Nie zabierajcie nam pchlego targu z bałuckiego rynku!
21.09.2010
, aktualizacja: 21.09.2010 19:31
W miejscu giełdy staroci na bałuckim rynku ma powstać parking. Ci, którzy sprzedają, i ci, którzy kupują, zgodnie protestują. Nie zbierajcie nam targu staroci z Bałut!... i zebrali już 1500 podpisów
ZOBACZ TAKŻE
- Na Bałuckim wiśnie, starocie i tłumy kupujących (23-07-11, 16:43)
- Kolejna nagroda dla Manufaktury - Złoty Certyfikat POT (23-09-10, 00:00)
- Raport "Newsweeka": jak się żyje mieszkańcom Łodzi? (27-07-10, 16:23)
- Łódź w spotach BBC: dobrze wydane pieniądze na promocję (27-07-10, 08:00)
- Fatalny obraz Łodzi. Kamienice, ruiny i biedaparkingi (26-07-10, 13:17)
SONDAŻ
Nowy Jork ma pchli targ na Brooklynie, Paryż w Saint-Ouen, i to siedmiohektarowy (!), Lizbona przy Campo de Santa Clara, a Amsterdam na placu Waterlooplein. Wszystkie ogromnie popularne i potrafią ściągnąć nawet kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
W Polsce pchle targi są nieodłącznymi częściami gdańskiego Jarmarku św. Dominika, weekendu w poznańskiej Starej Rzeźni, niedzieli na krakowskim Kazimierzu i - ciągle jeszcze - łódzkiego Rynku Bałuckiego, a dokładniej, Rynku Dolnego.
W każdy wtorek, piątek i sobotę jeden z narożników skrzyżowania ul. Dolnej z Łagiewnicką wypełnia się handlarzami i kupującymi szukającymi wyjątkowych okazji. Przy kolejnych stoiskach można znaleźć stare i nie pierwszej jakości młotki, buty, lusterka, radioodbiorniki, piłki, słoiki, kołowrotki, siodełka, ale też wyjątkowe: porcelanę, kryształy, biżuterię, obrazy, srebra czy medaliony. Przy każdym artykule brak ceny - płaci się tyle, ile potrafi się utargować.
- Na pchlim targu są dwie kategorie handlujących - tacy, którzy traktują to zajęcie poważnie, przywożą dużo towaru, i tacy, którzy są tu, bo nie mają innego wyboru, żeby się utrzymać. Dorabiają do emerytury, renty socjalnej, urzędowych zapomóg. Pchle targi są wszędzie, szanujące się miasta nie likwidują ich. To forma handlu zorganizowanego własnymi rzeczami. Każdy ma prawo wziąć coś z domu i sprzedać - mówi Sylwester Podgajny, sprzedawca.
I jednych, i drugich handlarzy niebawem na placu nie będzie. W miejscu, gdzie rozkładają swój towar, powstanie parking. - Dowiedzieliśmy się o tym tydzień temu. Termin likwidacji targu wyznaczono na dzisiaj - mówi Podgajny.
Handlarze spotkali się już z trzema prezydentami. W poniedziałek podczas konsultacji budżetowych na Bałutach z Tomaszem Sadzyńskim, a w magistracie z jego zastępcą Dariuszem Jońskim. Wczoraj na rynku odwiedził ich z kolei wiceprezydent Łukasz Magin. Na razie udało się odroczyć likwidację giełdy staroci o dwa tygodnie i rozpocząć negocjacje w sprawie obniżenia opłaty targowej. Ta wcześniej wynosiła 7 zł od stoiska, teraz 7 zł za m kw. zajętej powierzchni.
- Chcą mieć pusty plac. Gdyby jeszcze za ten parking, co ma tu powstać, brali pieniądze, tobym zrozumiał. Ale chcą się nas tylko pozbyć. Nie wyrzucają nas, ale podnoszą stawki i sami się wyrzucimy - zżyma się jeden ze sprzedawców.
Wczoraj handlarze po raz pierwszy płacili więcej. Z inkasentami chodzili strażnicy miejscy. Niektórzy ze sprzedawców zwinęli swój towar. - Wielu nie stać na takie stawki. Na metrze kwadratowym mieszczą się cztery pary butów, trzeba kupić coś do jedzenia, picia, bo stoi się cały dzień. Kogo na to stać? Przychodziłem tutaj, odkąd miałem sześć lat, a teraz chcą nas wyrzucić - mówi Piotr Andrzejewski, kolejny z handlujących.
Pchli targ przestanie istnieć, bo Rynek Dolny zmienia swój charakter. Otwarty plac zastąpią pawilony i murowane kioski. Na ponad 90 stałych stoisk, które zajmą powierzchnię prawie 2 tys. m kw., przypadnie 46 przenośnych stanowisk, które zajmą niecałe 600 m kw. Modernizacja rynku będzie kosztowała 14,731 mln zł. Zapłaci za nią Spółka Przedsiębiorców i Rolników (SPiR), która ma umowę dzierżawy tego terenu do 1 grudnia 2024 roku.
W obronie pchlego targu podpisało się już ok. 1500 osób. - Pokazaliśmy podpisy wiceprezydentowi Jońskiemu i prezydentowi Sadzyńskiemu. Pokażemy też każdemu, kto będzie ich żądał - mówi Podgajny.
Handlarzom starociami SPiR razem z miastem zaproponowały miejsce na głównym placu rynku. Mają się tam rozstawiać dwa, trzy razy w tygodniu wśród handlujących owocami, warzywami, nabiałem czy odzieżą.
Dzisiaj w magistracie ze sprzedawcami spotka się wiceprezydent Łukasz Magin. Mają dyskutować o możliwych lokalizacjach, w które handlarze mieliby się przenieść, i wysokości stawki za zajęcie miejsca.
W Polsce pchle targi są nieodłącznymi częściami gdańskiego Jarmarku św. Dominika, weekendu w poznańskiej Starej Rzeźni, niedzieli na krakowskim Kazimierzu i - ciągle jeszcze - łódzkiego Rynku Bałuckiego, a dokładniej, Rynku Dolnego.
W każdy wtorek, piątek i sobotę jeden z narożników skrzyżowania ul. Dolnej z Łagiewnicką wypełnia się handlarzami i kupującymi szukającymi wyjątkowych okazji. Przy kolejnych stoiskach można znaleźć stare i nie pierwszej jakości młotki, buty, lusterka, radioodbiorniki, piłki, słoiki, kołowrotki, siodełka, ale też wyjątkowe: porcelanę, kryształy, biżuterię, obrazy, srebra czy medaliony. Przy każdym artykule brak ceny - płaci się tyle, ile potrafi się utargować.
- Na pchlim targu są dwie kategorie handlujących - tacy, którzy traktują to zajęcie poważnie, przywożą dużo towaru, i tacy, którzy są tu, bo nie mają innego wyboru, żeby się utrzymać. Dorabiają do emerytury, renty socjalnej, urzędowych zapomóg. Pchle targi są wszędzie, szanujące się miasta nie likwidują ich. To forma handlu zorganizowanego własnymi rzeczami. Każdy ma prawo wziąć coś z domu i sprzedać - mówi Sylwester Podgajny, sprzedawca.
I jednych, i drugich handlarzy niebawem na placu nie będzie. W miejscu, gdzie rozkładają swój towar, powstanie parking. - Dowiedzieliśmy się o tym tydzień temu. Termin likwidacji targu wyznaczono na dzisiaj - mówi Podgajny.
Handlarze spotkali się już z trzema prezydentami. W poniedziałek podczas konsultacji budżetowych na Bałutach z Tomaszem Sadzyńskim, a w magistracie z jego zastępcą Dariuszem Jońskim. Wczoraj na rynku odwiedził ich z kolei wiceprezydent Łukasz Magin. Na razie udało się odroczyć likwidację giełdy staroci o dwa tygodnie i rozpocząć negocjacje w sprawie obniżenia opłaty targowej. Ta wcześniej wynosiła 7 zł od stoiska, teraz 7 zł za m kw. zajętej powierzchni.
- Chcą mieć pusty plac. Gdyby jeszcze za ten parking, co ma tu powstać, brali pieniądze, tobym zrozumiał. Ale chcą się nas tylko pozbyć. Nie wyrzucają nas, ale podnoszą stawki i sami się wyrzucimy - zżyma się jeden ze sprzedawców.
Wczoraj handlarze po raz pierwszy płacili więcej. Z inkasentami chodzili strażnicy miejscy. Niektórzy ze sprzedawców zwinęli swój towar. - Wielu nie stać na takie stawki. Na metrze kwadratowym mieszczą się cztery pary butów, trzeba kupić coś do jedzenia, picia, bo stoi się cały dzień. Kogo na to stać? Przychodziłem tutaj, odkąd miałem sześć lat, a teraz chcą nas wyrzucić - mówi Piotr Andrzejewski, kolejny z handlujących.
Pchli targ przestanie istnieć, bo Rynek Dolny zmienia swój charakter. Otwarty plac zastąpią pawilony i murowane kioski. Na ponad 90 stałych stoisk, które zajmą powierzchnię prawie 2 tys. m kw., przypadnie 46 przenośnych stanowisk, które zajmą niecałe 600 m kw. Modernizacja rynku będzie kosztowała 14,731 mln zł. Zapłaci za nią Spółka Przedsiębiorców i Rolników (SPiR), która ma umowę dzierżawy tego terenu do 1 grudnia 2024 roku.
W obronie pchlego targu podpisało się już ok. 1500 osób. - Pokazaliśmy podpisy wiceprezydentowi Jońskiemu i prezydentowi Sadzyńskiemu. Pokażemy też każdemu, kto będzie ich żądał - mówi Podgajny.
Handlarzom starociami SPiR razem z miastem zaproponowały miejsce na głównym placu rynku. Mają się tam rozstawiać dwa, trzy razy w tygodniu wśród handlujących owocami, warzywami, nabiałem czy odzieżą.
Dzisiaj w magistracie ze sprzedawcami spotka się wiceprezydent Łukasz Magin. Mają dyskutować o możliwych lokalizacjach, w które handlarze mieliby się przenieść, i wysokości stawki za zajęcie miejsca.
- 43 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
15 głosów






więcej zdjęć