"Matka Polka" znów bez prądu
01.10.2009
, aktualizacja: 02.10.2009 12:01
Kolejny dzień bez badań i operacji w największym łódzkim szpitalu. "Matka Polka" nie może się uporać z awarią energetyczną.
ZOBACZ TAKŻE
- Szpital Matki Polki ma niesprawne zasilanie (06-11-09, 15:20)
- CZMP znowu na zasilaniu awaryjnym (01-10-09, 13:02)
- Awaria w mieście. Łódź bez prądu (30-09-09, 14:03)
- Bez prądu: dramatyczna godzina w Matce Polce (30-09-09, 11:35)
Awaria zaczęła się w środę i od razu powiało grozą. Kiedy o godz. 10 wysiadło światło, na bloku operacyjnym Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki leżało dziecko z otwartą klatką piersiową, podłączone do maszyny zapewniającej krążenie pozautrojowe. Prof. Jacek Moll, który miał zrobić skomplikowaną operację, zdecydował, że nie będzie ryzykował i w pół godziny skończył zabieg.
- Miałem skorygować wadę, ale zrobiłem tylko tzw. operację paliatywną, czyli doraźnie poprawiającą stan dziecka - mówi prof. Moll. Dlatego niemowlaka czeka kolejny zabieg za pół roku.
Takich horrorów wczoraj nie było, bo odwołano wszystkie zabiegi w całym szpitalu. Ale i tak emocji nie brakowało.
- Prąd pojawiał się i znikał - mówi dr Jacek Kopala z kliniki kardiochirurgii. - Rano zaniknął na sali pooperacyjnej, gdzie leżą dzieci podłączone do maszyn, które pomagają im oddychać. Aparatura przestała pracować, więc przez chwilę musieliśmy ręcznie musieliśmy pompować powietrze zaintubowanym pacjentom.
Podobne problemy dzień wcześniej były na intensywnej terapii noworodka, gdzie napięcie było tylko w niektórych kontaktach. Dlatego lekarze i pielęgniarki musieli sprawdzać, w których, i szukali przedłużaczy, żeby nie powyłączały się respiratory i pompy dozujące leki
Ale nawet przedłużacze nie pomogły wczoraj na kardiologii. Nie można było badać pacjentów ani robić zabiegów, bo nie działała aparatura diagnostyczna.
- A u mnie tylko nie działają komputery i nie możemy robić wypisów. Nie wiem, kiedy ruszą - mówił neurolog dr Marek Nadolski.
- Cały czas są spięcia, palą się nam komputery - mówiła pielęgniarka na pediatrii.
Pracownicy, którzy kursowali między szpitalnymi pawilonami z papierami i wynikami badań, awarii mieli po dziurki w nosach. - Chodzimy po podziemnych korytarzach. Nie widać tam nic, jest ciemno i jeszcze leje się woda. W końcu się pozabijamy.
Pacjenci i ich rodziny nawet nie próbowali ukrywać wściekłości. - Wziąłem trzy dni urlopu, żeby być przy córce, która musi mieć zoperowany staw biodrowy - mówi pan Jacek. - Przychodzę i dowiaduję się, że operacji nie ma i nie wiadomo kiedy będzie.
Kłopoty zaczęły się, kiedy ŁZE w środę przełączał sieci, bo planował konserwację linii energetycznej. Mimo że prąd do szpitala płynął, co chwila zanikał na poszczególnych oddziałach. Gdzieniegdzie włączało się zasilanie awaryjne. Choć od awarii minęły 24 godziny, dyrekcja szpitala nie wiedziała, co się stało.
- Była awaria i jest opanowana - przekonywał dr Piotr Woźniak, dyrektor ds. medycznych ICZMP.
W tym samym czasie Andrzej Domżalski, p.o. dyrektora technicznego, z rozbrajającą szczerością mówił: - Nie znamy przyczyny i nie wiem, czy poznamy.
Jeszcze po południu nikt nie wiedział, czy dziś szpital będzie wreszcie normalnie pracował. W końcu przed godz. 16 dyrektor Domżalski poinformował nas, że wszystkie oddziały mają pełne zasilanie. Ale co się stało, wciąż nie wiadomo. - Może wysiadł jakiś bezpiecznik albo wyłącznik? - spekulował. - Jeszcze raz wszystko będziemy sprawdzać. To znaczy, że w części szpitala znów może zaniknąć napięcie. Bo kiedy w środę pracownicy działu technicznego szukali przyczyn awarii, wyłączali prąd w poszczególnych oddziałach.
- Miałem skorygować wadę, ale zrobiłem tylko tzw. operację paliatywną, czyli doraźnie poprawiającą stan dziecka - mówi prof. Moll. Dlatego niemowlaka czeka kolejny zabieg za pół roku.
Takich horrorów wczoraj nie było, bo odwołano wszystkie zabiegi w całym szpitalu. Ale i tak emocji nie brakowało.
- Prąd pojawiał się i znikał - mówi dr Jacek Kopala z kliniki kardiochirurgii. - Rano zaniknął na sali pooperacyjnej, gdzie leżą dzieci podłączone do maszyn, które pomagają im oddychać. Aparatura przestała pracować, więc przez chwilę musieliśmy ręcznie musieliśmy pompować powietrze zaintubowanym pacjentom.
Podobne problemy dzień wcześniej były na intensywnej terapii noworodka, gdzie napięcie było tylko w niektórych kontaktach. Dlatego lekarze i pielęgniarki musieli sprawdzać, w których, i szukali przedłużaczy, żeby nie powyłączały się respiratory i pompy dozujące leki
Ale nawet przedłużacze nie pomogły wczoraj na kardiologii. Nie można było badać pacjentów ani robić zabiegów, bo nie działała aparatura diagnostyczna.
- A u mnie tylko nie działają komputery i nie możemy robić wypisów. Nie wiem, kiedy ruszą - mówił neurolog dr Marek Nadolski.
- Cały czas są spięcia, palą się nam komputery - mówiła pielęgniarka na pediatrii.
Pracownicy, którzy kursowali między szpitalnymi pawilonami z papierami i wynikami badań, awarii mieli po dziurki w nosach. - Chodzimy po podziemnych korytarzach. Nie widać tam nic, jest ciemno i jeszcze leje się woda. W końcu się pozabijamy.
Pacjenci i ich rodziny nawet nie próbowali ukrywać wściekłości. - Wziąłem trzy dni urlopu, żeby być przy córce, która musi mieć zoperowany staw biodrowy - mówi pan Jacek. - Przychodzę i dowiaduję się, że operacji nie ma i nie wiadomo kiedy będzie.
Kłopoty zaczęły się, kiedy ŁZE w środę przełączał sieci, bo planował konserwację linii energetycznej. Mimo że prąd do szpitala płynął, co chwila zanikał na poszczególnych oddziałach. Gdzieniegdzie włączało się zasilanie awaryjne. Choć od awarii minęły 24 godziny, dyrekcja szpitala nie wiedziała, co się stało.
- Była awaria i jest opanowana - przekonywał dr Piotr Woźniak, dyrektor ds. medycznych ICZMP.
W tym samym czasie Andrzej Domżalski, p.o. dyrektora technicznego, z rozbrajającą szczerością mówił: - Nie znamy przyczyny i nie wiem, czy poznamy.
Jeszcze po południu nikt nie wiedział, czy dziś szpital będzie wreszcie normalnie pracował. W końcu przed godz. 16 dyrektor Domżalski poinformował nas, że wszystkie oddziały mają pełne zasilanie. Ale co się stało, wciąż nie wiadomo. - Może wysiadł jakiś bezpiecznik albo wyłącznik? - spekulował. - Jeszcze raz wszystko będziemy sprawdzać. To znaczy, że w części szpitala znów może zaniknąć napięcie. Bo kiedy w środę pracownicy działu technicznego szukali przyczyn awarii, wyłączali prąd w poszczególnych oddziałach.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy




