Nowy dom dla Turlakiewiczów. Stary zniszczył TIR
19.08.2010
, aktualizacja: 19.08.2010 16:34
- Moja malutka wnuczka Natalia płacze i mówi "Dom się popsuł". A ja nie umiem jej tego wytłumaczyć - mówi Jerzy Turlakiewicz. W marcu tir kompletnie zniszczył jego dom. Teraz pojawiła się szansa, że w tym miejscu stanie nowy
Pan Jerzy na stronie internetowej www.zbudujchatke.pl opisuje, co przydarzyło mu się kilka miesięcy temu. „Zadzwonił telefon. »Jurek, przyjeżdżaj, bo nie masz domu « - powiedział sąsiad. Jako to nie mam domu? - zdziwiłem się. Zrozumiałem, gdy zobaczyłem. Do środka naszej drewnianej chatki wjechał TIR”.
Na www.zbudujchatke.pl można wziąć udział w zbiórce pieniędzy na pomoc dla państwa Turlakiewiczów. - Będziemy bardzo wdzięczni. Bez ludzkiej pomocy nie mamy nawet cienia szans na własny dom - mówi pan Jerzy.
Tir roztrzaskał kanapę i lodówkę
Turlakiewicz jest trochę przygarbiony, mówi powoli i rzeczowo, ale kiedy opowiada o swoim domu, głos mu się łamie. - Bo jego już nie ma, a my z żoną nie możemy sobie z tym poradzić.
Historię Turlakiewiczów "Gazeta" opisywała wiosną. Dochodziła godz. 8. Do Tesco przy ul. Widzewskiej potężny tir przywiózł dostawę towaru. 27-letni kierowca wysiadł z kabiny i podszedł do biura załatwić formalności związane z dostawą. Auto stało na ulicy, przy tylnym wejściu do hipermarketu. Nagle tir zaczął się staczać po jezdni (kierowca przyznał później policjantom, że nie zaciągnął ręcznego hamulca). Ciężarówka przejechała jakieś 150 metrów i zatrzymała się na domu.
Skromny drewniany budynek powstał w 1935 roku. Ale miał wewnętrzne ściany z cegieł i mimo upływu lat całkiem dobrze się trzymał. Tu Turlakiewiczowie wychowali dzieci, mieszkali od ponad 40 lat i myśleli, że dożyją późnej starości. W ułamku sekundy dom przestał istnieć - tir zrobił w nim dziurę. Uderzenie zniszczyło ściany, zawalił się strop, z wnętrza wypadły na trawnik zgromadzone na strychu sprzęty. Tir rozstrzaskał kanapę, segment i lodówkę. Konstrukcja została naruszona. Budynek nadawał się wyłącznie do rozbiórki. Na szczęście domowników nie było - pan Jerzy poszedł do przychodni, a jego żona do pracy.
30 tysięcy to za mało
Do grudnia rodzina ma gdzie mieszkać - magistrat wynajął jej na ten czas mieszkanie. Problem, co będzie dalej. Drewniany dom był ubezpieczony - odszkodowanie miało być wypłacone z OC kierowcy tira. Ubezpieczyciel, czyli PZU, wypłacił już pieniądze - 30 tys. zł. - Wiem, że to nie była willa. Ale stał i dawał nam schronienie. Za pieniądze z ubezpieczenia nie będę w stanie nic wybudować! - mówił załamany Turlakiewicz. - Odwołujemy się, bo to odszkodowanie zostało znacznie zaniżone. Na razie nie widać szans na podwyższenie tej kwoty - mówi mecenas Sebastian Kostecki, pełnomocnik Turlakiewiczów.
- Z wyliczeń wynika, że nowy bardzo skromny domek wybudowany systemem gospodarczym kosztuje około 150 tys. zł. Ja mam około 800 zł renty, żona zarabia o 100 zł więcej. Jesteśmy za starzy i zbyt chorzy na kredyt. A 30 tys. z ubezpieczenia nie daje nam nawet cienia szansy na własny dom.
Wszyscy mogą pomóc
Na szczęście szansa jednak się pojawiła. Agencja 3 PR wymyśliła, jak pomóc Turlakiewiczom. - Domów budować nie możemy, ale potrafimy tworzyć strony internetowe. Stworzyliśmy więc www.zbudujchatke.pl, żeby pan Jerzy i jego żona mogli zebrać potrzebne na budowę pieniądze - mówi Przemysław Witkowski.
Na stronie jest list pana Jerzego. Są też pierwsze wpłaty. Choć akcja dopiero ruszyła, zebrano około 7 tys. zł. Zbudujchatke ma też swój profil na Facebooku. - Za każdego fana będziemy wpłacać na konto rodziny Turlakiewiczów 50 gr - mówi Agnieszka Wróbel z firmy Real Development.
Do akcji włączył się też architekt Artur Szczepaniak. - Za darmo zrobię projekt domu i dopilnuję formalności związanych z pozwoleniami na budowę - deklaruje. - To jakby moi sąsiedzi, bo sam w widzewskim Tesco robię zakupy, wracam tędy z meczów i widziałem zniszczony dom wiele razy. Na dodatek ci ludzie byli przecież ubezpieczeni, ale kwota, którą im wypłacono, jest strasznie niska. Najlepiej pomogę im, robiąc to, co umiem - dodaje.
Wczoraj Turlakiewicz znów przyszedł na miejsce, gdzie kiedyś mieszkał. Teraz są tam tylko resztki fundamentów i trochę mebli. - Jestem tu codziennie. Julek, nasz kot, nie chciał się wyprowadzić. Przychodzę go karmić. I marzę, że kiedyś wrócę tu, do domu.
Na www.zbudujchatke.pl można wziąć udział w zbiórce pieniędzy na pomoc dla państwa Turlakiewiczów. - Będziemy bardzo wdzięczni. Bez ludzkiej pomocy nie mamy nawet cienia szans na własny dom - mówi pan Jerzy.
Tir roztrzaskał kanapę i lodówkę
Turlakiewicz jest trochę przygarbiony, mówi powoli i rzeczowo, ale kiedy opowiada o swoim domu, głos mu się łamie. - Bo jego już nie ma, a my z żoną nie możemy sobie z tym poradzić.
Historię Turlakiewiczów "Gazeta" opisywała wiosną. Dochodziła godz. 8. Do Tesco przy ul. Widzewskiej potężny tir przywiózł dostawę towaru. 27-letni kierowca wysiadł z kabiny i podszedł do biura załatwić formalności związane z dostawą. Auto stało na ulicy, przy tylnym wejściu do hipermarketu. Nagle tir zaczął się staczać po jezdni (kierowca przyznał później policjantom, że nie zaciągnął ręcznego hamulca). Ciężarówka przejechała jakieś 150 metrów i zatrzymała się na domu.
Skromny drewniany budynek powstał w 1935 roku. Ale miał wewnętrzne ściany z cegieł i mimo upływu lat całkiem dobrze się trzymał. Tu Turlakiewiczowie wychowali dzieci, mieszkali od ponad 40 lat i myśleli, że dożyją późnej starości. W ułamku sekundy dom przestał istnieć - tir zrobił w nim dziurę. Uderzenie zniszczyło ściany, zawalił się strop, z wnętrza wypadły na trawnik zgromadzone na strychu sprzęty. Tir rozstrzaskał kanapę, segment i lodówkę. Konstrukcja została naruszona. Budynek nadawał się wyłącznie do rozbiórki. Na szczęście domowników nie było - pan Jerzy poszedł do przychodni, a jego żona do pracy.
30 tysięcy to za mało
Do grudnia rodzina ma gdzie mieszkać - magistrat wynajął jej na ten czas mieszkanie. Problem, co będzie dalej. Drewniany dom był ubezpieczony - odszkodowanie miało być wypłacone z OC kierowcy tira. Ubezpieczyciel, czyli PZU, wypłacił już pieniądze - 30 tys. zł. - Wiem, że to nie była willa. Ale stał i dawał nam schronienie. Za pieniądze z ubezpieczenia nie będę w stanie nic wybudować! - mówił załamany Turlakiewicz. - Odwołujemy się, bo to odszkodowanie zostało znacznie zaniżone. Na razie nie widać szans na podwyższenie tej kwoty - mówi mecenas Sebastian Kostecki, pełnomocnik Turlakiewiczów.
- Z wyliczeń wynika, że nowy bardzo skromny domek wybudowany systemem gospodarczym kosztuje około 150 tys. zł. Ja mam około 800 zł renty, żona zarabia o 100 zł więcej. Jesteśmy za starzy i zbyt chorzy na kredyt. A 30 tys. z ubezpieczenia nie daje nam nawet cienia szansy na własny dom.
Wszyscy mogą pomóc
Na szczęście szansa jednak się pojawiła. Agencja 3 PR wymyśliła, jak pomóc Turlakiewiczom. - Domów budować nie możemy, ale potrafimy tworzyć strony internetowe. Stworzyliśmy więc www.zbudujchatke.pl, żeby pan Jerzy i jego żona mogli zebrać potrzebne na budowę pieniądze - mówi Przemysław Witkowski.
Na stronie jest list pana Jerzego. Są też pierwsze wpłaty. Choć akcja dopiero ruszyła, zebrano około 7 tys. zł. Zbudujchatke ma też swój profil na Facebooku. - Za każdego fana będziemy wpłacać na konto rodziny Turlakiewiczów 50 gr - mówi Agnieszka Wróbel z firmy Real Development.
Do akcji włączył się też architekt Artur Szczepaniak. - Za darmo zrobię projekt domu i dopilnuję formalności związanych z pozwoleniami na budowę - deklaruje. - To jakby moi sąsiedzi, bo sam w widzewskim Tesco robię zakupy, wracam tędy z meczów i widziałem zniszczony dom wiele razy. Na dodatek ci ludzie byli przecież ubezpieczeni, ale kwota, którą im wypłacono, jest strasznie niska. Najlepiej pomogę im, robiąc to, co umiem - dodaje.
Wczoraj Turlakiewicz znów przyszedł na miejsce, gdzie kiedyś mieszkał. Teraz są tam tylko resztki fundamentów i trochę mebli. - Jestem tu codziennie. Julek, nasz kot, nie chciał się wyprowadzić. Przychodzę go karmić. I marzę, że kiedyś wrócę tu, do domu.
- 26 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
13 głosów




więcej zdjęć