Dowód zamiast pistoletu. Jak banki pilnują naszej kasy?
- Telefon do niedosłyszącej. Nie potwierdza? Koniec konta (23-02-12, 11:00)
- Monika Kuszyńska na urodzinach. Komu śpiewała 100 lat? (22-02-12, 17:20)
- Pierwsze w Polsce Centrum Informacji o Euro. W Łodzi (07-02-12, 14:21)
- Pani elektryk remontuje łódzkie hospicjum. Za darmo (26-12-11, 13:00)
- Masz problem? Zadzwoń do "Gazety". Dziennikarz czeka (22-12-11, 09:44)
- Ubieramy choinkę. W tym roku dla fundacji Dom w Łodzi (06-12-11, 09:00)
- Napadł na bank. Policji tłumaczył, że tylko żartował (03-11-11, 12:55)
- Fałszywy bankomat na Radogoszczu. A bank nie reaguje (19-10-11, 09:00)
- Wpłaciła kaucję za wynajem, a oszustka.. zmieniła zamki (26-09-11, 19:00)
- Newsweek: Najlepsze banki detaliczne pochodzą z Łodzi (26-09-11, 11:35)
Fundacja strzeże tych pieniędzy jak oka w głowie. Po pierwsze dlatego, że musi się rozliczać ze wszystkiego, co robi. Poza tym pieniądze mają być przeznaczone na ratowanie dzieci i ich rodzin, a nie na przykład zabawki albo rozrywki rodziców.
- Kiedyś mama chorego dziecka chciała, żebyśmy jej wypłacili kilka tysięcy złotych, bo potrzebuje na wycieczkę do Egiptu - mówi Tisa Żawrocka, szefowa fundacji. - Popukaliśmy się głowę i oczywiście odesłaliśmy ją.
Żeby uniknąć takich sytuacji, Gajusz nie pozwala podopiecznym i ich rodzicom korzystać ze swoich subkont na własną rękę.
- Za każdym razem, kiedy potrzebne są pieniądze, dajemy podopiecznym czek. Musi być podpisany przeze mnie i dorosłą osobę z rodziny potrzebującej pomocy. W banku mają wzory naszych podpisów i powinni je sprawdzać. Dodatkowo wymagamy od rodziców oświadczenia, na co pieniądze będą przeznaczone.
Mimo zabezpieczeń z konta Gajusza znikło 10 tys. zł. Wypłatę zrealizowano w łódzkiej siedzibie banku przy ul. Piotrkowskiej.
Żawrocka: - Dowiedzieliśmy się o tym przypadkiem, kiedy przyszły do nas wyciągi z konta.
Bank dał pieniądze jednemu z rodziców. - Nie dostał od nas czeku, więc wypłatę musiał zrealizować na dowód osobisty - denerwuje się szefowa Gajusza. - Skąd mam wiedzieć, czy nie jest teraz w Egipcie?
Bank przyznaje, że jego pracownik popełnił błąd. - Sprawę niezwłocznie wyjaśniliśmy. Pieniądze jutro powinny wrócić na konto fundacji - tłumaczy Wojciech Sury, rzecznik prasowy Getin Banku.
Na szczęście okazało się, że rodzic, który wypłacił pieniądze, nigdzie z nimi nie uciekł. W fundacji tłumaczył się, że nie wiedział, że nie wolno mu robić takich rzeczy, i obiecał, że odda wszystko co do złotówki.
- Ale problem jest - denerwuje się Żawrocka. - Dlaczego bank wypłacił mu te pieniądze bez wymaganych zabezpieczeń? A co jeśli trafilibyśmy na prawdziwego oszusta, który wyczyściłby konto chorego dziecka? Niektórzy nasi podopieczni mają odłożone w banku nawet po 100 tys. zł.
Bank uważa, że problemu nie ma, bo pieniądze nie zginęły. Tłumaczy, że nawet gdyby, to fundacja na tym by nie straciła. - Jeżeli sprawa niewłaściwej wypłaty pieniędzy wynikała z błędu pracownika, to bank gwarantuje zwrot - zapewnia rzecznik i zarzeka się, że takie sytuacje zdarzają im się niezmiernie rzadko.
Co innego mówią w fundacji. Żawrocka dodaje, że nie robiłaby rabanu, gdyby nie to, że z bankiem już wcześniej fundacja miała problemy. - Dałam naszej pracownicy upoważnienie do jednego z naszych kont, a bank pozwolił korzystać jej z kilku. Dobrze, że pracuję z uczciwymi ludźmi. Innym razem, kiedy ubiegaliśmy się o unijne fundusze, potrzebowaliśmy pisma z banku. Do dziś go nie dostaliśmy. Ale teraz opadły nam ręce. Myślałam, że to bank ma pilnować naszych pieniędzy. Jak to możliwe, że się pomyliłam?
Dla bankowców wypłacenie pieniędzy w kasie osobie nieuprawnionej jest karygodnym błędem. Tego typu sytuacje na szczęście należą do rzadkości. - To nie jest powszechny problem w bankach. Nie przypominam sobie, żeby w ostatnim czasie trafiła do nas podobna sprawa - opowiada Katarzyna Mazurkiewicz z Komisji Nadzoru Finansowego, która sprawuje nadzór nad rynkiem finansowym w Polsce.
KOMENTARZ Michała Frąka
Bank zawsze kojarzył mi się z instytucją, w której wszystko musi się zgadzać. Wpłaty muszą być równe wypłatom. Co do złotówki. Tymczasem zginęło 10 tys. zł i okazuje się, że nie ma problemu: przecież pieniądze wrócą na konto fundacji. Niefrasobliwy rodzic dowiedział się, że bez odpowiedniej zgody nie wolno ich wypłacać. Tylko czy na pewno to on powinien o tym pamiętać? Skoro banki na nas zarabiają, w zamian powinny oferować bezpieczeństwo zgromadzonych oszczędności. Problemu nie byłoby nawet wtedy, gdyby rodzic pieniędzy nie oddał: bank zapewnia, że pokryłby stratę. Ale zawsze kiedy pieniądze mają się wziąć z niczego, warto zastanowić się nad tym, kto zapłaci. Prezes? Nie sądzę. Zarząd? Raczej nie. Pracownik? Najprędzej. A gdyby szkoda była tak duża, że pracownik nie byłby w stanie jej pokryć? Gdzie bank szukałby zaginionych złotówek? Nie jestem bankowcem, ale mam kilka tropów. I wszystkie prowadzą do naszych bankowych wyciągów.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 12 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
-
Dowód zamiast pistoletu. Jak banki pilnują nasz...
terleo
22.12.11, 07:39
Lepszy dow. osob. niż kałachy. W Italii banków strzegą karabinieri, a wciąż im wycieka. V. Dynger von Gewehr.»
-
Dowód zamiast pistoletu. Jak banki pilnują nasz...
mazi.maziasty
22.12.11, 09:27
Kolejny po PKO BP bank, który powinno omijać się szerokim łukiem. Getin Bank nie gwarantuje bezpieczeństwa waszym pieniądzom»
-
Dowód zamiast pistoletu. Jak banki pilnują nasz...
p.przytuski
22.12.11, 12:39
A dlaczego fundacje i stowarzyszenia doplacaja do hospicjow setki tysiecy zlotych? Bo NFZ nie placi, albo wcale, albo b mało. Ubezpieczone dzieci - rodzice placili ZUS - sa traktowani jak »




