Gdzie jest biegun zimna? W Łodzi, w "Matce Polce"
06.02.2012
, aktualizacja: 06.02.2012 18:17
W zakładzie diagnostycznym, gdzie przyjmowane są ciężarne z wadami płodu, pacjentki poddawały się badaniom w czapkach, rękawiczkach i szalikach. Lekarze i pielęgniarki pod fartuchami ubrani byli na cebulkę
Na parterze w pawilonie ginekologicznym Instytutu CZMP granica ciepła przebiega przez środek. Część południowa jest bardzo dogrzana. Dla odmiany w części północnej - chłód. Uczucie zimna zwiększa się stopniowo, gdy poruszamy się w kierunku północnym, a następnie skręcamy na zachód. Po drodze spotykamy grubo ubranych pacjentów, którzy nie zdejmują kurtek, płaszczy i czapek, choć obok jest szatnia. Na końcu korytarza jest Zakład Diagnostyki i Profilaktyki Wad Wrodzonych. Tu naprawdę ziąb!
- Kiedy przyszliśmy po weekendzie do pracy, było 8 stopni. W toalecie zamarzła woda. Włączyliśmy dodatkowe grzejniki, ale niewiele to pomogło. Jak w takich warunkach mam przyjmować pacjentki? Z drugiej strony nie mogę odmówić, bo przyjechały spoza Łodzi - mówi prof. Maria Respondek-Liberska, kierowniczka zakładu. - Apeluję do producentów grzejników, aby nam pomogli.
Na korytarzu przemarznięte ciężarne z mężami. Jeden z nich chodzi nerwowo w kurtce, szaliku, rękawiczkach i czapce. Co jakiś czas zbliża ręce do promiennika umieszczonego nad drzwiami i mruczy pod nosem: pobieram ciepło, pobieram ciepło, a teraz przekazuję je żonie - biegnie do młodej kobiety opatulonej od stóp do głów i dotyka jej twarzy. Żona Iza dzielnie się trzyma: - Mam dodatkowe 10 kilo, które mnie grzeje - próbuje żartować.
Jedna z pielęgniarek uszczelnia ramy okien grubymi warstwami ligniny. - Wieje przez szpary, ziąb idzie od kartonowych płyt, bo pod nimi nie ma docieplenia - narzeka. - To jak tu może być ciepło?
Podobno to skrzydło budynku ma wadę techniczną ocieplenia. Tak stwierdził kierownik ds. technicznych szpitala.
Druga pielęgniarka pracuje w zimowych butach, pod fartuchem ma kilka warstw ubrań. - Rano ambitnie ubrałam się w mundurek, ale wytrzymałam tylko godzinę - mówi. - Jest tak zimno, że wolniej się myśli.
W gabinecie prof. Liberskiej młoda pacjentka szykuje się do usg. 25-letnia pani Katarzyna przyjechała na wizytę z Bydgoszczy. Podczas badań genetycznych w dziesiątym tygodniu ciąży położnik zauważył, że coś złego dzieje się z noskiem płodu. To bardzo ważne, aby ewentualną wadę wykryć jak najszybciej. Takie badania robi się właśnie w zakładzie kierowanym przez panią profesor. Przyjeżdżają tu pacjentki z całej Polski.
- Badanie jest bardzo dokładne, trwa ponad pół godziny. Tyle czasu pacjentka musi w tym zimnie wytrzymać z odkrytym brzuchem. Żeby poprawić komfort, podgrzewamy żel, którym smaruje się głowicę ultrasonografu. A grzejnik postawiliśmy tuż obok leżanki - mówi prof. Liberska.
Pani Katarzyna kładzie się na leżance w czapce, rękawiczkach i szaliku.
W pokoju obok na konsultacje czeka 41-letnia Katarzyna z Torunia. U jej malca w 25. tygodniu ciąży stwierdzono wadę serca. - Nie dość, że taki stres, to jeszcze ten ziąb. To coś nieprawdopodobnego - kobieta trzęsie się, choć jest w kurtce.
Wszyscy próbują się dogrzać gorącą herbatą. Ale nie można wypić jej za dużo, choć gorący kubek przyjemnie grzeje ręce. Toaleta nieczynna.
- Nie wiem, dlaczego tam jest tak zimno, bo nie znam szczegółów konstrukcyjnych gmachu - mówi dyrektor ICZMP profesor Przemysław Oszukowski. - O wymianie okien teraz nie może być mowy. Ani o dodatkowych grzejnikach, bo wysiądzie cała instalacja. Ale jest inne rozwiązanie: przeniesiemy zakład diagnostyki tam, gdzie jest ciepło. Nawet wiem gdzie - do gmachu pediatrii.
Profesor Liberska: - To absolutnie niemożliwe. Cała nasza baza danych komputerowych nie jest połączona z siecią szpitala. Nie moglibyśmy pracować.
- Kiedy przyszliśmy po weekendzie do pracy, było 8 stopni. W toalecie zamarzła woda. Włączyliśmy dodatkowe grzejniki, ale niewiele to pomogło. Jak w takich warunkach mam przyjmować pacjentki? Z drugiej strony nie mogę odmówić, bo przyjechały spoza Łodzi - mówi prof. Maria Respondek-Liberska, kierowniczka zakładu. - Apeluję do producentów grzejników, aby nam pomogli.
Na korytarzu przemarznięte ciężarne z mężami. Jeden z nich chodzi nerwowo w kurtce, szaliku, rękawiczkach i czapce. Co jakiś czas zbliża ręce do promiennika umieszczonego nad drzwiami i mruczy pod nosem: pobieram ciepło, pobieram ciepło, a teraz przekazuję je żonie - biegnie do młodej kobiety opatulonej od stóp do głów i dotyka jej twarzy. Żona Iza dzielnie się trzyma: - Mam dodatkowe 10 kilo, które mnie grzeje - próbuje żartować.
Jedna z pielęgniarek uszczelnia ramy okien grubymi warstwami ligniny. - Wieje przez szpary, ziąb idzie od kartonowych płyt, bo pod nimi nie ma docieplenia - narzeka. - To jak tu może być ciepło?
Podobno to skrzydło budynku ma wadę techniczną ocieplenia. Tak stwierdził kierownik ds. technicznych szpitala.
Druga pielęgniarka pracuje w zimowych butach, pod fartuchem ma kilka warstw ubrań. - Rano ambitnie ubrałam się w mundurek, ale wytrzymałam tylko godzinę - mówi. - Jest tak zimno, że wolniej się myśli.
W gabinecie prof. Liberskiej młoda pacjentka szykuje się do usg. 25-letnia pani Katarzyna przyjechała na wizytę z Bydgoszczy. Podczas badań genetycznych w dziesiątym tygodniu ciąży położnik zauważył, że coś złego dzieje się z noskiem płodu. To bardzo ważne, aby ewentualną wadę wykryć jak najszybciej. Takie badania robi się właśnie w zakładzie kierowanym przez panią profesor. Przyjeżdżają tu pacjentki z całej Polski.
- Badanie jest bardzo dokładne, trwa ponad pół godziny. Tyle czasu pacjentka musi w tym zimnie wytrzymać z odkrytym brzuchem. Żeby poprawić komfort, podgrzewamy żel, którym smaruje się głowicę ultrasonografu. A grzejnik postawiliśmy tuż obok leżanki - mówi prof. Liberska.
Pani Katarzyna kładzie się na leżance w czapce, rękawiczkach i szaliku.
W pokoju obok na konsultacje czeka 41-letnia Katarzyna z Torunia. U jej malca w 25. tygodniu ciąży stwierdzono wadę serca. - Nie dość, że taki stres, to jeszcze ten ziąb. To coś nieprawdopodobnego - kobieta trzęsie się, choć jest w kurtce.
Wszyscy próbują się dogrzać gorącą herbatą. Ale nie można wypić jej za dużo, choć gorący kubek przyjemnie grzeje ręce. Toaleta nieczynna.
- Nie wiem, dlaczego tam jest tak zimno, bo nie znam szczegółów konstrukcyjnych gmachu - mówi dyrektor ICZMP profesor Przemysław Oszukowski. - O wymianie okien teraz nie może być mowy. Ani o dodatkowych grzejnikach, bo wysiądzie cała instalacja. Ale jest inne rozwiązanie: przeniesiemy zakład diagnostyki tam, gdzie jest ciepło. Nawet wiem gdzie - do gmachu pediatrii.
Profesor Liberska: - To absolutnie niemożliwe. Cała nasza baza danych komputerowych nie jest połączona z siecią szpitala. Nie moglibyśmy pracować.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Gdzie jest biegun zimna? W Łodzi, w "Matce Polce"
mircool5
06.02.12, 20:23
Oczywiście zimno spowodowane jest wadami konstrukcyjnymi, a naprawić to mogą producenci grzejników. Relacje w Matce-Polce jak w całym kraju. Bezradna pani profesor próbuje coś uzyskać za »
-
Myślałem, że o nową metodę leczenia chodzi o.O
przekorny_lodzianin
07.02.12, 02:00
Ja pierdziu! Po przeczytaniu nagłówka, nad wyraz optymistycznie pomyślałem sobie, że to kolejna dobra wiadomość (obok wyremontowania Centrum Wysokich Napięć dla PŁ) odnośnie Łodzi i nauki. »
-
Gdzie jest biegun zimna? W Łodzi, w "Matce Polce"
terleo
07.02.12, 10:14
*Nie ma, jak u Mamy* - ciepły piec. . . V. Dynger von Mutti.»




więcej zdjęć