Fabryki Łodzi: Zaczynali od farbiarni nad Łódką

Aleksandra Hac, Joanna Podolska
10.07.2008 , aktualizacja: 18.08.2008 15:33
A A A Drukuj
Fabryka Biedermanna Fabryka Biedermanna
W odrestaurowanej fabryce Biedermannów przy ul. Kilińskiego od dekady urzęduje jedna z najważniejszych łódzkich firm - Grupa Atlas. Mniej szczęścia jak do tej pory miały inne pofabryczne budynki należące niegdyś do tej samej rodziny, a stojące przy ul. Smugowej. Część została spalona, część już wyburzono. Szkoda, to jeden z najciekawszych zabytków przemysłowej Łodzi
Fabryka Biedermanna
Fot. Marcin Wojciechowski / AG
Fabryka Biedermanna

Ojcowie miasta: Biedermannowie



Biedermannowie przybyli z Niemiec do Polski 250 lat temu, a do Łodzi - w połowie XIX wieku. Tu zdobywali doświadczenie pracując w przemyśle, a potem tworzyli rodzinne imperium. Protoplastą łódzkiego rodu przemysłowców był Robert Biedermann, który nad rzeką Łódką założył farbiarnię w 1863 r. Początkowo fabryczka stojąca przy dzisiejszej ul. Kilińskiego 2 była wyposażona w dwie wanny podgrzewane na wolnym ogniu.

Dzięki posagowi żony szybko udało mu się ją rozbudować. Jak pisze Wanda Kuźko, w ciągu 13 lat produkcja wzrosła 40-krotnie, ale przemysłowiec nadal ją rozwijał. W 1877 r. Robert Biedermann uruchomił apreturę towarów wełnianych, pluszu meblowego i konfekcyjnego oraz mechaniczną suszarnię. Aby mieć wodę, wykopał stawy. Konsekwentnie nabywał też działki wzdłuż ul. Smugowej, zwłaszcza sąsiadujące z rzeką. W ciągu kilkunastu lat fabryka Biedermanna rozwinęła się w jedną z największych w Łodzi. W końcu lat 70. XIX w. przemysłowiec wzniósł rezydencję, gdzie zamieszkał z rodziną. Potem kupił stojącą po drugiej stronie ulicy farbiarnię Kundela (dziś zabudowana przy ul. Kilińskiego 1/3). W latach 90. wybudował przędzalnię bawełny i tkalnię przy ul. Smugowej.

Kiedy Robert Biedermann zaczynał budować w Łodzi imperium, miał około 30 tys. rubli. Po jego śmierci majątek oszacowano na ponad 1,6 mln rubli. Rodzinne przedsiębiorstwo prowadzili synowie, a potem wnukowie Roberta do 1945 r. Po wojnie fabryki znacjonalizowano. Powstały w nich Zakłady Przemysłu Bawełnianego im. Szymona Harnama (patronem zakładu został zastrzelony przed fabryką Biedermannów przez policjanta w 1929 r. Szaja Charnam - Szymon Harnam, działacz robotniczy, związany z Komunistyczną Partią Polski), późniejsza Rena Kord. Dziś budynki należą do różnych właścicieli i różny jest ich los.



Atlas w farbiarni

Najwięcej szczęścia miała fabryka przy ul. Kilińskiego 2 i stojący przy niej pałac. W 1997 r. po modernizacji zaniedbanych budynków, gdzie przez wiele lat mieściły się magazyny zakładów Harnama, wprowadziła się firma Atlas. To główna siedziba koncernu, który zaczynał od popularnego kleju do glazury, a dziś jest potentatem na rynku budowlanym. Co ciekawe, nowy gospodarz nawiązuje do tego, czym zajmowali się Biedermannowie. W dawnej fabryce mieści się teraz laboratorium badawczo-rozwojowe. W tym samym miejscu w 1870 r. Robert Biedermann wybudował laboratorium chemiczne do eksperymentów z chemicznymi barwnikami. Natomiast dawny rodzinny pałac to dziś reprezentacyjna siedziba zarządu i biurowiec. Budynek został pieczołowicie wyremontowany i zaadaptowany do nowych potrzeb. Odtworzono elementy pierwotnego wystroju. Zdaniem Krzysztofa Stefańskiego, historyka sztuki, pałac Biedermannów to jedyny w Łodzi przykład architektury nawiązującej do wczesnego florenckiego renesansu, tzw. stylu quattrocento. - Odznacza się powagą i szlachetnością - pisze Stefański w "Atlasie architektury dawnej Łodzi". Pałac stanął najprawdopodobniej w 1878 r., być może zaprojektował go architekt miejski Hilary Majewski. Na początku XX w. budynek podwyższono o jedno piętro. Na parterze mieściły się biura fabryki, a na piętrze pomieszczenia mieszkalne dla rodziny przemysłowców.



Grażka po drugiej stronie

Po drugiej stronie ulicy stoją zabudowania należące pierwotnie do Teodora Kundela, w 1879 r. kupił je Robert Biedermann. To także część rodzinnego imperium. Była tam farbiarnia tkanin wełnianych i bawełnianych, która po wojnie weszła w skład zakładu im. Harnama. Teraz jest tam m.in. Hurtownia Dodatków Krawieckich "Grażka". Fabryka stoi, ale jej stan jest opłakany. Jeszcze gorzej prezentuje się dom mieszkalny z 1860 r., zwany niesłusznie przez niektórych domem Biedermanna (jego pierwszy drewniany dom parterowy stał po drugiej stronie ulicy, za nim była farbiarnia, a dalej ogród). Po remoncie mógłby być ciekawą pamiątką fabrycznej Łodzi. To jeden z ostatnich budynków w stylu pokazującym, jak wyglądała Łódź w połowie XIX stulecia.



Spalona przędzalnia

Aż trudno uwierzyć, że taki los spotkał fabryki Biedermanna przy ul. Smugowej. W lipcu 2003 r. wybuch tam pożar. Gęsty dym było widać nawet kilkanaście kilometrów dalej. Strażacy dogaszali ogień całą noc i jeszcze następnego dnia. Jak mówił wtedy "Gazecie" kpt. Piotr Jóźwiak, rzecznik straży pożarnej, spłonął tylko dach, a ściany zostały nienaruszone. Mieściły się tam hurtownie.

Na początku kwietnia tego roku łodzianie zaalarmowali Urząd Ochrony Zabytków i media o tym, że na terenie sąsiadującym z parkiem Helenów wyburza się zabytkowe budynki. Kiedy zainterweniował Wojewódzki Konserwator Zabytków i wstrzymał prace rozbiórkowe, z przędzalni Biedermanna została już tylko sterta gruzu - robotnicy nie zdążyli zniszczyć jedynie najniższej kondygnacji i części wschodniej ściany fabryki. Poza nimi zachowały się jeszcze wodociągowa wieża ciśnień, wieża kurzowa i mury kotłowni.

Dramat polega nie tylko w tym, że Łódź straciła kolejny - po kompleksie Norbelany przy ul. Żeromskiego czy secesyjnej elektrowni przy al. Politechniki - symbol industrialnej Łodzi. Zatrważający jest fakt, że właściciele fabryki dostali na rozbiórkę zezwolenie z łódzkiego magistratu, a w chwili rozpoczęcia prac było ono prawomocne. Co gorsza, miejscy urzędnicy wiedzieli już od początku zeszłego roku o zamiarze wyburzenia części dawnych zakładów Rena Kord. To wtedy właściciele złożyli wniosek o pozwolenie na rozbiórkę. Jak opowiadał "Gazecie" Marek Lisiak, architekt miasta i dyrektor wydziału urbanistyki i architektury, który takie decyzje wydawał, postępowanie najpierw zostało zawieszone na wniosek właściciela. Potem urzędnicy nie chcieli go wznowić, ale po odwołaniu się przez niego do wojewody, zgodę na rozbiórkę wydać musieli. Dopiero wtedy poinformowali o problemie Wojewódzki Urząd Ochrony Zabytków, a konserwator wszczął pod koniec lutego postępowanie o wpisie fabryki do rejestru zabytków. Jak nam powiedział Piotr Ugorowicz z Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków, właścicielom zostało wysłane powiadomienie o rozpoczęciu postępowania, a w dokumentacji mają potwierdzenie jego odebrania. To jednak nie zapobiegło rozpoczęciu rozbiórki fabryki.

Dlaczego właściciele fabryki chcieli ją rozebrać? - Moi klienci otrzymali pozwolenie na rozbiórkę całego kompleksu fabrycznego, ponieważ obiekt ten był po pożarze, bez dachu od roku 2003, ściany się rozpadały i cały obiekt groził katastrofą budowlaną - wyjaśnia nam pełnomocnik właścicieli nieruchomości Mirosława Brodniewicz. Zaznacza, że z kompleksu Biedermanna zostały uratowane dwie wieże, którym wcześniej naprawiono dach. Zapewnia również, że właściciele zamierzają inwestować w ten teren.



Pałac studentów

Z bogatej spuścizny Biedermannów uchował się także przepiękny pałac Alfreda Biedermanna, syna Roberta, przy ul. Franciszkańskiej 1/3. Dziś należy do Uniwersytetu Łódzkiego, mieści się w nim kulturoznawstwo i historia sztuki. Budynek został odrestaurowany z wielką pieczołowitością, niedawno do zabytkowej stróżówki wprowadziła się biblioteka. W tym pałacu 24 stycznia 1945 r. popełnili samobójstwo brat Alfreda - Bruno Biedermann wraz z żoną i córką Marylą. Zgodnie z ich ostatnią wolą zostali pochowani w ogrodzie przy pałacu. W 1977 r. zostali ekshumowani, a ich prochy przeniesiono na Stary Cmentarz ewangelicki. To tam są rodzinne grobowce różnych gałęzi tej rodziny, w tym przepiękny anioł schylający się nad dziećmi na grobie Sophie Biedermann.

Podziel się

  • 3 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład