Wypadek na łódzkim lotnisku: to była wina pilota

wiol
2010-02-04 , aktualizacja: 04.02.2010 18:44
A A A Drukuj
Łódzkie lotnisko nie ponosi winy za wypadek, który wydarzył się w kwietniu 2008 r. Winny był pilot - orzekła Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych.
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych wydała właśnie opinię w sprawie wypadku, który miał miejsce na łódzkim lotnisku w kwietniu 2008 roku
Fot. Radosław Jóźwiak / AG
Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych wydała właśnie opinię w sprawie wypadku, który miał miejsce na łódzkim lotnisku w kwietniu 2008 roku
Boeing 737 ze 168 osobami na pokładzie miał wystartować do East Midlands o godz. 10.30. Kołując po pasie startowym, maszyna zboczyła z trasy i zaryła przednim kołem w piach. Pasażerów ewakuowano, a autobusy zawiozły ich z powrotem do terminalu. Nikt nie ucierpiał. Samolotu nie można było zabrać z miejsca zdarzenia - specjaliści z Ryanaira mieli zdecydować, gdzie przypiąć liny holownicze, by nie uszkodzić maszyny. Dopiero po 12 godz. samolot odholowano z pasa.

O wypadku pewnie dziś mało kto by pamiętał, gdyby nie polityczna awantura. SLD obwiniło lotnisko o wypadek. Krytykowano zbyt późne odholowanie samolotu z miejsca zdarzenia i to, że wokół pasa jest zwykły piasek. Dariusz Joński, szef klubu radnych SLD, powiedział w TVN24, że łódzkie lotnisko to amatorszczyzna, przypomina przystanek autobusowy i mało kto chce z niego latać.

Leszek Krawczyk, prezes lotniska, tłumaczył, że piasek jest właśnie po to, by samolot miękko w nim osiadł w takich sytuacjach. - Strefa awaryjnego hamowania ma 90 m długości i 60 m szerokości. A sam pas ma 2,5 km długości i również 60 m szerokości - mówi wtedy "Gazecie". - Kraniec pasa wyznaczają długie na 5 m i szerokie na metr białe pasy oraz światła ostrzegawcze. Nie wiemy, czemu pilot zignorował te znaki. My na pewno zareagowaliśmy wzorowo. Gdy tylko boeing zjechał z pasa, dyżurny portu ogłosił alarm. Nie minęło 180 sekund, jak przy samolocie była straż pożarna, by upewnić się nie ma wycieku paliwa. Autobusy były w kwadrans.

Zdarzenie badała Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Właśnie zakończyła prace i podała przyczynę: winę ponosi wyłącznie pilot samolotu. - Jego błędne decyzje spowodowały, że samolot zjechał z drogi startowej podczas manewru zawracania - napisano w raporcie.

Pechowe kołowanie Ryanaira nie było jedynym zdarzeniem na łódzkim lotnisku. W latach 90. lądował tu awaryjnie prywatny niemiecki samolot z 20 osobami na pokładzie. Podczas podejścia zahaczył skrzydłem o pas startowy i skrzydło zapaliło się. Nikomu nic się nie stało. Parę lat temu lądujący rosyjski samolot czarterowy dotknął skrzydłem latarni. Lekko uszkodzone skrzydło naprawiła rosyjska ekipa i samolot odleciał bez problemu.

Podziel się

  • 12 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład