Emerytura: przywilej czy przymus? W pracy do 65 lat?
2010-09-15
, aktualizacja: 15.09.2010 14:12
Uniwersytet Medyczny wysłał wykładowczynię łaciny na emeryturę. Ale ta odwołała się do sądu i domaga przywrócenia do pracy. - Jestem w pełni sił i chcę pracować do 65. roku życia. Jak mężczyźni - tłumaczy
ZOBACZ TAKŻE
- Policja nowoczesna za unijne pieniądze (13-09-10, 17:24)
- Studenci z własną salą koncertową (13-09-10, 16:21)
- Minister Kwiatkowski poprowadził lekcje o prawie (09-09-10, 14:21)
- Ekspert zbada kredyt "Alicja". Dawało się go spłacić? (07-09-10, 21:23)
Teresa Macjon przepracowała w Uniwersytecie Medycznym (a wcześniej Akademii Medycznej) w Łodzi 37 lat. Całe zawodowe życie. Początkowo zatrudniona była jako lektor, a ostatnio jako starszy wykładowca w Centrum Nauczania Języków Obcych. - Nagradzały mnie władze miasta i Polskie Towarzystwo Filologiczne - mówi. - Wychowałam dwoje dzieci, nie korzystając z urlopów wychowawczych. Nie brałam też urlopów dla poratowania zdrowia.
25 lutego to dzień, którego nie zapomni. Prowadziła zajęcia, gdy do sali zajrzała wiceszefowa centrum.
- Wywołała mnie i poinformowała, że w jej gabinecie czekają panie z kadr. Chcą sprawdzić, czy jestem w pracy, skoro mój podpis figuruje na liście obecności. Zdziwiło mnie to - relacjonowała wykładowczyni. - W gabinecie zobaczyłam dwie kobiety. Jedna z nich oświadczyła, że przyniosła mi wymówienie. Poprosiła o potwierdzenie odbioru. Zrobiłam to i roztrzęsiona wróciłam na zajęcia.
Kobieta nie pogodziła się z wypowiedzeniem i odwołała do sądu. Chce przywrócenia do pracy i przeprosin za "uwłaczającą godności formę doręczenia" pisma. Uważa, że zwolnienie jej to dyskryminacja ze względu na wiek i płeć. Jej zdaniem restrukturyzacja - którą wytłumaczono zwolnienie - to "zasłona dymna". Naprawdę straciła pracę dlatego, że osiągnęła wiek emerytalny.
W sądzie powołuje się na wyroki Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, który w lipcu przeanalizował przepisy emerytalne dotyczące kobiet i mężczyzn. - Kobieta ma prawo, a nie obowiązek przejść na emeryturę w wieku 60 lat - mówiła. - Jeśli chce, może pracować dalej i odkładać składki. Emerytura po 60. roku życia to przywilej, a mój pracodawca przekształcił go w przymus.
UM chce oddalenia pozwu łacinniczki. Jego przedstawiciele tłumaczyli w sądzie, że sytuacja finansowa uczelni nie była dobra, a koszty nauczania języków obcych zbyt wysokie. Wyliczono, że najbardziej obciążają placówkę osoby na stanowiskach wykładowców i starszych wykładowców, bo jedna godzina ich zajęć to około 100 zł.
- A godzina nadliczbowa lektora jest 10 razy tańsza niż godzina w pensum starszego wykładowcy - tłumaczył Radzisław Kordek, prorektor UM. - Doszliśmy do wniosku, że lektoraty powinniśmy oprzeć na zatrudnieniu lektorów i tam, gdzie można, zredukować starszych wykładowców. W pierwszej kolejności zdefiniowaliśmy starszych wykładowców, którzy mają uprawnienia emerytalne, i w sprawie tych osób senat uczelni podjął decyzję o rozwiązaniu stosunku pracy. Postanowiliśmy, że nie będziemy zwalniać natychmiast, jeżeli te osoby dobrowolnie przejdą na pewien okres na pół etatu.
"Restrukturyzacją" objęto kilka wykładowczyń z Centrum Nauczania Języków Obcych UM. Przesłuchał je sąd pracy. Mówiły, że w grudniu władze uczelni spotkały się z nimi i zapowiedziały zmiany. Dano im do wyboru: albo przejdą na pół etatu, albo będą zwolnione. Miały napisać podania o rozwiązanie dotychczasowych umów i przyjęcie na pół etatu na stanowisko lektora lub starszego wykładowcy. - Zostałam zmuszona do napisania takiego podania pod groźbą utraty pracy - mówiła w sądzie jedna z wykładowczyń, romanistka.
Macjon jako jedyna nie zgodziła się na warunki pracodawcy. - Bezprawnie próbowano mnie zmusić do napisania podania o rozwiązanie umowy - mówi.
Proces w sądzie pracy będzie kontynuowany w listopadzie. - Mój były już pracodawca liczy się tylko z kosztami - mówi rozgoryczona Macjon. - Pracownik jest traktowany jak śrubka w maszynie, którą można wyrzucić, gdy się zużyje.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
25 lutego to dzień, którego nie zapomni. Prowadziła zajęcia, gdy do sali zajrzała wiceszefowa centrum.
- Wywołała mnie i poinformowała, że w jej gabinecie czekają panie z kadr. Chcą sprawdzić, czy jestem w pracy, skoro mój podpis figuruje na liście obecności. Zdziwiło mnie to - relacjonowała wykładowczyni. - W gabinecie zobaczyłam dwie kobiety. Jedna z nich oświadczyła, że przyniosła mi wymówienie. Poprosiła o potwierdzenie odbioru. Zrobiłam to i roztrzęsiona wróciłam na zajęcia.
Kobieta nie pogodziła się z wypowiedzeniem i odwołała do sądu. Chce przywrócenia do pracy i przeprosin za "uwłaczającą godności formę doręczenia" pisma. Uważa, że zwolnienie jej to dyskryminacja ze względu na wiek i płeć. Jej zdaniem restrukturyzacja - którą wytłumaczono zwolnienie - to "zasłona dymna". Naprawdę straciła pracę dlatego, że osiągnęła wiek emerytalny.
W sądzie powołuje się na wyroki Sądu Najwyższego i Trybunału Konstytucyjnego, który w lipcu przeanalizował przepisy emerytalne dotyczące kobiet i mężczyzn. - Kobieta ma prawo, a nie obowiązek przejść na emeryturę w wieku 60 lat - mówiła. - Jeśli chce, może pracować dalej i odkładać składki. Emerytura po 60. roku życia to przywilej, a mój pracodawca przekształcił go w przymus.
UM chce oddalenia pozwu łacinniczki. Jego przedstawiciele tłumaczyli w sądzie, że sytuacja finansowa uczelni nie była dobra, a koszty nauczania języków obcych zbyt wysokie. Wyliczono, że najbardziej obciążają placówkę osoby na stanowiskach wykładowców i starszych wykładowców, bo jedna godzina ich zajęć to około 100 zł.
- A godzina nadliczbowa lektora jest 10 razy tańsza niż godzina w pensum starszego wykładowcy - tłumaczył Radzisław Kordek, prorektor UM. - Doszliśmy do wniosku, że lektoraty powinniśmy oprzeć na zatrudnieniu lektorów i tam, gdzie można, zredukować starszych wykładowców. W pierwszej kolejności zdefiniowaliśmy starszych wykładowców, którzy mają uprawnienia emerytalne, i w sprawie tych osób senat uczelni podjął decyzję o rozwiązaniu stosunku pracy. Postanowiliśmy, że nie będziemy zwalniać natychmiast, jeżeli te osoby dobrowolnie przejdą na pewien okres na pół etatu.
"Restrukturyzacją" objęto kilka wykładowczyń z Centrum Nauczania Języków Obcych UM. Przesłuchał je sąd pracy. Mówiły, że w grudniu władze uczelni spotkały się z nimi i zapowiedziały zmiany. Dano im do wyboru: albo przejdą na pół etatu, albo będą zwolnione. Miały napisać podania o rozwiązanie dotychczasowych umów i przyjęcie na pół etatu na stanowisko lektora lub starszego wykładowcy. - Zostałam zmuszona do napisania takiego podania pod groźbą utraty pracy - mówiła w sądzie jedna z wykładowczyń, romanistka.
Macjon jako jedyna nie zgodziła się na warunki pracodawcy. - Bezprawnie próbowano mnie zmusić do napisania podania o rozwiązanie umowy - mówi.
Proces w sądzie pracy będzie kontynuowany w listopadzie. - Mój były już pracodawca liczy się tylko z kosztami - mówi rozgoryczona Macjon. - Pracownik jest traktowany jak śrubka w maszynie, którą można wyrzucić, gdy się zużyje.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
Cały czas próbują nam ukraść emeryturę i tyle!
minigry.amor.pl
15.09.10, 15:37
Należy pozostawić nasze emerytury, które należą nam się jak psu zupa. Należy jedynie zlikwidować KRUS i na tym zaoszczędzić. Rolnik, a czasami oszust rolnik, płaci około 200 zł rocznie, gdy »
-
Ciekawe wyliczenie
aaa202
15.09.10, 18:43
Godzina zajęć starszego wykładowcy ma kosztować 100 złotych. Godzina nadliczbowa lektora kosztuje 10 razy mniej. Czyli ile ten lektor dostaje do ręki? Piątaka?Uczelnia redukuje koszty. W »




