Była szefowa łódzkiej policji skazana
07.10.2009
, aktualizacja: 07.10.2009 19:16
Była szefowa łódzkiej policji skazana na dziewięć miesięcy więzienia. Sąd uznał, że Aldona Kostrzewa nadużyła władzy w sprawie dyrektora szpitala w Brzezinach, który po alkoholu spowodował kolizję
SERWISY
- Wpisała się w ten niekorzystny obraz "załatwiaczy" i "kolesiostwa", który wyrządza wielką szkodę w wizerunku policji i innych instytucji państwa - karcił sędzia Piotr Sujka.
Kostrzewa wyrok przyjęła spokojnie, ale po rozprawie mówiła: - Nie pozwolę, aby ta wielka burza, w której pozbawiono mnie dobrego imienia i chciano wsadzić do więzienia, skończyła się na wyroku za nadużycie uprawnień. Zrobię wszystko, aby się oczyścić.
Prokuratura twierdziła, że w czerwcu 2003 roku Jan K., ówczesny dyrektor szpitala w Brzezinach, po pijanemu uderzył samochodem w znak drogowy. Sprawę miało zatuszować dwoje wysokich oficerów brzezińskiej komendy. Zamiast kierowcy w alkotest dmuchnął policjant - wyszedł wynik 0,00. Potem sfałszowali protokół użycia alkotestu i notatki służbowe. W ten sposób oficjalnie K. zasłabł za kierownicą i stracił panowanie nad autem. Tymczasem według świadków był pijany, a biegły toksykolog ocenił, że miał dwa promile alkoholu w organizmie.
Śledczy twierdzili, że policjanci zatuszowali sprawę, aby zjednać sobie przychylność doktora K. - znanego w Brzezinach polityka Platformy Obywatelskiej i dyrektora szpitala, a także swojej szefowej Aldony Kostrzewy - późniejszej komendantki miejskiej w Łodzi i zastępczyni komendanta wojewódzkiego.
Kostrzewie i jej byłym podwładnym zarzucono niedopełnienie obowiązków, poświadczanie nieprawdy w dokumentach i poplecznictwo. Wczoraj sędzia Piotr Sujka nie zostawił suchej nitki na akcie oskarżenia i stylu pracy prokuratury. Niektóre zarzuty nazwał "kuriozalnymi", mówił, że śledczy w tej sprawie dopuszczali się "nadużyć prawnych", a nawet popełniali szkolne błędy. - Oskarżyciel od początku przyjął błędną metodę rozumowania - mówił. - Z góry założył tezę i według zasady "cel uświęca środki" za wszelką cenę dążył do tego, aby ją udowodnić. Efekt jest taki, że w wyroku żaden zarzut nie utrzymał się w takiej formie, w jakiej zaproponowała to prokuratura.
Najbardziej zrugał śledczych za opinię toksykologa, która miała być dowodem na to, że Jan K. był pijany. - Prokuratura na poparcie swojej tezy przysłała opinię, która nie spełnia podstawowych wymogów. Z taką nonszalancją spotykam się po raz pierwszy - mówił sędzia Sujka.
To właśnie ustalenie, jakie było stężenie alkoholu w organizmie lekarza, było kluczowe dla sprawy. Sąd powołał jeszcze dwóch biegłych toksykologów i uznał, że nie można stwierdzić, że Jan K. miał ponad 0,5 promila alkoholu, czyli był nietrzeźwy. - Oskarżony był po spożyciu alkoholu. Ale to jest wykroczenie, które przedawniło się po roku, dlatego jego sprawę trzeba było umorzyć - tłumaczył sędzia Sujka.
A to miało konsekwencje dla innych oskarżonych, bo w tej sytuacji nie można było zarzucić im utrudniania śledztwa. Pozostało niedopełnienie obowiązków i poświadczanie nieprawdy w dokumentach. Sujka: - Policjanci podjęli manipulację, której celem było wykazanie, że Jan K. jest trzeźwy. Konsekwencją było ewidentne zafałszowanie rzeczywistości.
Troje policjantów, którzy maczali w tym palce, sąd skazał na kary od roku do sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu. Uznał, że swój udział miała też Kostrzewa. Zadzwoniła do jednej ze swoich podwładnych (a potem współoskarżonych), mówiąc o kolizji: - Jedź tam, zobacz, co się dzieje. Jeśli będziesz mogła, to pomóż...
Po ujawnieniu sprawy, pod koniec 2006 r., Kostrzewa sama stawiła się w prokuraturze. Początkowo częściowo potwierdziła zarzuty, ale ostatecznie nie przyznała się do winy. Dla niej - jednej z najsłynniejszych policjantek w kraju, wielokrotnie docenianej przez przełożonych - sprawa sprzed lat okazała się końcem kariery. Kostrzewa została odwołana ze stanowiska i odeszła z policji. Teraz jest na emeryturze.
- Sąd błędnie założył, że dzwoniąc do podwładnej, wiedziałam, iż Jan K. jest nietrzeźwy - tłumaczyła wczoraj. - Od swojego przełożonego miałam jedynie informację, że był wypadek i mogą być ranni albo zabici. Ten wyrok mnie nie satysfakcjonuje, dlatego będę walczyć dalej w sądzie apelacyjnym.
Kostrzewa wyrok przyjęła spokojnie, ale po rozprawie mówiła: - Nie pozwolę, aby ta wielka burza, w której pozbawiono mnie dobrego imienia i chciano wsadzić do więzienia, skończyła się na wyroku za nadużycie uprawnień. Zrobię wszystko, aby się oczyścić.
Prokuratura twierdziła, że w czerwcu 2003 roku Jan K., ówczesny dyrektor szpitala w Brzezinach, po pijanemu uderzył samochodem w znak drogowy. Sprawę miało zatuszować dwoje wysokich oficerów brzezińskiej komendy. Zamiast kierowcy w alkotest dmuchnął policjant - wyszedł wynik 0,00. Potem sfałszowali protokół użycia alkotestu i notatki służbowe. W ten sposób oficjalnie K. zasłabł za kierownicą i stracił panowanie nad autem. Tymczasem według świadków był pijany, a biegły toksykolog ocenił, że miał dwa promile alkoholu w organizmie.
Śledczy twierdzili, że policjanci zatuszowali sprawę, aby zjednać sobie przychylność doktora K. - znanego w Brzezinach polityka Platformy Obywatelskiej i dyrektora szpitala, a także swojej szefowej Aldony Kostrzewy - późniejszej komendantki miejskiej w Łodzi i zastępczyni komendanta wojewódzkiego.
Kostrzewie i jej byłym podwładnym zarzucono niedopełnienie obowiązków, poświadczanie nieprawdy w dokumentach i poplecznictwo. Wczoraj sędzia Piotr Sujka nie zostawił suchej nitki na akcie oskarżenia i stylu pracy prokuratury. Niektóre zarzuty nazwał "kuriozalnymi", mówił, że śledczy w tej sprawie dopuszczali się "nadużyć prawnych", a nawet popełniali szkolne błędy. - Oskarżyciel od początku przyjął błędną metodę rozumowania - mówił. - Z góry założył tezę i według zasady "cel uświęca środki" za wszelką cenę dążył do tego, aby ją udowodnić. Efekt jest taki, że w wyroku żaden zarzut nie utrzymał się w takiej formie, w jakiej zaproponowała to prokuratura.
Najbardziej zrugał śledczych za opinię toksykologa, która miała być dowodem na to, że Jan K. był pijany. - Prokuratura na poparcie swojej tezy przysłała opinię, która nie spełnia podstawowych wymogów. Z taką nonszalancją spotykam się po raz pierwszy - mówił sędzia Sujka.
To właśnie ustalenie, jakie było stężenie alkoholu w organizmie lekarza, było kluczowe dla sprawy. Sąd powołał jeszcze dwóch biegłych toksykologów i uznał, że nie można stwierdzić, że Jan K. miał ponad 0,5 promila alkoholu, czyli był nietrzeźwy. - Oskarżony był po spożyciu alkoholu. Ale to jest wykroczenie, które przedawniło się po roku, dlatego jego sprawę trzeba było umorzyć - tłumaczył sędzia Sujka.
A to miało konsekwencje dla innych oskarżonych, bo w tej sytuacji nie można było zarzucić im utrudniania śledztwa. Pozostało niedopełnienie obowiązków i poświadczanie nieprawdy w dokumentach. Sujka: - Policjanci podjęli manipulację, której celem było wykazanie, że Jan K. jest trzeźwy. Konsekwencją było ewidentne zafałszowanie rzeczywistości.
Troje policjantów, którzy maczali w tym palce, sąd skazał na kary od roku do sześciu miesięcy więzienia w zawieszeniu. Uznał, że swój udział miała też Kostrzewa. Zadzwoniła do jednej ze swoich podwładnych (a potem współoskarżonych), mówiąc o kolizji: - Jedź tam, zobacz, co się dzieje. Jeśli będziesz mogła, to pomóż...
Po ujawnieniu sprawy, pod koniec 2006 r., Kostrzewa sama stawiła się w prokuraturze. Początkowo częściowo potwierdziła zarzuty, ale ostatecznie nie przyznała się do winy. Dla niej - jednej z najsłynniejszych policjantek w kraju, wielokrotnie docenianej przez przełożonych - sprawa sprzed lat okazała się końcem kariery. Kostrzewa została odwołana ze stanowiska i odeszła z policji. Teraz jest na emeryturze.
- Sąd błędnie założył, że dzwoniąc do podwładnej, wiedziałam, iż Jan K. jest nietrzeźwy - tłumaczyła wczoraj. - Od swojego przełożonego miałam jedynie informację, że był wypadek i mogą być ranni albo zabici. Ten wyrok mnie nie satysfakcjonuje, dlatego będę walczyć dalej w sądzie apelacyjnym.
- 10 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
ta żydowska banda w Tomaszowie Mazowieckim
kulturzentrum
08.10.09, 06:04
oni mnie znowu skazali, teraz już zaocznie; ja siedziałem sobie spokojnie weFrankfurcie nad Menem od 1982 roku na azylu politycznym jako Polak polskiejnarodowości i obywatel tylko polski, a »
-
Emerytura?
and_nowak
08.10.09, 08:50
Tym właśnie różni się praca w policji od pracy np. w sklepie. Policjant niepłaci składek emerytalnych (czyli nasz indywidualne konta zasilają policję) i wsile wieku ma wolne do końca życia. »




