Plazmogluty do kontroli. Mogą być trujące

Adam Czerwiński
2009-12-29 , aktualizacja: 29.12.2009 20:22
A A A Drukuj
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Inspekcja handlowa sprawdzi, czy zabawki sprzedawane z automatów w marketach są trujące. Jedna z takich zabawek poparzyła dziecku żołądek. Według prokuratury dystrybutor może odpowiadać za złamanie prawa.
Niebezpieczne zabawki można kupić w większości łódzkich marketów. W sklepach stoją automaty na monetę, z których wypada plastikowa piłeczka z kosmicznym plazmoglutem - tak dystrybutor nazywa żelowe kulki z mackami. Przyklejają się one do gładkich powierzchni i spełzają po nich niczym robak.

Na pierwszy rzut oka wyglądają niewinnie, ale ich zapach jest co najmniej niepokojący - czuć bardzo intensywną woń benzynowego rozpuszczalnika.

W "Gazecie" napisaliśmy o rocznym chłopcu, który połknął plazmogluta. Zabawka, niestety, bardzo mu zaszkodziła. Lekarze zrobili dziecku gastroskopię, by wyciągnąć z żołądka żelową kulkę. Okazało się jednak, że ta się rozpuściła i wchłonęła. Nie bez śladu. Na ścianach żołądka dziecka były rozległe zmiany. Według lekarzy to oparzenie chemiczne. We krwi były ślady rozpuszczalnika. Dziecko czuje się dobrze. Ale jak podkreślają lekarze, zabawka mogła bardziej zaszkodzić, gdyby niemowlę od razu nie dostało leków.

Po naszym artykule sprawą zajmie się Inspekcja Handlowa. - Zabawki muszą być bezpieczne - mówi Barbara Warzywoda, zastępczyni wojewódzkiego inspektora Inspekcji Handlowej. - Dlatego sprawdzimy, czy te nie stwarzają zagrożenia. Skontaktujmy się z dystrybutorami i zbadamy żelki w laboratorium. Sprawdzimy, czy nie zawierają substancji niebezpiecznych dla zdrowia. Jeśli nie spełniają wymogów stawianych przez Unię Europejską, przekażemy sprawę prokuraturze i Urzędowi Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

UOKiK może nakazać wycofanie niebezpiecznej zabawki ze sprzedaży, a nawet ściągniecie jej od konsumentów. Wówczas producent albo importer musi dać ogłoszenia z informacją, że jego towar może być niebezpieczny, i wszystkim klientom, którzy go oddadzą, zwrócić pieniądze.

Inspekcji Handlowej nie boi się Adam Ostrychaż z firmy, która sprzedaje plazmogluty w automatach. - Kupujemy je w Polsce od importerów sprowadzających towar z Chin. Zabawki mają wymagane certyfikaty. Wszystko jest zgodnie z przepisami. Plazmogluty śmierdzą. Ale nie dziwi mnie to. Są wytwarzane z substancji ropopochodnych. Tak samo jak na przykład guziki. I podobnie jak one nie są przeznaczone do spożycia. Niemowlę, które połknęło zabawkę, użyło jej niezgodnie z przeznaczeniem. Wiem, wiem. Dzieci tak robią. Moje też kiedyś poparzyło się żelazkiem. I nie przyszło mi do głowy, żeby ich zakazywać. Tak samo jak nikt nie zakazuje sprzedaży domestosa. A przecież gdyby dziecko go wypiło, zaszkodziłby mu to dużo bardziej niż nasze plazmogluty.

- Substancje chemiczne nie są do zabawy. I zawsze muszą być oznaczone - kontruje Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej. - Jeżeli kupujemy rozpuszczalnik, to wiemy o tym. Co innego, jeśli jest on w zabawce, nawet używanej zgodnie z przeznaczeniem. Przecież dzieci mogą ją wziąć do buzi. Dlatego po waszym artykule Prokuratura Łódź-Górna sprawdzi, czy nie popełniono przestępstwa narażenia bezpośrednio na niebezpieczeństwo utraty życia lub spowodowanie uszczerbku na zdrowiu przez wprowadzenie do obiegu żelek. Szczególnie zaniepokoiła nas informacja o śladach rozpuszczalnika we krwi dziecka.

- Gdyby to ode mnie zależało, już dawno bym wywaliła te automaty z żelkami - mówi kioskarka z hipermarketu Real przy al. Piłsudskiego, u której kupiliśmy kulki. - Mam z nimi same kłopoty. Ciągle się zacinają.

Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    14 głosów