Internetowa "Akcja Zwierzak". Pomagają czy oszukują?
07.02.2012
, aktualizacja: 06.02.2012 19:47
W internetową "Akcję Zwierzak" od początku roku zaangażowało się ponad 1,7 tys. internautów. Organizatorzy akcji zbierają pieniądze na pomoc dla zwierząt z łódzkiego schroniska. Tylko dlaczego schronisko nic o tym nie wie?
"Akcja Zwierzak" rozpoczęła się na początku stycznia. - Potrzebne były zachęcająca strona internetowa, szczere chęci i sporo pracy - opisuje początki inicjatywy Artur, współtwórca portalu akcjazwierzak.pl. Nazwiska, wieku, tego, gdzie mieszka, co robi ani kim jest, nie podaje. Telefonu do siebie również nie zostawia. Rozmawiamy mailowo. - Oczywiście taka akcja nie wypromuje się sama. Trzeba zaangażować się w jej propagowanie, przede wszystkim w internecie, na przykład na Facebooku. Trzeba poświęcić temu kilka godzin tygodniowo - instruuje.
Co z tego ma? Na stronie Artur napisał: „Rozpoczęliśmy »Akcję Zwierzak « z miłości do czworonogów. My, czyli całkiem zwyczajni ludzie w wieku około 25 lat. Celem akcji jest zbieranie środków finansowych na rzecz poprawy warunków bytowych czworonożnych mieszkańców schronisk dla zwierząt”.
Na Facebooku akcję poparło prawie 1,8 tys. internautów. Organizatorzy gorąco zachęcają do wchodzenia jej stronę - tę portalową i tę domową - i klikania w reklamy. "Każde kliknięcie na wagę złota" - informują Artur i koledzy.
Zebrane przez organizatorów pieniądze co miesiąc mają być przekazywane na konta kolejnych schronisk dla zwierząt w całej Polsce. Te w styczniu - na rzecz schroniska w Łodzi.
Tylko Bogumiła Skowrońska, dyrektorka łódzkiego schroniska, o całej akcji nic nie wie. - Ktoś próbuje mnie wciągnąć w jakąś grę - mówi. - Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przez ponad miesiąc zbierać pieniądze na jakąś organizację za jej plecami. Moim zdaniem ta akcja to oszustwo - ocenia.
Organizatorzy akcji przyznają, że z dyrektorką schroniska nie skontaktowali się, bo nie pozwolił im na to natłok obowiązków. Kontakt z nimi jest utrudniony, bo nie szukają rozgłosu. Pozwolenia na prowadzenie akcji też nie zdobyli. - Nie potrzebowaliśmy go, ponieważ to nie jest zbiórka publiczna - pisze Artur. - Środki zbieramy poprzez emitowanie reklam sponsorów.
Dodaje, że w styczniu dzięki akcji jemu i jego kolegom udało się uzbierać 400 zł. Pieniądze mieli przekazać na konto schroniska do końca miesiąca, ale nie przekazali do dzisiaj. "Wpłata na konto schroniska trafi w ciągu 14-21 dni. Tyle trwa załatwienie wszystkich formalności" - informują na Facebooku.
Aspirant Radosław Gwis z wojewódzkiej policji uważa akcję za co najmniej dziwną. - Dlaczego nie ma imienia i nazwiska jej organizatora? - pyta. - Proszę zauważyć, że nigdzie na stronie nie pada informacja, że zebrane pieniądze zostaną przekazane danemu schronisku. Jest tylko napisane, że "zostaną przekazane na niesienie pomocy - zakup jedzenia, klatek, bud, smyczy". To nie to samo.
Mecenas Anna Szczepaniak: - Mogą być wątpliwości, czy ta akcja jest zgodna z prawem.
Jaki interes mogliby mieć organizatorzy w organizowaniu tego typu inicjatywy? - Ciekawy portal internetowy, mający w miesiącu kilkaset tysięcy odsłon, może przynieść właścicielowi zysk z reklam w wysokości kilku tysięcy złotych - mówi Błażej Marciniak, informatyk, właściciel Creative Services Group.
Artur zapewnia, że grupa działa uczciwie. "Naszym zamiarem jest wyłącznie pomoc zwierzakom, których los tak pokrzywdził, bez otrzymywania z tego jakichkolwiek profitów" - informuje.
Aspirant Gwis: - Ponieważ cała sytuacja jest niejasna, powinna zająć się nią prokuratura. Żeby tak się stało, ktoś musiałby złożyć zawiadomienie.
Co z tego ma? Na stronie Artur napisał: „Rozpoczęliśmy »Akcję Zwierzak « z miłości do czworonogów. My, czyli całkiem zwyczajni ludzie w wieku około 25 lat. Celem akcji jest zbieranie środków finansowych na rzecz poprawy warunków bytowych czworonożnych mieszkańców schronisk dla zwierząt”.
Na Facebooku akcję poparło prawie 1,8 tys. internautów. Organizatorzy gorąco zachęcają do wchodzenia jej stronę - tę portalową i tę domową - i klikania w reklamy. "Każde kliknięcie na wagę złota" - informują Artur i koledzy.
Zebrane przez organizatorów pieniądze co miesiąc mają być przekazywane na konta kolejnych schronisk dla zwierząt w całej Polsce. Te w styczniu - na rzecz schroniska w Łodzi.
Tylko Bogumiła Skowrońska, dyrektorka łódzkiego schroniska, o całej akcji nic nie wie. - Ktoś próbuje mnie wciągnąć w jakąś grę - mówi. - Nie wyobrażam sobie, że mogłabym przez ponad miesiąc zbierać pieniądze na jakąś organizację za jej plecami. Moim zdaniem ta akcja to oszustwo - ocenia.
Organizatorzy akcji przyznają, że z dyrektorką schroniska nie skontaktowali się, bo nie pozwolił im na to natłok obowiązków. Kontakt z nimi jest utrudniony, bo nie szukają rozgłosu. Pozwolenia na prowadzenie akcji też nie zdobyli. - Nie potrzebowaliśmy go, ponieważ to nie jest zbiórka publiczna - pisze Artur. - Środki zbieramy poprzez emitowanie reklam sponsorów.
Dodaje, że w styczniu dzięki akcji jemu i jego kolegom udało się uzbierać 400 zł. Pieniądze mieli przekazać na konto schroniska do końca miesiąca, ale nie przekazali do dzisiaj. "Wpłata na konto schroniska trafi w ciągu 14-21 dni. Tyle trwa załatwienie wszystkich formalności" - informują na Facebooku.
Aspirant Radosław Gwis z wojewódzkiej policji uważa akcję za co najmniej dziwną. - Dlaczego nie ma imienia i nazwiska jej organizatora? - pyta. - Proszę zauważyć, że nigdzie na stronie nie pada informacja, że zebrane pieniądze zostaną przekazane danemu schronisku. Jest tylko napisane, że "zostaną przekazane na niesienie pomocy - zakup jedzenia, klatek, bud, smyczy". To nie to samo.
Mecenas Anna Szczepaniak: - Mogą być wątpliwości, czy ta akcja jest zgodna z prawem.
Jaki interes mogliby mieć organizatorzy w organizowaniu tego typu inicjatywy? - Ciekawy portal internetowy, mający w miesiącu kilkaset tysięcy odsłon, może przynieść właścicielowi zysk z reklam w wysokości kilku tysięcy złotych - mówi Błażej Marciniak, informatyk, właściciel Creative Services Group.
Artur zapewnia, że grupa działa uczciwie. "Naszym zamiarem jest wyłącznie pomoc zwierzakom, których los tak pokrzywdził, bez otrzymywania z tego jakichkolwiek profitów" - informuje.
Aspirant Gwis: - Ponieważ cała sytuacja jest niejasna, powinna zająć się nią prokuratura. Żeby tak się stało, ktoś musiałby złożyć zawiadomienie.
- 7 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
3 głosy




