Nie będzie kary za wyrzucenie dziecka przez okno
2009-11-22
, aktualizacja: 22.11.2009 18:55
Młoda kobieta, która wyrzuciła trzymiesięczne niemowlę przez okno, nie poniesie za to kary. Psychiatrzy orzekli, że była niepoczytalna
ZOBACZ TAKŻE
- 14-latek szalał "maluchem" pod prąd (23-11-09, 16:11)
- Autobusy zderzyły się na Kilińskiego przy Tuwima (23-11-09, 11:10)
- Pięcioro rannych w wypadku. Sprawca był pijany (29-11-09, 18:31)
- Urzędnik skarbowy pomagał oszustom (27-11-09, 11:41)
- Paraliż w centrum miasta. Tramwaje nie jeżdżą (26-11-09, 11:20)
- Uderzył żonę siekierą w głowę, sam się powiesił (25-11-09, 19:04)
- Trzymał narkotyki w puszkach po kawie (24-11-09, 14:10)
- Prokuratura weźmie pod lupę łódzkie kamienice (22-11-09, 17:24)
- Agresywni złodzieje: grozili policjantom śmiercią (20-11-09, 15:19)
- Dilerzy mieli dozór policyjny, ale... handlowali dalej (18-11-09, 12:05)
- Umarł, bo odwieźli go do domu zamiast do szpitala? (18-11-09, 18:30)
Sprawa będzie umorzona, ale Katarzyna S. nie zostanie umieszczona w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym, jak chciała prokuratura. Dlaczego?
W lutym do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki trafił niespełna trzymiesięczny chłopczyk. Jego stan był krytyczny. Lekarze dawali niewielkie szanse, że przeżyje. Do domu wrócił po niemal sześciotygodniowym pobycie w szpitalu. Życie najprawdopodobniej uratowało mu to, że upadł na pryzmę śniegu.
Prokuratura ustaliła, że mały Oliwier został wyrzucony przez okno z trzeciego piętra bloku w Bełchatowie. Matka chłopca wyszła z domu zaledwie na kilka minut - po ziemniaki do piwnicy. Po powrocie zauważyła, że malucha nie ma w łóżeczku. Chłopczyk leżał pod oknem. Żył, ale był ciężko ranny w głowę.
W tym czasie w domu byli też dziadkowie malca, jego wujek i ciotka - 26-letnia Katarzyna S., która sama po raz drugi została mamą półtora miesiąca wcześniej. To właśnie jej postawiono zarzut usiłowania zabójstwa chłopca, a potem spowodowania u niego ciężkiego kalectwa. Trafiła do aresztu.
Podczas śledztwa była badana przez psychiatrów: orzekli, że gdy wyrzucała dziecko, była niepoczytalna i nie może za to odpowiadać. - Stwierdzili też, że stanowi zagrożenie dla porządku prawnego, a prawdopodobieństwo, że znów popełni podobny czyn, jest wysokie - mówi Witold Błaszczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim. - Dlatego wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem o umorzenie sprawy i umieszczenie kobiety w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.
Sądy zazwyczaj uwzględniają oba wnioski. W tej sprawie było inaczej. Sąd Okręgowy w Piotrkowie zgodził się tylko z tym, że sprawa powinna być umorzona. Po przesłuchaniu biegłych psychiatrów nie widział potrzeby odizolowania kobiety. Prokuratura odwołała się od tej decyzji, ale łódzki sąd apelacyjny utrzymał ją w mocy.
- Sąd przesłuchał biegłych, którzy stwierdzili, że podjęte leczenie spowodowało poprawę stanu zdrowia podejrzanej - tłumaczyła Elżbieta Łopaczewska, rzeczniczka łódzkiego sądu apelacyjnego. - Ich zdaniem nie ma już wysokiego prawdopodobieństwa, że podobny czyn powtórzy się w przyszłości.
Teraz sprawa wróci do prokuratury. - Na etapie śledztwa biegli orzekli, że Katarzyna S. stanowiła zagrożenie dla innych, w trakcie postępowania przed sądem ich opinia się zmieniła - mówi prokurator Błaszczyk. - Dlatego sąd nie zgodził się na internację, a my musimy teraz umorzyć sprawę.
W lutym do Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki trafił niespełna trzymiesięczny chłopczyk. Jego stan był krytyczny. Lekarze dawali niewielkie szanse, że przeżyje. Do domu wrócił po niemal sześciotygodniowym pobycie w szpitalu. Życie najprawdopodobniej uratowało mu to, że upadł na pryzmę śniegu.
Prokuratura ustaliła, że mały Oliwier został wyrzucony przez okno z trzeciego piętra bloku w Bełchatowie. Matka chłopca wyszła z domu zaledwie na kilka minut - po ziemniaki do piwnicy. Po powrocie zauważyła, że malucha nie ma w łóżeczku. Chłopczyk leżał pod oknem. Żył, ale był ciężko ranny w głowę.
W tym czasie w domu byli też dziadkowie malca, jego wujek i ciotka - 26-letnia Katarzyna S., która sama po raz drugi została mamą półtora miesiąca wcześniej. To właśnie jej postawiono zarzut usiłowania zabójstwa chłopca, a potem spowodowania u niego ciężkiego kalectwa. Trafiła do aresztu.
Podczas śledztwa była badana przez psychiatrów: orzekli, że gdy wyrzucała dziecko, była niepoczytalna i nie może za to odpowiadać. - Stwierdzili też, że stanowi zagrożenie dla porządku prawnego, a prawdopodobieństwo, że znów popełni podobny czyn, jest wysokie - mówi Witold Błaszczyk, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Piotrkowie Trybunalskim. - Dlatego wystąpiliśmy do sądu z wnioskiem o umorzenie sprawy i umieszczenie kobiety w zamkniętym szpitalu psychiatrycznym.
Sądy zazwyczaj uwzględniają oba wnioski. W tej sprawie było inaczej. Sąd Okręgowy w Piotrkowie zgodził się tylko z tym, że sprawa powinna być umorzona. Po przesłuchaniu biegłych psychiatrów nie widział potrzeby odizolowania kobiety. Prokuratura odwołała się od tej decyzji, ale łódzki sąd apelacyjny utrzymał ją w mocy.
- Sąd przesłuchał biegłych, którzy stwierdzili, że podjęte leczenie spowodowało poprawę stanu zdrowia podejrzanej - tłumaczyła Elżbieta Łopaczewska, rzeczniczka łódzkiego sądu apelacyjnego. - Ich zdaniem nie ma już wysokiego prawdopodobieństwa, że podobny czyn powtórzy się w przyszłości.
Teraz sprawa wróci do prokuratury. - Na etapie śledztwa biegli orzekli, że Katarzyna S. stanowiła zagrożenie dla innych, w trakcie postępowania przed sądem ich opinia się zmieniła - mówi prokurator Błaszczyk. - Dlatego sąd nie zgodził się na internację, a my musimy teraz umorzyć sprawę.
- 3 komentarze
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos


