Gigantyczny gang oszustów w łódzkim sądzie
2009-11-25
, aktualizacja: 25.11.2009 20:43
Ponad 300 stron liczył wyrok na 80 oszustów, którzy wyłudzali odszkodowania komunikacyjne. Sąd mógł zakończyć ich sprawę na jednym posiedzeniu, bo wszyscy dobrowolnie poddali się karze.
ZOBACZ TAKŻE
- Polacy wyłudzają 1,5 mld zł z firm ubezpieczeniowych (28-12-09, 00:00)
W czerwcu łódzka prokuratura oskarżyła 120 osób o wyłudzanie odszkodowań komunikacyjnych. To prawdopodobnie największa tego typu sprawa w Polsce. Sam akt oskarżenia liczy prawie 700 stron. Dowody - głównie wyjaśnienia oskarżonych, dokumentację ubezpieczeniową oraz ekspertyzy uszkodzonych aut - zgromadzono w ponad 130 tomach.
Łódzki sąd okręgowy, do którego trafiła ta sprawa, miałby poważny problem z prowadzeniem takiego olbrzymiego procesu. Największa sala, jaką dysponuje, może pomieścić 54 oskarżonych. Ale sytuację uratował fakt, że 82 oskarżonych chce się dobrowolnie poddać karze, bez przeprowadzania procesu. W czasie śledztwa ustalili ich wysokość z prokuratorem, ale ostatnie słowo i tak należało do sądu.
Wczoraj odbyło się posiedzenie w tej sprawie. Sąd wezwał 82 oskarżonych w dwóch turach, ale i tak były obawy, że wszyscy mogą się nie pomieścić w największej sali sądu przy pl. Dąbrowskiego. Problem rozwiązał się sam, bo większość oskarżonych nie przyszła. Sąd, wysyłając im wezwania, uprzedził, że nie muszą być na posiedzeniu, a ich nieobecność będzie równoznaczna ze zgodą na karę, jaką ustalili z prokuratorem.
Tych, którzy przyszli, sędzia Elżbieta Barska-Hermut po kolei pytała, czy nadal godzą się na warunki ugody. Nie było protestów. - Gratuluję państwu słusznej decyzji - mówiła sędzia Barska-Hermut. - Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że szybkie zakończenie sprawy jest korzystne dla oskarżonych, szczególnie gdy sprawa jest tak obszerna jak ta.
Ostatecznie wyrokiem objęto 80 osób (pozostała dwójka nie odebrała wezwań na posiedzenie). Liczył ponad 300 stron. Oszuści dostali kary od roku do pięciu lat więzienia w zawieszeniu. Do tego grzywny i po 200 zł kosztów procesu. Ci, do których trafiały odszkodowania, mają oddać te pieniądze towarzystwom ubezpieczeniowym. Oskarżeni, którzy brali łapówki, muszą oddać je skarbowi państwa.
Co ustaliła prokuratura? Grupa działała od 2000 roku. Przez siedem lat z 10 towarzystw ubezpieczeniowych wyłudziła łącznie ponad 1,8 mln zł odszkodowań komunikacyjnych, a kolejne 200 tys. zł próbowała wyłudzić.
Oszuści ustawiali fikcyjne stłuczki, a przy prawdziwych kraksach zawyżali szkody. Akt oskarżenia obejmuje 90 takich zdarzeń. - Do pozorowania kolizji wykorzystywane były najczęściej samochody produkcji japońskiej - informował Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej. - Zdarzało się, że poszczególne z nich służyły do wyłudzenia kilku odszkodowań.
Prokuratura nie wytypowała jednego szefa grupy, ale wiodącą rolę odgrywało kilka osób, które uczyniły sobie z oszustw stałe źródło dochodu. Wyłudzenie największej kwoty - prawie pół miliona złotych - zarzucono Mariuszowi W. Wczoraj sąd wymierzył mu pięć lat więzienia w zawieszeniu na dziewięć lat. W ciągu siedmiu lat ma też oddać oszukanym firmom pieniądze.
Interes nie byłby możliwy, gdyby nie pomoc 10 policjantów, którzy wtedy pracowali w komendach w Pabianicach i Łasku oraz czterech likwidatorów szkód z firm ubezpieczeniowych.
Pierwsi w zamian za łapówki poświadczali nieprawdę w policyjnej dokumentacji. Za jedną stłuczkę brali od 300 do 500 zł. Jeden z policjantów przyjął ponad 17 tys. zł. On też usłyszał wczoraj najwyższy wyrok - pięć lat więzienia w zawieszeniu na 10 lat. Sąd orzekł też przepadek na rzecz skarbu państwa całej łapówki.
Likwidatorom zarzucono, że brali pieniądze za korzystne szacowanie szkód i zawyżanie kalkulacji. Rekordzista dostał łącznie prawie 22 tys. zł.
Tych oskarżonych, którzy nie chcieli się wczoraj poddać karze, czeka proces.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
Łódzki sąd okręgowy, do którego trafiła ta sprawa, miałby poważny problem z prowadzeniem takiego olbrzymiego procesu. Największa sala, jaką dysponuje, może pomieścić 54 oskarżonych. Ale sytuację uratował fakt, że 82 oskarżonych chce się dobrowolnie poddać karze, bez przeprowadzania procesu. W czasie śledztwa ustalili ich wysokość z prokuratorem, ale ostatnie słowo i tak należało do sądu.
Wczoraj odbyło się posiedzenie w tej sprawie. Sąd wezwał 82 oskarżonych w dwóch turach, ale i tak były obawy, że wszyscy mogą się nie pomieścić w największej sali sądu przy pl. Dąbrowskiego. Problem rozwiązał się sam, bo większość oskarżonych nie przyszła. Sąd, wysyłając im wezwania, uprzedził, że nie muszą być na posiedzeniu, a ich nieobecność będzie równoznaczna ze zgodą na karę, jaką ustalili z prokuratorem.
Tych, którzy przyszli, sędzia Elżbieta Barska-Hermut po kolei pytała, czy nadal godzą się na warunki ugody. Nie było protestów. - Gratuluję państwu słusznej decyzji - mówiła sędzia Barska-Hermut. - Z mojego wieloletniego doświadczenia wynika, że szybkie zakończenie sprawy jest korzystne dla oskarżonych, szczególnie gdy sprawa jest tak obszerna jak ta.
Ostatecznie wyrokiem objęto 80 osób (pozostała dwójka nie odebrała wezwań na posiedzenie). Liczył ponad 300 stron. Oszuści dostali kary od roku do pięciu lat więzienia w zawieszeniu. Do tego grzywny i po 200 zł kosztów procesu. Ci, do których trafiały odszkodowania, mają oddać te pieniądze towarzystwom ubezpieczeniowym. Oskarżeni, którzy brali łapówki, muszą oddać je skarbowi państwa.
Co ustaliła prokuratura? Grupa działała od 2000 roku. Przez siedem lat z 10 towarzystw ubezpieczeniowych wyłudziła łącznie ponad 1,8 mln zł odszkodowań komunikacyjnych, a kolejne 200 tys. zł próbowała wyłudzić.
Oszuści ustawiali fikcyjne stłuczki, a przy prawdziwych kraksach zawyżali szkody. Akt oskarżenia obejmuje 90 takich zdarzeń. - Do pozorowania kolizji wykorzystywane były najczęściej samochody produkcji japońskiej - informował Krzysztof Kopania, rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej. - Zdarzało się, że poszczególne z nich służyły do wyłudzenia kilku odszkodowań.
Prokuratura nie wytypowała jednego szefa grupy, ale wiodącą rolę odgrywało kilka osób, które uczyniły sobie z oszustw stałe źródło dochodu. Wyłudzenie największej kwoty - prawie pół miliona złotych - zarzucono Mariuszowi W. Wczoraj sąd wymierzył mu pięć lat więzienia w zawieszeniu na dziewięć lat. W ciągu siedmiu lat ma też oddać oszukanym firmom pieniądze.
Interes nie byłby możliwy, gdyby nie pomoc 10 policjantów, którzy wtedy pracowali w komendach w Pabianicach i Łasku oraz czterech likwidatorów szkód z firm ubezpieczeniowych.
Pierwsi w zamian za łapówki poświadczali nieprawdę w policyjnej dokumentacji. Za jedną stłuczkę brali od 300 do 500 zł. Jeden z policjantów przyjął ponad 17 tys. zł. On też usłyszał wczoraj najwyższy wyrok - pięć lat więzienia w zawieszeniu na 10 lat. Sąd orzekł też przepadek na rzecz skarbu państwa całej łapówki.
Likwidatorom zarzucono, że brali pieniądze za korzystne szacowanie szkód i zawyżanie kalkulacji. Rekordzista dostał łącznie prawie 22 tys. zł.
Tych oskarżonych, którzy nie chcieli się wczoraj poddać karze, czeka proces.
anna.kolakowska@lodz.agora.pl
- 1 komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy


