Telefonia Dialog - ciąg dalszy sprawy telemarketerów

Joanna Blewąska
2009-12-16 , aktualizacja: 16.12.2009 20:05
A A A Drukuj
Prokuratura Rejonowa Łódź-Widzew bada sprawę 170 tys. zł, które prawdopodobnie zdefraudowała pracownica łódzkiego oddziału Dialogu.

Fot. Dariusz Kulesza / Agencja Gazeta
Sprawę opisaliśmy pod koniec listopada. Wtedy to redakcję "Gazety" odwiedziło dziesięcioro współpracowników Telefonii Dialog. Przez ostatnie miesiące dzwonili do klientów i proponowali zmianę operatora. - Dziennie wykonywaliśmy około 200 rozmów - mówili i twierdzili, że nie dostali za pracę pieniędzy.

Dialog nie chciał na ten temat rozmawiać, wydał jedynie oświadczenie. "Sprawą zajmuje się prokuratura" - tłumaczył. Przedstawiciele spółki zdecydowali się jednak na ujawnienie nam dokumentów. - Odkryliśmy poważne nieprawidłowości - mówi Marta Pietranik, rzeczniczka Dialogu.

Telemarketerzy mieli podpisane z operatorem umowy-zlecenia. Wynika z nich, że mieli dostawać 10 zł za umówienie na spotkanie handlowca, ale z sukcesem, czyli ten musiał umowę z klientem podpisać. Gdy przekroczyli miesięcznie 50 umów, mieli otrzymać 500 zł premii. Za sto - tysiąc złotych.

- Łatwo było przewidzieć, ile powinno wynosić ich wynagrodzenie - tłumaczy Pietranik. - Tymczasem koordynatorka grupy telemarketerów dopuściła się poważnego nadużycia w rejestracji pozyskanych umów. Większość z nich była zaliczana zamiast jednemu telemarketerowi wszystkim. W ten sposób w ciągu trzech miesięcy wypłacono niesłusznie co najmniej 170 tys. zł.

Zdaniem Dialogu winę za to może ponosić nieuczciwa koordynatorka. - Nie wykluczamy, że część z tych pieniędzy wracała do jej kieszeni. Telemarketerzy wspominali o dzieleniu się częścią dochodów z koordynatorką oraz o "składce na ciastka", których potem nie było. Nie wiemy też, czy i oni nie przyzwalali na taki proceder - mówi Pietranik.

Oprócz pracownicy łódzkiego oddziału Dialogu pracę stracili także kierownik i dyrektor Regionalnego Centrum Sprzedaży w Łodzi za brak nadzoru.

Telemarketerzy powołują się na czas pracy. - Byliśmy rozliczani z godzin spędzonych w biurze, musieliśmy odrabiać w soboty - mówią. Chcą udowodnić, że spędzali w biurze tyle czasu, ile wymaga pełen etat. - A zarabialiśmy ok. 1,5 tys. zł. To wydawało nam się uczciwe - mówią "Gazecie".

Dialog listę rejestrującą obecność w budynku tłumaczy kwestiami bezpieczeństwa. W siedzibie był cenny sprzęt biurowy, drukarki, komputery. - Trzeba było więc zapisywać, kto i kiedy przebywa na terenie siedziby - mówi Pietranik.

W sierpniu ponad 20 telemarketerów z Łodzi przyczyniło się do zawarcia z klientami niespełna 120 umów. Średnio każdy z nich ma więc na swoim koncie mniej niż sześć transakcji. Gdyby wynagrodzenia były właściwie naliczane, pracownicy zarobiliby średnio przez miesiąc około 60 zł. Czy to zatem dobry system? - Nie można określić, ile trzeba wykonać telefonów, by podpisać jedną umowę. Jedni lepiej potrafią przekazać atuty oferty, inni są w tym gorsi - uważa Pietranik.

Jak mówi, wynagrodzenia prowizyjne są powszechnie stosowane w biznesie, nie tylko telekomunikacyjnym. - Prowizje wypłacane są za efekt - w przypadku naszych telemarketerów za umówione spotkania zakończone podpisaniem umowy, a nie liczbę wykonanych telefonów. W innych miastach ten system się sprawdza. Przychodzą do nas młodzi ludzie, którzy są w stanie zarobić kilkaset złotych. Pracują w nienormowanym czasie, a mają biuro i telefon do dyspozycji - dodaje Pietranik.

Za łódzkimi telemarketerami opowiedziała się łódzka radna Anna Makowska. W ich imieniu wysłała do spółki wezwanie do zapłaty.





















































Podziel się

  • 6 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład