Strażnicy miejscy już wiedzą, jak przyskrzynić gada

Bartłomiej Dana
24.01.2012 , aktualizacja: 24.01.2012 20:37
A A A Drukuj
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami. Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.
- Zasada jest prosta - na jeden metr bieżący węża powinien przypadać jeden strażnik - mówił Włodzimierz Stanisławski, zastępca dyrektora ds. zwierząt, który we wtorek przeprowadził szkolenie dla strażników miejskich z rozpoznawania i łapania gadów
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.
Fot. Tomasz Stańczak / Agencja Gazeta
Strażnicy miejscy podczas szkolenia w łódzkim ogrodzie zoologicznym. Straznicy uczyli się jak postępowac z gadami.


Oprócz dziesięciu strażników miejskich z Konstantynowa i Ozorkowa, na szkolenie do łódzkiego ogrodu przyszło czterech członków Straży dla Zwierząt.

Stanisławski zajęcia zaczął z owiniętym wokół ręki pytonem. - To zwierzę jest w doskonałej kondycji. Gdyby było inaczej, przez skórę widać byłoby grzbiet. To dorosły osobnik, ma około 1,2 metra długości. Ocena długości węża, który często jest poskręcany, wije się, a czasem ucieka, wcale nie jest łatwa. Powinniście się tego nauczyć - mówił.

Żeby oswoić strażników z gadem, dyrektor puścił węża w obieg. Pyton wędrował z rąk do rąk strażników, którzy byli zaskoczeni, że zwierzę jest zimne i twarde. Później gad powędrował na kafelki. Stanisławski zademonstrował, jak złapać pełzającego węża. - Przede wszystkim - nie grajcie bohatera - informował. - Najpierw rozpoznajcie węża. Upewnijcie się, że jest niejadowity. W dziewięciu na dziesięć przypadków będzie musieli złapać najpopularniejszego krajowego węża, niegroźnego zaskrońca. Kiedy uznacie, że dacie mu radę, najlepiej złapcie go tuż za głową. Wtedy wąż nie ugryzie. Jeśli będzie duży, kilkumetrowy, nie próbujcie obezwładnić go samemu. Zasada jest prosta - na jeden metr bieżący węża powinien przypadać jeden strażnik.

Później dyrektor pokazał strażnikom narzędzia - haki i chwytaki, które ułatwiają łapanie gadów. Powiedział im też, dlaczego lepiej schować złapanego węża do wiadra, niż do płóciennego worka. - We wiadrze wąż nie jest niebezpieczny. Przez worek, mimo że gad nie widzi ofiary, może zaatakować. W jaki sposób? Węże mają zmysł, który pozwala im wyczuć różnice temperatury rzędu 0,003 st. Celsjusza. Przez materiał wyczuwają temperaturę ręki i przypuszczają atak - mówił.

Strażnicy miejscy z Ozorkowa i Konstantynowa jeszcze nie mieli do czynienia z wężami. - Tylko z legwanem zielonym - mówią konstantynowscy funkcjonariusze. - Wszedł na drzewo i musieliśmy go ściągać. Na szczęście było chłodno, a zwierzę ospałe. Nikomu nic się nie stało.

A mogło się stać. Stanisławski: - Kiedy legwan machnie ogonem, może wybić oko. Ma też zęby ostre jak żyletki. Taka rana po ugryzieniu będzie się długo goić.

To nie pierwsze szkolenie dyrektora. Podobne prowadzi od dziesięciu lat. Z tą różnicą, że do tej pory szkolił strażaków. - W ubiegłym roku, po wypadku z zaskrońcem i opisaniem całej historii w prasie, po raz pierwszy zgłosili się do mnie łódzcy strażnicy miejscy. I poprosili, żebym ich nauczył, jak rozpoznawać i chwytać węże - opowiada.

Przypomnijmy. W sierpniu dyżurny straży miejskiej w Łodzi odebrał zgłoszenie o wężu, który pełzał po jednym z łódzkich placów zabaw. Na miejsce pojechało dwóch strażników. Funkcjonariusze węża znaleźli, ale przestraszyli się zwierzęcia. Zamiast go złapać, postanowili wezwać herpetologów z ogrodu zoologicznego. Kiedy to robili, wąż im uciekł. Nie wiedzieli, że wpełznął do silnika auta. Kiedy strażnicy uruchomili samochód, wąż został rozszarpany. Pracownicy ogrodu, którzy przyjechali na miejsce, rozpoznali zwierzę. Wężem okazał się zaskroniec, niegroźny gatunek fauny krajowej, zwierzę chronione. Gdyby strażnicy to wiedzieli, mogliby spróbować go złapać. A i historia węża zakończyłaby się inaczej...

Po zajęciach praktycznych w wiwarium, wszyscy strażnicy poszli na wykład ze znajomości rodzimych gadów..



<p class="txt_upl">Czy uważasz, że takie szkolenie potrzebne jest właśnie łódzkim strażnikom? <b> Napisz do nas na: <a class="a1"href="http://lodz.gazeta.pl/lodz/0,112432,9124146.html">listy@lodz.agora.pl</a></b></p>

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    3 głosy

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład