40 tys. zł na pracownika, a oni nie chcą prywatyzacji
15.02.2012
, aktualizacja: 15.02.2012 19:23
Marek Cieślak próbował przekonać pracowników Zakładu Wodociągów i Kanalizacji do prywatyzacji firmy. Na spotkaniu było bardzo gorąco, bo załoga nie wierzy wiceprezydentowi. A ten proponuje pakiet socjalny, który może być wart nawet po 40 tys. zł na każdego pracownika
ZOBACZ TAKŻE
- PLL LOT idzie pod młotek. Wkrótce prywatyzacja (23-03-12, 17:14)
- Poseł z SLD 'dotarł' do projektu sprzed pół roku? Rząd: nic nie wiemy (06-03-12, 12:11)
- Polska nie wykorzysta szansy jak Grecja? Hausner na UŁ (02-03-12, 19:28)
- Co z prywatyzacją ZWiK? Sesja nadzwyczajna we wtorek (22-02-12, 11:02)
- "Sprzedawczyki!" Protesty na sesji rady miejskiej (22-02-12, 10:28)
- Dziś sesja rady miejskiej. Będzie gorąco! Sprawdź (22-02-12, 08:22)
- Siarka o strategicznym znaczeniu, czyli protest przeciw prywatyzacji Siarkopolu (20-02-12, 17:46)
- Berger chce od miejskiej spółki 20 tys. zł. Za mobbing (16-02-12, 15:10)
- Prywatyzacja miejskich spółek. Co lepsze dla Łodzi? (06-02-12, 08:00)
- Debata o prywatyzacji ZWiK. "Ceny wody pójdą w górę" (26-01-12, 15:45)
- Związkowcy ZWiK zebrali podpisy przeciw prywatyzacji (15-12-11, 15:21)
Na spotkanie w sprawie prywatyzacji ZWiK w siedzibie firmy przyszły tłumy pracowników. Poprosił o nie wiceprezydent Marek Cieślak, bo jego zdaniem związki zawodowe do tej pory odcinały załodze możliwość spotkania się z potencjalnymi inwestorami. - Warto, żeby wszyscy pracownicy mogli wyrazić swoje zdanie w tej sprawie - mówił Cieślak.
Mimo że na spotkanie zarezerwowano największą salę konferencyjną, i tak pękała w szwach. Chcąc przekonać do sprzedaży firmy, wiceprezydent postawił sobie wysoko poprzeczkę, bo zdecydowana większość zatrudnionych w ZWiK nie chce o tym nawet słyszeć.
Atmosfera była bardzo gorąca. Z sali padały pytania i zarzuty, z którymi Cieślakowi trudno było dyskutować. - Uważam, że chcecie złupić mieszkańców tego miasta - mówił jeden ze zgromadzonych.
- Pracuję tu od 25 lat i nigdy nie czułem się tak zagrożony - dodawał inny.
Oprócz pracowników firmy na spotkanie przyszły też inne osoby, które chętnie zabierały głos w dyskusji. Jeden z mężczyzn obrzucił wiceprezydenta obelgami, aż interweniował Włodzimierz Tomaszewski, prezes firmy.
- Gdzie był ten pan, kiedy rada miasta dyskutowała o wysokości taryf za wodę? Wtedy go nie było! - mówił podniesionym głosem wyraźnie zdenerwowany Tomaszewski.
Gorącą dyskusję poprzedziło wystąpienie przedstawiciela firmy Collect Consulting, która przygotowała na zlecenie magistratu analizę prywatyzacyjną firmy. Opowiadał on o warunkach, w jakich ewentualnie przyjdzie prywatyzować ZWiK, jakie są szanse i zagrożenia wynikające z tego procesu.
- Wszystkie umowy zawarte przed prywatyzacją będą ważne po przejęciu spółki przez inwestora i nie będzie można ich wypowiedzieć w sposób inny niż w trybie przewidzianym w umowie - mówił Mariusz Bryła z CC. Zapewniał też, że nie ma zagrożenia dla wysokości cen wody w mieście. - Po prywatyzacji miasto nie straci kontroli nad poziomem taryf. Jeśli nie zaakceptuje zmian proponowanych przez prywatnego właściciela, będą obowiązywały stawki z poprzedniego roku - tłumaczył Bryła.
Zdaniem analityka ZWiK można by sprzedać nawet za pół miliarda złotych. Wiceprezydent Cieślak proponował zatrudnionym pakiet akcji pracowniczych, które przy wysokiej wartości transakcji mogłyby być warte nawet 50 mln zł. Średnio na jednego pracownika przypadłoby wtedy około po 40 tys. zł. Załoga prywatyzacji nadal mówi "nie".
Mimo że na spotkanie zarezerwowano największą salę konferencyjną, i tak pękała w szwach. Chcąc przekonać do sprzedaży firmy, wiceprezydent postawił sobie wysoko poprzeczkę, bo zdecydowana większość zatrudnionych w ZWiK nie chce o tym nawet słyszeć.
Atmosfera była bardzo gorąca. Z sali padały pytania i zarzuty, z którymi Cieślakowi trudno było dyskutować. - Uważam, że chcecie złupić mieszkańców tego miasta - mówił jeden ze zgromadzonych.
- Pracuję tu od 25 lat i nigdy nie czułem się tak zagrożony - dodawał inny.
Oprócz pracowników firmy na spotkanie przyszły też inne osoby, które chętnie zabierały głos w dyskusji. Jeden z mężczyzn obrzucił wiceprezydenta obelgami, aż interweniował Włodzimierz Tomaszewski, prezes firmy.
- Gdzie był ten pan, kiedy rada miasta dyskutowała o wysokości taryf za wodę? Wtedy go nie było! - mówił podniesionym głosem wyraźnie zdenerwowany Tomaszewski.
Gorącą dyskusję poprzedziło wystąpienie przedstawiciela firmy Collect Consulting, która przygotowała na zlecenie magistratu analizę prywatyzacyjną firmy. Opowiadał on o warunkach, w jakich ewentualnie przyjdzie prywatyzować ZWiK, jakie są szanse i zagrożenia wynikające z tego procesu.
- Wszystkie umowy zawarte przed prywatyzacją będą ważne po przejęciu spółki przez inwestora i nie będzie można ich wypowiedzieć w sposób inny niż w trybie przewidzianym w umowie - mówił Mariusz Bryła z CC. Zapewniał też, że nie ma zagrożenia dla wysokości cen wody w mieście. - Po prywatyzacji miasto nie straci kontroli nad poziomem taryf. Jeśli nie zaakceptuje zmian proponowanych przez prywatnego właściciela, będą obowiązywały stawki z poprzedniego roku - tłumaczył Bryła.
Zdaniem analityka ZWiK można by sprzedać nawet za pół miliarda złotych. Wiceprezydent Cieślak proponował zatrudnionym pakiet akcji pracowniczych, które przy wysokiej wartości transakcji mogłyby być warte nawet 50 mln zł. Średnio na jednego pracownika przypadłoby wtedy około po 40 tys. zł. Załoga prywatyzacji nadal mówi "nie".
- 65 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy
-
a pakiet Tomaszewskiego ile wart ?
old_lodzer
15.02.12, 20:37
z iloma zeramy ?»
-
Magistrat łódzki. Korupcja.
paliwoda
16.02.12, 11:02
Te 40 tys. to ordynarna łapówka.To też próba przekupstwa dość dużej grupy ludzi. Tylko ciekaw jestem, z czyjej kieszeni będzie wypłacona?»
-
Po co prywatyzować cos co może na siebie zarabiać?
towarzystwoochronytrolli10
17.02.12, 19:05
No po co?»





więcej zdjęć