Znany biznesmen nie przyznaje się do zlecenia zabójstwa
2010-01-28
, aktualizacja: 28.01.2010 19:01
Znany łódzki przedsiębiorca stanął w czwartek przed sądem oskarżony o zlecenie zabójstwa ukochanego swojej córki. Za wykonanie egzekucji miał zapłacić 160 tys. zł
ZOBACZ TAKŻE
- Cały czas kradnie, bo chce wrócić do więzienia (01-02-10, 15:57)
- Siekierą zabił córkę i ciężko ranił żonę (01-02-10, 13:39)
- Chciał na targowisku podgrzać jabłka - wysadził auto (29-01-10, 18:49)
- Amfetamina w BMW i dilerzy małżonkowie wśród uczniów (29-01-10, 18:42)
- Pijani rowerzyści wiozą śmierć. Bezkarnie (29-01-10, 00:00)
- Wtargnęli na plebanię, związali i okradli proboszcza (29-01-10, 11:47)
- Sąd: rażące uchybienia w czasie wideokonferencji (28-01-10, 18:59)
Piotr L. to założyciel największej w Europie hurtowni tkanin i dodatków krawieckich. W czwartek ubrany w białą koszulę i ciemny garnitur zasiadł na ławie oskarżonych łódzkiego sądu okręgowego. Dzielił ją z dwoma mężczyznami, którzy mieli być wykonawcami zlecenia oraz z trzecim, który pośredniczył w ich wynajęciu. Grozi im dożywocie.
Zanim doszło do odczytania aktu oskarżenia, obrońcy Piotra L. złożyli trzy wnioski. Wszystkie zmierzały do tego, aby został ponownie zbadany przez psychiatrów. - Nasz klient cierpi na poważne schorzenie i od 36 lat leczy się psychiatrycznie - mówili. Z opinii, która powstała podczas śledztwa, wynika, że Piotr L. jest zdrowy i może uczestniczyć w procesie. Sąd nie uwzględnił żadnego wniosku i proces się rozpoczął.
Do zabójstwa, które miał zlecić przedsiębiorca, doszło w listopadzie 2007 r. w kamienicy przy ul. Składowej. 32-letni Konrad P. przyszedł tam, aby odwiedzić rodzinę. Został zastrzelony z bliskiej odległości. Okazało się, że na długo przed śmiercią bał się o bezpieczeństwo. Czuł się obserwowany, zastraszony, pomieszkiwał u znajomych, a rodzinny dom przy Składowej odwiedzał rzadko.
Początkowo śledczy zakładali dwa motywy zabójstwa: finansowe porachunki lub powody osobiste. I ten drugi motyw ostatecznie przyjęła prokuratura. Ustalono, że Konrad spotykał się z 28-letnią córką Piotra L., którą poznał w czasie leczenia psychiatrycznego. Para spotykała się wbrew sprzeciwom ojca kobiety.
Według prokuratury biznesmen postanowił pozbyć się ukochanego córki, a za zabójstwo miał zapłacić około 160 tys. zł. Zlecenie wykonali Wiesław J. i Tadeusz B., a pośrednikiem był Eugeniusz W.
W czwartek Piotr L. nie przyznał się do winy. - Nie tym etapie nie będę składał wyjaśnień - mówił. Podczas śledztwa też wszystkiemu zaprzeczał. Przyznał, że znał Konrada P., bo był chłopakiem jego córki, ale młodzi zerwali ze sobą. Znał też Eugeniusza W., bo robił zakupy w jego sklepie spożywczym. Ale nigdy nie rozmawiał z nikim o zabójstwie Konrada P. ani nie podżegał do niego.
Zanim doszło do odczytania aktu oskarżenia, obrońcy Piotra L. złożyli trzy wnioski. Wszystkie zmierzały do tego, aby został ponownie zbadany przez psychiatrów. - Nasz klient cierpi na poważne schorzenie i od 36 lat leczy się psychiatrycznie - mówili. Z opinii, która powstała podczas śledztwa, wynika, że Piotr L. jest zdrowy i może uczestniczyć w procesie. Sąd nie uwzględnił żadnego wniosku i proces się rozpoczął.
Do zabójstwa, które miał zlecić przedsiębiorca, doszło w listopadzie 2007 r. w kamienicy przy ul. Składowej. 32-letni Konrad P. przyszedł tam, aby odwiedzić rodzinę. Został zastrzelony z bliskiej odległości. Okazało się, że na długo przed śmiercią bał się o bezpieczeństwo. Czuł się obserwowany, zastraszony, pomieszkiwał u znajomych, a rodzinny dom przy Składowej odwiedzał rzadko.
Początkowo śledczy zakładali dwa motywy zabójstwa: finansowe porachunki lub powody osobiste. I ten drugi motyw ostatecznie przyjęła prokuratura. Ustalono, że Konrad spotykał się z 28-letnią córką Piotra L., którą poznał w czasie leczenia psychiatrycznego. Para spotykała się wbrew sprzeciwom ojca kobiety.
Według prokuratury biznesmen postanowił pozbyć się ukochanego córki, a za zabójstwo miał zapłacić około 160 tys. zł. Zlecenie wykonali Wiesław J. i Tadeusz B., a pośrednikiem był Eugeniusz W.
W czwartek Piotr L. nie przyznał się do winy. - Nie tym etapie nie będę składał wyjaśnień - mówił. Podczas śledztwa też wszystkiemu zaprzeczał. Przyznał, że znał Konrada P., bo był chłopakiem jego córki, ale młodzi zerwali ze sobą. Znał też Eugeniusza W., bo robił zakupy w jego sklepie spożywczym. Ale nigdy nie rozmawiał z nikim o zabójstwie Konrada P. ani nie podżegał do niego.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
6 głosów




