Pogrzeb 11-letniego Mateusza, zamordowanego przez ojca
16.02.2012
, aktualizacja: 16.02.2012 14:07
Chłopiec spoczął w czwartek na cmentarzu przy ul. Szczecińskiej. Uroczystość była skromna. W ostatniej drodze Mateuszowi towarzyszyła głównie rodzina i sąsiedzi.
ZOBACZ TAKŻE
- Proces za próbę zabójstwa tasakiem pracownika MPK (02-02-12, 10:38)
- Miała długi, napadła z nożem na bank. Wyrok - dwa lata (27-01-12, 18:13)
- Są zarzuty dla 17-latka, sprawcy śmiertelnego wypadku (27-01-12, 12:01)
W czwartkowe przedpołudnie, przed kaplicą w części katolickiej, zebrało się kilkadziesiąt osób. Przyszli pożegnać Mateusza. Chłopiec został zmordowany blisko trzy tygodnie temu. Pogrzeb mógł odbyć się dopiero dziś, ponieważ dopiero kilka dni temu prokuratura zgodziła się na wydanie ciała. Wcześniej przeprowadzono sekcję zwłok. 11-latek został skatowany. Bezpośrednią przyczyną zgonu był ciosy nożem i siekierą.
Dramat, którego podłożem były konflikty rodzinne, rozegrał się 30 stycznia w domu przy ul. Wersalskiej. W nocy matka Mateusza, 30-letnia Agnieszka K. zauważyła, że jej partner, 37-letni Krzysztof P., wyjmuje tasak, nóż i siekierę. Między parą doszło do szarpaniny. Na pomoc przybiegła 41-letnia bratowa Agnieszki, Małgorzata K. Mężczyzna tasakiem uderzył w głowę kobietę, związał Agnieszkę K. i przeczytał jej list, w którym pisał m.in. o tym, że podejrzewa ją o zdradę. W końcu Krzysztof P. ruszył do pokoju dzieci - 11-letniego Mateusza i 5-letniej Antosi. Agnieszka K. wyswobodziła się i wybiegła z domu. Zatrzymała samochód, pojechała na stację benzynową i wezwała policję.
Gdy wróciła do domu, dzieci leżały na podłodze. Mateusz był ranny w głowę - mimo reanimacji zmarł. Antosia miała połamane nogi. Ojciec Mateusza odjechał na Widzew, do zakładu, w którym pracował. Tam się powiesił.
Dramat, którego podłożem były konflikty rodzinne, rozegrał się 30 stycznia w domu przy ul. Wersalskiej. W nocy matka Mateusza, 30-letnia Agnieszka K. zauważyła, że jej partner, 37-letni Krzysztof P., wyjmuje tasak, nóż i siekierę. Między parą doszło do szarpaniny. Na pomoc przybiegła 41-letnia bratowa Agnieszki, Małgorzata K. Mężczyzna tasakiem uderzył w głowę kobietę, związał Agnieszkę K. i przeczytał jej list, w którym pisał m.in. o tym, że podejrzewa ją o zdradę. W końcu Krzysztof P. ruszył do pokoju dzieci - 11-letniego Mateusza i 5-letniej Antosi. Agnieszka K. wyswobodziła się i wybiegła z domu. Zatrzymała samochód, pojechała na stację benzynową i wezwała policję.
Gdy wróciła do domu, dzieci leżały na podłodze. Mateusz był ranny w głowę - mimo reanimacji zmarł. Antosia miała połamane nogi. Ojciec Mateusza odjechał na Widzew, do zakładu, w którym pracował. Tam się powiesił.
- 9 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów




więcej zdjęć