http://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gifhttp://wiadomosci.gazeta.pl//i/obrazki/google_search/sblank.gif/i/obrazki/google_search/google.gif

Gazeta.pl > Łódź >  Wiadomości Łódź >  Archiwum

A A A Poleć znajomemu     Wydrukuj     Podyskutuj na forum RSS Łódź - Gazeta.pl

Zemsta straży miejskiej? Za zwrócenie uwagi - kajdanki

Marcin Masłowski
2010-02-09, ostatnia aktualizacja 2010-02-09 21:46

- Patrol łódzkiej Straży Miejskiej podjechał do sklepu na
- Patrol łódzkiej Straży Miejskiej podjechał do sklepu na "interwencję" - pisze Alertowicz
Obywatel Republiki Bananowej

Łodzianin przyłapał strażników miejskich na nieprawidłowym parkowaniu. Zrobił im zdjęcia i opublikował je w internecie. Dzień później sytuacja się powtórzyła. - Ale tym razem, gdy zacząłem fotografować, zakuli mnie w kajdanki i oskarżyli o znieważenie - opowiada.

- Patrol łódzkiej Straży Miejskiej podjechał do sklepu na
Obywatel Republiki Bananowej
- Patrol łódzkiej Straży Miejskiej podjechał do sklepu na "interwencję" - pisze...
Strażnik fotografuje Alertowicza
Strażnik fotografuje Alertowicza
- Patrol łódzkiej Straży Miejskiej podjechał do sklepu na
Obywatel Republiki Bananowej
- Patrol łódzkiej Straży Miejskiej podjechał do sklepu na "interwencję" - pisze...
Marcin Kryska, 33-letni właściciel firmy internetowej, sam siebie nazywa łódzkim społecznikiem. Działał w prężnym stowarzyszeniu Lotnisko dla Łodzi, był bohaterem cyklu "Mój biznes" w "Gazecie". W czwartek na osiedlu Widzew, gdzie mieszka, zobaczył z okna radiowóz straży miejskiej źle zaparkowany - niemal na środku skrzyżowania. - Zacząłem robić zdjęcia z okna - opowiada. - Potem zszedłem poszukać funkcjonariuszy, by zwrócić im uwagę. Znalazłem ich w sklepie spożywczo-mięsnym, gdzie kupowali sobie napoje. Bo po to właśnie przyjechali. To też sfotografowałem.

Kryska zdjęcia z tekstem wysłał do "Gazety", trafiły do ogólnopolskiego portalu Alert24.

Ale to nie był koniec historii. W piątek rano ten sam radiowóz nr 137 raz jeszcze podjechał w to samo miejsce. Tym razem auto strażników zablokowało cały pas jezdni tuż przed skrzyżowaniem. - Nie wiem, czy zrobili to specjalnie, ale udało im się mnie sprowokować. Znów zrobiłem zdjęcia, znów zbiegłem na dół w kapciach. Ucieszyli się, gdy mnie zobaczyli. "Czekaliśmy na ciebie" - usłyszałem.

Strażnicy wykręcili Krysce ręce na plecy i zakuli w kajdanki. Potem zawieźli do widzewskiego komisariatu. Podstawa zatrzymania? "Obawa ucieczki i zatarcia śladów" - napisał w protokole policjant. Cztery godziny później Kryska usłyszał zarzut: "Znieważenie funkcjonariusza publicznego na służbie".

- Nikogo nie znieważyłem. Słyszałem, jak strażnicy zeznawali w komisariacie, że zwróciłem się do nich "jak parkujesz, k...". Poproszę w sądzie o przedstawienie świadków przez strażników, bo całe oskarżenie opiera się na ich zeznaniach. A przecież podobno znieważyłem ich publicznie, więc ktoś powinien to słyszeć. Dla mnie jest to ewidentna zemsta strażników za publikację ich wyczynów w internecie. Bo co patrol dwa dni z rzędu robił pod mięsnym? Nie ma tam handlarzy z pudełkami, którym można wlepić mandat, nie zakładali też blokad samochodom - mówi Kryska.

Radosław Kluska, naczelnik Wydziału Dowodzenia Straży Miejskiej w Łodzi, przedstawia inną wersję wydarzeń: - Pierwszego dnia zaparkowali trochę niefortunnie, i zostaną za to ukarani przez komendanta. Jak? Jeszcze nie wiem. Ale następnego dnia strażnicy zostali znieważeni przez tego pana. Był agresywny, nie chciał się wylegitymować. Został więc zatrzymany i przewieziony do komisariatu. Tak, w kajdankach. Mamy do tego prawo.

"Gazeta" : - Co strażnicy robili tam podczas patrolu drugi dzień z rzędu?

- Mieli tam swoje czynności do wykonania, a pod sklep podjeżdżali po śniadanie - mówi Kluska.

"Gazeta" - A może to była prowokacja, zemsta z ich strony? Drugiego dnia znów zaparkowali nieprawidłowo w tym samym miejscu.

Kluska: - Według moich informacji drugiego dnia zaparkowali według przepisów.

- Widać na zdjęciach, jak zaparkowali - Kryska pokazuje zdjęcia. - A w komisariacie słyszałem, jak tłumaczyli policjantowi, że podjechali tam służbowo, żeby skontrolować sklep.

Trudno jednak uwierzyć, by kontrolowali sklep, gdzie kupowali napoje. - Nie sprzedajemy tu ani alkoholu, ani papierosów - mówi sprzedawczyni ze sklepu Miazek przy ul. Gogola.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

Ocena:

słabe

nic specjalnego

dobre

bardzo dobre

znakomite

4.8

409 głosów