Bladofiołkowy daewoo tico stoi na wprost głównego wejścia do gmachu Sądu Okręgowego w Łodzi przy placu Dąbrowskiego. Trudno nie zwrócić na niego uwagi: z przednich kół powietrze uszło już dawno temu, z tylnych zrobi to niebawem, boki auta szpecą głębokie białe rysy. poszczególne fragmenty karoserii samochodu zżera rdza, wycieraczki skorodowały już całe, podobnie felgi auta i podwozie. W środku pojazdu również bajzel - zardzewiała dziura po wyjętym odbiorniku radiowym, wytarta tapicerka, wszędzie pełno sierści - najpewniej po psie. - Początkowo nie przywiązywaliśmy wagi do wyglądu samochodu. Sądziliśmy, że to auto któregoś z pracowników sądu. Ale gdy mijały kolejne tygodnie i miesiące, a samochodem nikt nie jeździł, postanowiliśmy dowiedzieć się o pojeździe więcej - opowiada Grażyna Jeżewska z biura prasowego sądu.
Okazało się, że kilka miesięcy wcześniej samochód stał kilkadziesiąt metrów dalej - na placu Dąbrowskiego. Gdy Zarząd Dróg i Transportu rozpoczął przebudowę placu, pracownicy wynajętej przez ZDiT firmy budowlanej przenieśli pojazd. Na parking przed sądem.
Budynek sądu otaczają kamery. Parking przed budynkiem obserwowany jest przez 24 godziny. Plac Dąbrowskiego przez całą dobę obserwują strażnicy miejscy, którzy na osobiste polecenie prezydenta Jerzego Kropiwnickiego pilnują, żeby nikt nie wchodził na nowo wybudowaną fontannę. To sprawia, że wrak zalegający dzień i noc przy placu Dąbrowskiego jest najlepiej strzeżonym samochodem w mieście.
Czasami policja dowozi aresztantów na rozprawy sądowe od strony placu. Wtedy pojawia się problem i przez fioletowy wrak konwój nie ma gdzie zaparkować. W poniedziałek pracownicy oddziału gospodarczego sądu poprosili straż miejską o usunięcie pojazdu. Podali numery rejestracyjne samochodu, wrak pokazali palcem. Ale w słuchawce usłyszeli, że straż miejska niewiele będzie mogła zrobić. - Dowiedzieliśmy się, że jeśli samochód nie zagraża bezpieczeństwu, to strażnicy nie mogą go odholować. A ja przecież nie wiem, co jest w samochodzie. Może leży w nim bomba? - zastanawia się Jeżewska.
Radosław Kluska, naczelnik wydziału dowodzenia, potwierdza wpłynięcie zawiadomienia. Nie ukrywa również, że auto może stanowić potencjalne zagrożenie. - Ale każdy sąd ma przecież policję sądową, która czuwa nad bezpieczeństwem budynku i rozpraw - mówi. - Gdyby auto stanowiło zagrożenie, z pewnością dawno by znikło. Ponieważ ma tablice rejestracyjne, znajdziemy właściciela i zmusimy do usunięcia wraku.
- Nie po to plac był remontowany, żeby teraz szpecił go jakiś wrak. Bywało, że do sądu przychodziły bezpańskie psy, które przygarnialiśmy i którymi się opiekowaliśmy. Ale tego podrzutka nie chcemy - kończy Jeżewska.
bartlomiej.dana@lodz.agora.pl
Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź