Pieniądze na kulturę rozdane według nowych zasad

Jędrzej Słodkowski
03.02.2012 , aktualizacja: 03.02.2012 20:24
A A A Drukuj
Koncert zespołu Balkanika w ramach  Targowa Street Film and Music Festival Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta Koncert zespołu Balkanika w ramach Targowa Street Film and Music Festival
3 lutego Wydział Kultury UMŁ po raz pierwszy przyznał dotacje na duże wydarzenia kulturalne według nowych zasad. To olbrzymi krok w stronę wyrugowania patologii z łódzkiego rynku festiwalowego.
Backstage na Fashion Week Poland w Łodzi
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Backstage na Fashion Week Poland w Łodzi
Festiwal Designu
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Festiwal Designu
Festiwal Designu
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Festiwal Designu
Najcięższa choroba tocząca największe łódzkie festiwale nazywała się "zakup usługi promocyjnej". Do tej pory działało to tak: biuro promocji kupowało u organizatora festiwalu "usługę promocyjną". Z pozoru to rozwiązanie ma dla organizatorów same wady. Organizator musi zapłacić VAT, a pieniądze otrzymuje wiele miesięcy po zakończeniu festiwalu. Umowy na dany rok podpisywano przeważnie wczesną wiosną. W efekcie organizator w czasie, kiedy powinien skupić się na przygotowaniu kolejnej edycji, musiał zarządzać długami po edycji poprzedniej.

System ten ma jednak istotną zaletę: z realizacji usługi promocyjnej nie trzeba się szczegółowo rozliczać. To oczywiście zaleta z punktu widzenia organizatora, bo interes miasta trudno w tej sytuacji uznać za zabezpieczony. Nie twierdzę, że organizatorzy festiwali są ludźmi nieuczciwymi i przekazane przez miasto pieniądze przepuszczają na niecne cele. Ale sytuacja, w której publiczne pieniądze wydawane są poza kontrolą, jest niezdrowa i nawet na najbardziej krystalicznego organizatora ściąga podejrzenia.

Kolejnym kuriozum "Łodzi festiwalowej" był dziwaczny podział kompetencji w magistracie: pieniądze na duże imprezy uznaniowo dawało biuro promocji ("usługa promocyjna" - jakby głównym zadaniem imprezy kulturalnej była promocja miasta?), mniejsze leżały w gestii wydziału kultury, który przydzielał dotacje w drodze konkursu. Skutek? Od lat w okolicach wiosennej równonocy mogliśmy obserwować ten sam gorączkowy taniec urzędników, radnych i organizatorów. "Promocja" nie kupiła usługi? Pomysłodawca festiwalu leciał szukać ratunku do "kultury", pisał listy protestacyjne, lobbował wśród zaprzyjaźnionych radnych, ci z kolei naciskali urzędników wyższego szczebla. Awantura kończyła się zazwyczaj nowym rozdziałem pieniędzy.

Rozstrzygnięty wczoraj konkurs został przeprowadzony zgodnie z nowymi zasadami przeforsowanymi przez odpowiedzialną za sprawy kultury wiceprezydent Agnieszkę Nowak i dyrektora wydziału kultury Jakuba Wiewiórskiego. Festiwale otrzymają dotację z wydziału kultury i będą musiały się z nich rozliczyć. Komisja konkursowa została poszerzona o ekspertów wyłonionych we wcześniejszym naborze ludzi kultury. Eksperci byli dobierani losowo do oceny konkretnych festiwali, a za pracę otrzymali wynagrodzenie.

Skończono też ze wrzucaniem wszystkich wniosków do jednego wora. Osobno wybierano festiwale muzyczne (z muzyką rozrywkową i poważną), filmowe, skupiające się wokół sztuk wizualnych czy interdyscyplinarne. Aż dziw bierze, że wcześniej reprezentanci kompletnie różnych dziedzin musieli ze sobą konkurować.

Wreszcie - kolejne novum - najwyżej ocenione festiwale organizowane przez instytucje z co najmniej trzyletnim doświadczeniem mogły liczyć na podpisanie z miastem trzyletniej umowy. Perspektywa dłuższej współpracy z pewnym partnerem, jakim jest magistrat, daje możliwość planowania imprez i pozyskiwania funduszy z dużym wyprzedzeniem. To powinno przełożyć się na rangę festiwalu (przyjazd dużych gwiazd trzeba rezerwować z wielomiesięcznym, często ponadrocznym wyprzedzeniem). Dziwi mnie, że niezbędny pułap 75 punktów przekroczyły tylko Targowa Street Film & Music Festival i Festiwal Kultury Chrześcijańskiej. Spodziewałem się, że podobną gwarancję uzyska Międzynarodowy Festiwal Komiksu i Gier czy Międzynarodowy Festiwal Producentów Muzycznych "Soundedit". Pierwszemu zabrakło ledwo 2,5 punktu, drugiemu - ponad 5,5.

Najbardziej w wynikach konkursu zastanawia mnie co innego. Spośród 50 wniosków, aż 22 odrzucono z powodu błędów formalnych. I to mimo że urzędnicy wydziału kultury i tak znacznie mniej rygorystycznie niż w ubiegłych latach podchodzili do problemu źle postawionej pieczątki czy przeoczonej parafki. Jak się dowiedziałem, "błąd formalny" aż w 20 wypadkach wziął się z błędów w rachowaniu, a w dwóch wypadkach ze złożenia oferty na zły konkurs. Organizatorzy wnioskowali o... zbył małą kwotę (poniżej 50 tys.). W świetle takich informacji obowiązkowa matematyka na maturze wydaje się naprawdę dobrym pomysłem.

Część festiwali jest jednak wciąż finansowana poprzez "zakup usługi promocyjnej". Zwiastun zmian już jest - biuro promocji planuje przeprowadzić podobny konkurs na imprezy związane z turystyką, np. Explorers Festival.

Jeśli tak się stanie, poza racjonalnym systemem dotacyjnym zostanie tylko garstka imprez, za to dużych, kosztownych i istotnych dla wizerunku miasta. Myślę przede wszystkim o Fashion Week czy Łódź Design. Co z tymi fantami zrobić? Dobrym rozwiązaniem byłby osobny konkurs dotacyjny na imprezy związane z przemysłami kreatywnymi, a więc właśnie modą czy designem. Taki pomysł forsuje radny Bartosz Domaszewicz. - Mam opinię biura prawnego UMŁ, według której taki konkurs jest realny - mówi Domaszewicz.

jedrzej.slodkowski@lodz.agora.pl

Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl



Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 41 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    5 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład