Łódzki sąd ogłosił: pies jest po to, żeby szczekać
2010-01-19
, aktualizacja: 19.01.2010 20:18
Sławomir Marciniec to pierwszy łodzianin, który stanął przez sądem, bo szczekanie jego psa przeszkadzało sąsiadce. Ale zanim zapadł wyrok, rada miasta wycofała się z przepisu, który stał się podstawą oskarżenia.
ZOBACZ TAKŻE
- Celnicy mają psa na papierosy. Zobacz szczeniaka Benka (06-04-10, 19:41)
- Sądowy finał adopcji psa. Właściciel głodził go i bił? (25-03-10, 20:42)
- Bezpańskie psy atakują ludzi. Terror trwa, służby nic (24-02-10, 09:00)
- A jaki jest Twój pies? (18-09-09, 11:58)
- Pieskie życie, czyli czego pies robić nie może (24-06-09, 13:08)
- Bardziej niż kolejnego absurdalnego przepisu obawiam się sąsiadki - mówił pan Sławomir po tym, jak sąd go uniewinnił.
Spór toczył się o należącego do Marcińca owczarka niemieckiego Argo. 26 lipca strażnicy miejscy dostali od kobiety mieszkającej przy ul. Wdzięcznej zgłoszenie, że pies sąsiada zakłóca jej spokój. - Wychodzę do ogrodu, a ten pies już tam wisi na ogrodzeniu i szczeka - relacjonowała kobieta. - Zachowywał się tak wielokrotnie wobec mnie, mojego męża, znajomych. Według mnie ten pies był niezrównoważony.
Mąż sąsiadki: - Ten pies szczekał z byle powodu. Wystarczyło, że wyszło się na podwórko. Sąsiad nie potrafi dobrze wychować psa. Może lepiej, żeby się przestawił na kanarki lub świnki morskie...
Ojciec Marcińca: - Sąsiadka prowokowała psa, drażniła się z nim. Wystawiała kota albo waliła czymś w balustradę balkonu lub w płot. Jesteśmy w konflikcie z sąsiadami i wiele razy były awantury o tego psa.
Kilka tygodni wcześniej wszedł w życie kontrowersyjny regulamin utrzymania czystości i porządku w mieście uchwalony przez radę miejską. Radni zdecydowali wówczas, że w Łodzi obowiązuje całodobowe utrzymanie ciszy domowej. Strażnicy, którzy u pana Sławomira interweniowali nie pierwszy raz, postanowili skorzystać z nowego przepisu i ukarać go mandatem w wysokości 20 zł. - Odmówił, tłumacząc, że pies jest po to, aby szczekał i bronił domu - mówił wczoraj jeden ze strażników.
W połowie listopada Marciniec stanął przed sądem. Funkcjonariusz straży miejskiej domagał się jego ukarania: - Za to, że sprawując opiekę nad czworonogiem, dopuścił się zakłócenia porządku przez ujadającego psa.
Pan Sławomir nie przyznał się: - Zawsze chciałem mieć owczarka i kupiłem go, aby pilnował mojego domu. W dniu zdarzenia Argo był w ogrodzie, a ja z narzeczoną w domu. Sąsiad wjeżdżał na parking tuż przy mojej posesji, więc pies zaczął szczekać. Sąsiadka wezwała patrol straży miejskiej, a strażnik poinformował mnie o uchwale zakazującej psom szczekać.
Pod koniec grudnia przepis przestał obowiązywać. Dlatego wczoraj strażnik, który kilka tygodni wcześniej chciał ukarania pana Sławomira, poprosił, aby sąd go uniewinnił. O to samo prosił Marciniec. Uwalniając go od winy, sędzia Marek Pietruszka mówił: - Wszelkie rozwiązania prawne powinny być racjonalne i skuteczne.
Spór toczył się o należącego do Marcińca owczarka niemieckiego Argo. 26 lipca strażnicy miejscy dostali od kobiety mieszkającej przy ul. Wdzięcznej zgłoszenie, że pies sąsiada zakłóca jej spokój. - Wychodzę do ogrodu, a ten pies już tam wisi na ogrodzeniu i szczeka - relacjonowała kobieta. - Zachowywał się tak wielokrotnie wobec mnie, mojego męża, znajomych. Według mnie ten pies był niezrównoważony.
Mąż sąsiadki: - Ten pies szczekał z byle powodu. Wystarczyło, że wyszło się na podwórko. Sąsiad nie potrafi dobrze wychować psa. Może lepiej, żeby się przestawił na kanarki lub świnki morskie...
Ojciec Marcińca: - Sąsiadka prowokowała psa, drażniła się z nim. Wystawiała kota albo waliła czymś w balustradę balkonu lub w płot. Jesteśmy w konflikcie z sąsiadami i wiele razy były awantury o tego psa.
Kilka tygodni wcześniej wszedł w życie kontrowersyjny regulamin utrzymania czystości i porządku w mieście uchwalony przez radę miejską. Radni zdecydowali wówczas, że w Łodzi obowiązuje całodobowe utrzymanie ciszy domowej. Strażnicy, którzy u pana Sławomira interweniowali nie pierwszy raz, postanowili skorzystać z nowego przepisu i ukarać go mandatem w wysokości 20 zł. - Odmówił, tłumacząc, że pies jest po to, aby szczekał i bronił domu - mówił wczoraj jeden ze strażników.
W połowie listopada Marciniec stanął przed sądem. Funkcjonariusz straży miejskiej domagał się jego ukarania: - Za to, że sprawując opiekę nad czworonogiem, dopuścił się zakłócenia porządku przez ujadającego psa.
Pan Sławomir nie przyznał się: - Zawsze chciałem mieć owczarka i kupiłem go, aby pilnował mojego domu. W dniu zdarzenia Argo był w ogrodzie, a ja z narzeczoną w domu. Sąsiad wjeżdżał na parking tuż przy mojej posesji, więc pies zaczął szczekać. Sąsiadka wezwała patrol straży miejskiej, a strażnik poinformował mnie o uchwale zakazującej psom szczekać.
Pod koniec grudnia przepis przestał obowiązywać. Dlatego wczoraj strażnik, który kilka tygodni wcześniej chciał ukarania pana Sławomira, poprosił, aby sąd go uniewinnił. O to samo prosił Marciniec. Uwalniając go od winy, sędzia Marek Pietruszka mówił: - Wszelkie rozwiązania prawne powinny być racjonalne i skuteczne.
- 135 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
33 głosy
-
Łódzki sąd ogłosił: pies jest po to, żeby szczekać
emeryt21
20.01.10, 08:01
Wszelkie wilczury,bulteriery i sasiadki to nieszczescie na ktore nie ma sposobu.O ile psa mozna jeszcze podtruc to z sasiadka trudniej.Ja wokol mego domu mam mnostwo psow.Na szczescie tylko »
-
Łódzki sąd ogłosił: pies jest po to, żeby szczekać
anna22290
20.01.10, 14:54
powinno sie karac ludzi ktorzy umyslnie draznia zwierze a pozniej maja pretensje i do zwierzaka i wlasciciela ,sasiedzi tego Pana sa gorsi od psa ,chyba ;szczekaja; na okraglo ,takich wziasc»
-
Łódzki sąd ogłosił: pies jest po to, żeby szczekać
jagrudz
20.01.10, 20:32
To jak w polskiej polityce ,szczeka jeden na drugiego a potem coś zmienią isprawę zatuszuja. może to wychowanek jakiegoś PO-PiS-owca.»




