Tania wódka na Piotrkowskiej. Już 3,99 zł za kieliszek

Maciej Stańczyk
19.02.2012 , aktualizacja: 19.02.2012 21:15
A A A Drukuj
Co ma wspólnego Jan Himilsbach, Adam Smith i ulica Piotrkowska? Więcej niż można się spodziewać
Lokale na Piotrkowskiej
Fot. Marcin Wojciechowski / Agencja Gazeta
Lokale na Piotrkowskiej
W czasach, gdy ceny paliwa ocierają się o sufit, w czasach gdy bilety MPK tanieją tak, że drożeją, w czasach gdy gmina podnosi cenę za parkowanie w Śródmieściu, nie wszystko jeszcze stracone. Jest pewne dobro równie popularne jak benzyna, równie powszechne jak komunikacja miejska i równie związane ze Śródmieściem jak strefy płatnego parkowania.

Jan Himilsbach powiedział kiedyś, że picie wódki to wprowadzanie elementu baśniowego do rzeczywistości. Wprowadzanie owego elementu na ul. Piotrkowskiej zrobiło się ostatnio bardzo łatwe. A przyłożył się do tego Adami Smith. A właściwie jego ręka. Niewidzialna.

XVIII-wieczny klasyk liberalizmu gospodarczego sformułował powszechnie znaną zasadę, w myśl której rynek sam, za pomocą "niewidzialnej ręki" robi nam dobrze. Nie dlatego, że przedsiębiorcy są altruistami, co to, to nie. Po prostu wzajemna konkurencja zmusza ich do ciągłego podnoszenia standardów lub obniżania cen. A to przecież leży w interesie społecznym.

Mówiąc krótko - wódka staniała na Piotrkowskiej. Staniał tak, że trwa mordercza walka między lokalami o jak najtańszą pięćdziesiątkę. Jeszcze rok temu trudno było mi znaleźć klub, w którym za kieliszek elementu baśniowego w płynie płaciłem mniej niż 8 złotych. Dziś trudno znaleźć taki, który nie zszedłby poniżej 5 zł. A najczęściej 4 zł.

Wszystko zaczęło się od "Śledzika u Fabrykanta", który jako pierwszy zaproponował mieszkańcom Łodzi model warszawskich "Przekąsek i Zakąsek". I tanią wódkę. Zaraz zanim pojawiła się "Seta, Meta, Galareta". Później poszło jak z płatka. Powstawały kolejne knajpy z "Łodzianką" i "PRL-em" na czele. Ludność głosowała nogami i za równo w "Śledziku", jak i w "Mecie" trudno było dopchać się do baru.

Restauratorzy, którzy na Piotrkowskiej urzędują znacznie dłużej, - chcąc, nie chcąc - musieli obniżyć ceny. Restauracja "Ramzes" już z witryny informuje o obniżonej cenie alkoholi. "Quo Vadis" kusi promocjami i ceną 3,99 za kieliszek.

Nawet dwa nowe punkty na imprezowej mapie Piotrkowskiej - "Shoot me" i "Spinka" zaczynają z poziomu, o którym jeszcze kilkanaście miesięcy temu trudno było marzyć. Nie trzeba być profesorem ekonomii by zauważyć, że obniżenie cen sprowadziło na Piotrkowską dużo więcej ludzi.

Deptak żyje i ma się nieźle, o czym świadczą kolejne lokale, które powstają w miejsce zamkniętych. O ile Piotrkowska nie ma szans z Manufakturą w kategorii handel, o tyle w kategorii impreza bije ją na głowę. Piotrkowska ma szansę przetrwać kryzys nie dzięki sklepom tylko restauracjom, pubom i kawiarniom. I bardzo dobrze.

Bo, jak napisał Julian Tuwim, różnica między wielbłądem i człowiekiem jest taka, że wielbłąd może pracować przez tydzień nie pijąc a człowiek może przez tydzień pić nie pracując. Oczywiście zachowajmy w zabawie umiar.

A przy najbliższej okazji proponuję wznieść na Piotrkowskiej toast za Adama Smitha.

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 37 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    20 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład