nie jest nowy, osiedla budowane w PRL-u nie są przystosowane do tego, że niemal każdy mieszkaniec ma auto. Na Mianowskiego konflikt o miejsce do zaparkowania przerodził się w walkę na gwoździe. Jedną z pierwszych ofiar był Saab 9-3. Jego właściciel, 24-letni Aleksander, rysę na karoserii zauważył w połowie lutego.
- Rano, gdy jechałem do pracy, nie zwróciłem na nią uwagi. Miałem sprawę do załatwienia w urzędzie miasta. Wychodzę z magistratu i widzę kreskę przez całą długość boku. Od świateł do świateł. Krew mnie zalała - wspomina. - Z początku pomyślałem, że może sam ją zrobiłem, zahaczając o jakiś krzak czy wystający drut. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogło to się stać pod domem. To bardzo spokojna okolica - dodaje.
Na kupno saaba Aleksander wydał wszystkie oszczędności, a nawet wziął kredyt. - Rysa jest do tej pory, nawet nie dzwoniłem do lakiernika - mówi.
Skąd Aleksander ma pewność, że samochód uszkodził mu ktoś pod domem? Bo jak się okazało, podobną "ozdobę" znaleźli również jego sąsiedzi z bloku. W sumie dziewięć osób. Najświeższe rysy pochodzą z zeszłego tygodnia.
- Normalny regularny szlaczek od góry do dołu po stronie kierowcy - opowiada sąsiad Aleksandra.
Lokatorzy bloku przy ul. Mianowskiego postanowili się zorganizować. - Mamy monitoring, ale kamery skierowane są na wejście do klatki schodowej. Postaramy się, by odwrócić je na parking. Będziemy też apelować o jego doświetlenie, tak by było od razu widać, że ktoś się kręci dookoła auta - wyliczają mieszkańcy.
Prawdopodobnie powstanie też rozpiska "okiennych" dyżurów. Ludzie będą obserwować zaparkowane samochody. - I lepiej dla tego gościa, jeśli nie wpadnie w nasze ręce - odgraża się sąsiad Aleksandra.
Ile będzie kosztowało usunięcie rysy z całego boku? U łódzkich lakierników około 1200 zł. Bo za każdy element (dwa razy drzwi i błotniki) płaci się 300 zł.
Właściciele porysowanych samochodów są przekonani, że padli ofiarą walki o miejsca parkingowe. Tłumaczą, że w ten sposób wandal chce zmusić ich, by stawiali swoje auta gdzie indziej. Zapewniają jednak, że nie dadzą się zastraszyć, stad pomysł na straż obywatelską.
Kilkadziesiąt metrów od feralnego parkingu mieści się V komisariat policji (ul. Organizacji WiN 60).
- W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie było żadnego zgłoszenia w sprawie porysowanych samochodów przy ul. Mianowskiego - mówi podinspektor Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Uszkodzenie mienia jest przestępstwem ściganym na wniosek pokrzywdzonego, a nie z urzędu - dodaje.
Podinspektor Kącka tłumaczy, że nie jest jednak konieczne składanie zawiadomienia o przestępstwie. - Jeśli ktoś z jakiś powodów nie chce uruchamiać całej procedury karnej, wystarczy, że zgłosi problem, a dzielnicowy z pewnością się nim zainteresuje. Uszkodzenie samochodów przez zwykłych chuliganów zdarza się zwykle jednorazowo. Jeśli mamy do czynienia z systematycznym niszczeniem karoserii, prawdopodobnie w grę wchodzą animozje między sąsiadami.
Uszkodzenie mienia o wartości ponad 250 zł jest przestępstwem. Grozi za nie od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
- Rano, gdy jechałem do pracy, nie zwróciłem na nią uwagi. Miałem sprawę do załatwienia w urzędzie miasta. Wychodzę z magistratu i widzę kreskę przez całą długość boku. Od świateł do świateł. Krew mnie zalała - wspomina. - Z początku pomyślałem, że może sam ją zrobiłem, zahaczając o jakiś krzak czy wystający drut. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogło to się stać pod domem. To bardzo spokojna okolica - dodaje.
Na kupno saaba Aleksander wydał wszystkie oszczędności, a nawet wziął kredyt. - Rysa jest do tej pory, nawet nie dzwoniłem do lakiernika - mówi.
Skąd Aleksander ma pewność, że samochód uszkodził mu ktoś pod domem? Bo jak się okazało, podobną "ozdobę" znaleźli również jego sąsiedzi z bloku. W sumie dziewięć osób. Najświeższe rysy pochodzą z zeszłego tygodnia.
- Normalny regularny szlaczek od góry do dołu po stronie kierowcy - opowiada sąsiad Aleksandra.
Lokatorzy bloku przy ul. Mianowskiego postanowili się zorganizować. - Mamy monitoring, ale kamery skierowane są na wejście do klatki schodowej. Postaramy się, by odwrócić je na parking. Będziemy też apelować o jego doświetlenie, tak by było od razu widać, że ktoś się kręci dookoła auta - wyliczają mieszkańcy.
Prawdopodobnie powstanie też rozpiska "okiennych" dyżurów. Ludzie będą obserwować zaparkowane samochody. - I lepiej dla tego gościa, jeśli nie wpadnie w nasze ręce - odgraża się sąsiad Aleksandra.
Ile będzie kosztowało usunięcie rysy z całego boku? U łódzkich lakierników około 1200 zł. Bo za każdy element (dwa razy drzwi i błotniki) płaci się 300 zł.
Właściciele porysowanych samochodów są przekonani, że padli ofiarą walki o miejsca parkingowe. Tłumaczą, że w ten sposób wandal chce zmusić ich, by stawiali swoje auta gdzie indziej. Zapewniają jednak, że nie dadzą się zastraszyć, stad pomysł na straż obywatelską.
Kilkadziesiąt metrów od feralnego parkingu mieści się V komisariat policji (ul. Organizacji WiN 60).
- W ciągu ostatnich dwóch miesięcy nie było żadnego zgłoszenia w sprawie porysowanych samochodów przy ul. Mianowskiego - mówi podinspektor Joanna Kącka z Komendy Wojewódzkiej Policji w Łodzi. - Uszkodzenie mienia jest przestępstwem ściganym na wniosek pokrzywdzonego, a nie z urzędu - dodaje.
Podinspektor Kącka tłumaczy, że nie jest jednak konieczne składanie zawiadomienia o przestępstwie. - Jeśli ktoś z jakiś powodów nie chce uruchamiać całej procedury karnej, wystarczy, że zgłosi problem, a dzielnicowy z pewnością się nim zainteresuje. Uszkodzenie samochodów przez zwykłych chuliganów zdarza się zwykle jednorazowo. Jeśli mamy do czynienia z systematycznym niszczeniem karoserii, prawdopodobnie w grę wchodzą animozje między sąsiadami.
Uszkodzenie mienia o wartości ponad 250 zł jest przestępstwem. Grozi za nie od trzech miesięcy do pięciu lat więzienia.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 130 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
24 głosy
-
Rysuje samochody gwoździem, bo nie ma gdzie zap...
zarone
04.04.11, 22:41
I takie to są problemy smrodochodziaży. Wcale palantom nie współczuję.»
-
Rysuje samochody gwoździem, bo nie ma gdzie zap...
terleo
05.04.11, 07:29
To GPO z łódzkiego Centrum Sportów Alternatywnych.»
-
Rysuje samochody gwoździem, bo nie ma gdzie zap...
te_rence
05.04.11, 08:12
Ja kiedyś pojechałem samochodem ze znajomymi na spacer do parku. Jak wróciliśmy cztery opony poprzebijane i rysa przez cały samochód. Bardzo dziękuję pijanej rodzince robiącej grilla »





