Telefonia Dialog - ciąg dalszy sprawy telemarketerów
2009-12-16
, aktualizacja: 16.12.2009 20:05
Prokuratura Rejonowa Łódź-Widzew bada sprawę 170 tys. zł, które prawdopodobnie zdefraudowała pracownica łódzkiego oddziału Dialogu.
ZOBACZ TAKŻE
- Uwaga! Setki klientów Dialogu płacą więcej, niż myśleli (07-12-09, 19:59)
- Byłym pracownikom Dialogu nikt nie pomoże (23-11-09, 21:19)
- Telemarketerka Dialogu: Oto moja pensja - 20 zł brutto (20-11-09, 20:27)
Sprawę opisaliśmy pod koniec listopada. Wtedy to redakcję "Gazety" odwiedziło dziesięcioro współpracowników Telefonii Dialog. Przez ostatnie miesiące dzwonili do klientów i proponowali zmianę operatora. - Dziennie wykonywaliśmy około 200 rozmów - mówili i twierdzili, że nie dostali za pracę pieniędzy.
Dialog nie chciał na ten temat rozmawiać, wydał jedynie oświadczenie. "Sprawą zajmuje się prokuratura" - tłumaczył. Przedstawiciele spółki zdecydowali się jednak na ujawnienie nam dokumentów. - Odkryliśmy poważne nieprawidłowości - mówi Marta Pietranik, rzeczniczka Dialogu.
Telemarketerzy mieli podpisane z operatorem umowy-zlecenia. Wynika z nich, że mieli dostawać 10 zł za umówienie na spotkanie handlowca, ale z sukcesem, czyli ten musiał umowę z klientem podpisać. Gdy przekroczyli miesięcznie 50 umów, mieli otrzymać 500 zł premii. Za sto - tysiąc złotych.
- Łatwo było przewidzieć, ile powinno wynosić ich wynagrodzenie - tłumaczy Pietranik. - Tymczasem koordynatorka grupy telemarketerów dopuściła się poważnego nadużycia w rejestracji pozyskanych umów. Większość z nich była zaliczana zamiast jednemu telemarketerowi wszystkim. W ten sposób w ciągu trzech miesięcy wypłacono niesłusznie co najmniej 170 tys. zł.
Zdaniem Dialogu winę za to może ponosić nieuczciwa koordynatorka. - Nie wykluczamy, że część z tych pieniędzy wracała do jej kieszeni. Telemarketerzy wspominali o dzieleniu się częścią dochodów z koordynatorką oraz o "składce na ciastka", których potem nie było. Nie wiemy też, czy i oni nie przyzwalali na taki proceder - mówi Pietranik.
Oprócz pracownicy łódzkiego oddziału Dialogu pracę stracili także kierownik i dyrektor Regionalnego Centrum Sprzedaży w Łodzi za brak nadzoru.
Telemarketerzy powołują się na czas pracy. - Byliśmy rozliczani z godzin spędzonych w biurze, musieliśmy odrabiać w soboty - mówią. Chcą udowodnić, że spędzali w biurze tyle czasu, ile wymaga pełen etat. - A zarabialiśmy ok. 1,5 tys. zł. To wydawało nam się uczciwe - mówią "Gazecie".
Dialog listę rejestrującą obecność w budynku tłumaczy kwestiami bezpieczeństwa. W siedzibie był cenny sprzęt biurowy, drukarki, komputery. - Trzeba było więc zapisywać, kto i kiedy przebywa na terenie siedziby - mówi Pietranik.
W sierpniu ponad 20 telemarketerów z Łodzi przyczyniło się do zawarcia z klientami niespełna 120 umów. Średnio każdy z nich ma więc na swoim koncie mniej niż sześć transakcji. Gdyby wynagrodzenia były właściwie naliczane, pracownicy zarobiliby średnio przez miesiąc około 60 zł. Czy to zatem dobry system? - Nie można określić, ile trzeba wykonać telefonów, by podpisać jedną umowę. Jedni lepiej potrafią przekazać atuty oferty, inni są w tym gorsi - uważa Pietranik.
Jak mówi, wynagrodzenia prowizyjne są powszechnie stosowane w biznesie, nie tylko telekomunikacyjnym. - Prowizje wypłacane są za efekt - w przypadku naszych telemarketerów za umówione spotkania zakończone podpisaniem umowy, a nie liczbę wykonanych telefonów. W innych miastach ten system się sprawdza. Przychodzą do nas młodzi ludzie, którzy są w stanie zarobić kilkaset złotych. Pracują w nienormowanym czasie, a mają biuro i telefon do dyspozycji - dodaje Pietranik.
Za łódzkimi telemarketerami opowiedziała się łódzka radna Anna Makowska. W ich imieniu wysłała do spółki wezwanie do zapłaty.
Dialog nie chciał na ten temat rozmawiać, wydał jedynie oświadczenie. "Sprawą zajmuje się prokuratura" - tłumaczył. Przedstawiciele spółki zdecydowali się jednak na ujawnienie nam dokumentów. - Odkryliśmy poważne nieprawidłowości - mówi Marta Pietranik, rzeczniczka Dialogu.
Telemarketerzy mieli podpisane z operatorem umowy-zlecenia. Wynika z nich, że mieli dostawać 10 zł za umówienie na spotkanie handlowca, ale z sukcesem, czyli ten musiał umowę z klientem podpisać. Gdy przekroczyli miesięcznie 50 umów, mieli otrzymać 500 zł premii. Za sto - tysiąc złotych.
- Łatwo było przewidzieć, ile powinno wynosić ich wynagrodzenie - tłumaczy Pietranik. - Tymczasem koordynatorka grupy telemarketerów dopuściła się poważnego nadużycia w rejestracji pozyskanych umów. Większość z nich była zaliczana zamiast jednemu telemarketerowi wszystkim. W ten sposób w ciągu trzech miesięcy wypłacono niesłusznie co najmniej 170 tys. zł.
Zdaniem Dialogu winę za to może ponosić nieuczciwa koordynatorka. - Nie wykluczamy, że część z tych pieniędzy wracała do jej kieszeni. Telemarketerzy wspominali o dzieleniu się częścią dochodów z koordynatorką oraz o "składce na ciastka", których potem nie było. Nie wiemy też, czy i oni nie przyzwalali na taki proceder - mówi Pietranik.
Oprócz pracownicy łódzkiego oddziału Dialogu pracę stracili także kierownik i dyrektor Regionalnego Centrum Sprzedaży w Łodzi za brak nadzoru.
Telemarketerzy powołują się na czas pracy. - Byliśmy rozliczani z godzin spędzonych w biurze, musieliśmy odrabiać w soboty - mówią. Chcą udowodnić, że spędzali w biurze tyle czasu, ile wymaga pełen etat. - A zarabialiśmy ok. 1,5 tys. zł. To wydawało nam się uczciwe - mówią "Gazecie".
Dialog listę rejestrującą obecność w budynku tłumaczy kwestiami bezpieczeństwa. W siedzibie był cenny sprzęt biurowy, drukarki, komputery. - Trzeba było więc zapisywać, kto i kiedy przebywa na terenie siedziby - mówi Pietranik.
W sierpniu ponad 20 telemarketerów z Łodzi przyczyniło się do zawarcia z klientami niespełna 120 umów. Średnio każdy z nich ma więc na swoim koncie mniej niż sześć transakcji. Gdyby wynagrodzenia były właściwie naliczane, pracownicy zarobiliby średnio przez miesiąc około 60 zł. Czy to zatem dobry system? - Nie można określić, ile trzeba wykonać telefonów, by podpisać jedną umowę. Jedni lepiej potrafią przekazać atuty oferty, inni są w tym gorsi - uważa Pietranik.
Jak mówi, wynagrodzenia prowizyjne są powszechnie stosowane w biznesie, nie tylko telekomunikacyjnym. - Prowizje wypłacane są za efekt - w przypadku naszych telemarketerów za umówione spotkania zakończone podpisaniem umowy, a nie liczbę wykonanych telefonów. W innych miastach ten system się sprawdza. Przychodzą do nas młodzi ludzie, którzy są w stanie zarobić kilkaset złotych. Pracują w nienormowanym czasie, a mają biuro i telefon do dyspozycji - dodaje Pietranik.
Za łódzkimi telemarketerami opowiedziała się łódzka radna Anna Makowska. W ich imieniu wysłała do spółki wezwanie do zapłaty.
- 6 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Telefonia Dialog - ciąg dalszy sprawy telemarke...
minigry.amor.pl
17.12.09, 07:41
Bardzo dobrze, ze dziewczyny nie zostawiły tego. Zdarza się, że ludzie niewalczą o swoje pieniądze. A z innej beczki - jak można nie zapłacić tak ładnymkobietkom?»




