Chory syn doprowadza ojca do ruiny. Prokuratura milczy
2009-11-22
, aktualizacja: 22.11.2009 18:00
Chory psychicznie syn pana Kazimierza zaciąga długi, otwiera kolejne rachunki w bankach, dzwoni na konkursy audiotele. - Nie daję sobie z tym wszystkim rady, a nikt nie chce mi pomóc - mówi załamany ojciec
ZOBACZ TAKŻE
- Prokuratura weźmie pod lupę łódzkie kamienice (22-11-09, 17:24)
- Agresywni złodzieje: grozili policjantom śmiercią (20-11-09, 15:19)
Pan Kazimierz Janowski ma 75 lat. Jest wdowcem. Z dwoma dorosłymi synami mieszka w małym drewnianym domku na Górnej. We trzech żyją z jego skromnej emerytury - 817 zł.
- Z tych pieniędzy muszę opłacić gaz, energię, wodę, wywóz śmieci, ścieki - opowiada emeryt. - A jeszcze trzeba przeżyć, coś jeść. Tymczasem starszy syn, 40-letni Piotr, stracił pracę w fabryce. Nikt go nie chce zatrudnić, wszyscy mówią, że jest "za stary". To bezrobocie to dla niego dramat, siedzi całe dnie w domu, jest podłamany.
Ale dla pana Kazimierza o wiele dotkliwszym ciosem jest zachowanie młodszego z synów, 34-letniego Jarosława.
- Od roku, po śmierci mojej żony, Jarek zaczął mieć problemy psychiczne. Krzyczał, śmiał się, mówił do siebie. Próbowałem zaciągnąć go do lekarza, do poradni na ul. Sieradzką, ale uciekł spod drzwi gabinetu - opowiada Janowski. - Nie chce się leczyć, a zachowuje się coraz bardziej irracjonalnie.
Według relacji ojca bezrobotny Jarosław co chwila zakłada konta w różnych bankach. A ich prowadzenie kosztuje co miesiąc kilkanaście złotych. - Więc muszę jeździć i prosić, by mu więcej nie zakładali, a te rachunki, co ma, pozamykali - dodaje pan Kazimierz.
Ale to nie wszystko. Gdy gigantycznie zaczęły rosnąć rachunki za telefon, pan Kazimierz poblokował numery zaczynające się od 0700. Bo syn godzinami dzwonił na różne kosztowne konkursy audiotele.
- Jak się zorientował, że nie może dzwonić, rozwalił w domu całą instalację telefoniczną. Zniszczył aparat, powyrywał kable - opowiada załamany ojciec.
Janowski, gdy dowiedział się też o długach, które syn pozaciągał u znajomych i rodziny, chciał szukać pomocy w prokuraturze. - Już w zeszłym roku w prokuraturze Łódź Górna złożyłem pismo, by mi pomogli. Nie mogę go bowiem ubezwłasnowolnić bez opinii lekarza psychiatry. A opinię doktor Andrzej Gała obiecał mi pod warunkiem, że przyprowadzę syna do gabinetu. Chciałem, by prokuratura mi pomogła. By wydała postanowienie o przymusowym leczeniu syna. Od roku nie dostałem jednak nawet odpowiedzi na moje pismo - żali się Janowski.
Gdy niedawno z domu zaczęły ginąć kosztowne rzeczy, a jemu samemu zniknął portfel z 3 tys. zł, powiadomił policjantów z VII Komisariatu. - Ale też nie przyjęli wniosku o kradzieży, tylko wystawili mi zaświadczenie, że zgłosiłem zagubienie dokumentów i pieniędzy. A to były pieniądze pożyczone, by spłacić część długów syna. Ostatni znajomi się ode mnie odwracają - opowiada załamany emeryt.
Pan Kazimierz ma tylko jedno marzenie. - Niech ktoś mi pomoże. Pomoże wysłać syna na leczenie. Niczego innego nie żądam.
* Nazwisko pana Kazimierza zostało zmienione
- Z tych pieniędzy muszę opłacić gaz, energię, wodę, wywóz śmieci, ścieki - opowiada emeryt. - A jeszcze trzeba przeżyć, coś jeść. Tymczasem starszy syn, 40-letni Piotr, stracił pracę w fabryce. Nikt go nie chce zatrudnić, wszyscy mówią, że jest "za stary". To bezrobocie to dla niego dramat, siedzi całe dnie w domu, jest podłamany.
Ale dla pana Kazimierza o wiele dotkliwszym ciosem jest zachowanie młodszego z synów, 34-letniego Jarosława.
- Od roku, po śmierci mojej żony, Jarek zaczął mieć problemy psychiczne. Krzyczał, śmiał się, mówił do siebie. Próbowałem zaciągnąć go do lekarza, do poradni na ul. Sieradzką, ale uciekł spod drzwi gabinetu - opowiada Janowski. - Nie chce się leczyć, a zachowuje się coraz bardziej irracjonalnie.
Według relacji ojca bezrobotny Jarosław co chwila zakłada konta w różnych bankach. A ich prowadzenie kosztuje co miesiąc kilkanaście złotych. - Więc muszę jeździć i prosić, by mu więcej nie zakładali, a te rachunki, co ma, pozamykali - dodaje pan Kazimierz.
Ale to nie wszystko. Gdy gigantycznie zaczęły rosnąć rachunki za telefon, pan Kazimierz poblokował numery zaczynające się od 0700. Bo syn godzinami dzwonił na różne kosztowne konkursy audiotele.
- Jak się zorientował, że nie może dzwonić, rozwalił w domu całą instalację telefoniczną. Zniszczył aparat, powyrywał kable - opowiada załamany ojciec.
Janowski, gdy dowiedział się też o długach, które syn pozaciągał u znajomych i rodziny, chciał szukać pomocy w prokuraturze. - Już w zeszłym roku w prokuraturze Łódź Górna złożyłem pismo, by mi pomogli. Nie mogę go bowiem ubezwłasnowolnić bez opinii lekarza psychiatry. A opinię doktor Andrzej Gała obiecał mi pod warunkiem, że przyprowadzę syna do gabinetu. Chciałem, by prokuratura mi pomogła. By wydała postanowienie o przymusowym leczeniu syna. Od roku nie dostałem jednak nawet odpowiedzi na moje pismo - żali się Janowski.
Gdy niedawno z domu zaczęły ginąć kosztowne rzeczy, a jemu samemu zniknął portfel z 3 tys. zł, powiadomił policjantów z VII Komisariatu. - Ale też nie przyjęli wniosku o kradzieży, tylko wystawili mi zaświadczenie, że zgłosiłem zagubienie dokumentów i pieniędzy. A to były pieniądze pożyczone, by spłacić część długów syna. Ostatni znajomi się ode mnie odwracają - opowiada załamany emeryt.
Pan Kazimierz ma tylko jedno marzenie. - Niech ktoś mi pomoże. Pomoże wysłać syna na leczenie. Niczego innego nie żądam.
* Nazwisko pana Kazimierza zostało zmienione
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
10 głosów


