Seks tylko na odpowiedzialność dyrektorów gimnazjów
19.12.2011
, aktualizacja: 18.12.2011 18:05
Lekcje o seksie. Wydział edukacji niby chce się czegoś o nich dowiedzieć, ale tak naprawdę szuka podkładki na wypadek awantury. W razie czego winne będą szkoły
ZOBACZ TAKŻE
- Gimnazjalisto! Jesteś dobry w informatyce? Sprawdź się (02-01-12, 08:00)
- Tylko u nas: Znamy szczegóły nowej rekrutacji do liceów (24-12-11, 08:00)
- O seksie warto rozmawiać z dzieciakami. A nawet trzeba (18-11-11, 08:00)
- Seks rozgrzał radnych. W szkołach będą nowe lekcje! (16-11-11, 23:05)
- Dziś sesja rady miejskiej. O budżecie, psach i seksie (16-11-11, 09:04)
- Uchwalą seks w szkole? Jest duża szansa (09-11-11, 07:00)
Na jednej z ostatnich sesji radni zgodzili się finansować z miejskiego budżetu edukację seksualną w szkołach. To ewenement w skali kraju, bo normalnie takich lekcji nie ma, a jeśli są - płacą rodzice.
W przyszłym roku miasto da na to 36 tys. zł. Wystarczy na 10-godzinny kurs w 20 gimnazjach, przeszkolenie prowadzących zajęcia i punkt konsultacyjny dla uczniów ze szkół nieobjętych programem.
Lekcje poprowadzi ten, kto wygra przetarg, ale bardzo prawdopodobne, że będzie to fundacja Jaskółka. Jej edukatorki - Ania Jurek i Ola Dulas - już od września rozmawiają o seksie z uczniami kilku gimnazjów pilotażowo (z błogosławieństwem wydziału zdrowia Urzędu Miasta Łodzi) i zbierają świetne recenzje. W Łodzi właściwie nie mają konkurencji.
Pierwsze lekcje planowane są wiosną, ale już teraz zainteresował się nimi inny miejski wydział - edukacji. Jego szefowa Małgorzata Zwolińska wysłała do pilotażowych gimnazjów list, w którym prosi dyrektorów o opinie o tych zajęciach i szczegółowe informacje, zwłaszcza o "sposobie i trybie informowania rodziców oraz wyrażania przez nich zgody, programie zajęć i zakresie przekazywanych uczniom treści, kwalifikacji osób prowadzących, opinii uczniów i nauczycieli." Na koniec Zwolińska pyta dyrektorów, czy "Pani/Pana zdaniem zajęcia te są ciekawe i prowadzone w sposób godny polecenia".
Na pierwszy rzut oka list jak list. Wydział edukacji odliczając dni do szkolnego eksperymentu chce się do niego jak najlepiej przygotować. Co w tym dziwnego? A jednak coś.
Dlaczego urząd zadaje te wszystkie pytania dyrektorom szkół? Dlaczego urzędnicy sami nie pójdą na taką lekcję? Dlaczego sami nie porozmawiają z edukatorkami, nauczycielkami i uczniami? Dlaczego zamiast najkrótszą drogą do informacji podróżują objazdem?
Czy nie dlatego, że zamiast odpowiedzi ważniejsi są adresaci pytań? I żeby odpowiedzi - koniecznie - były na piśmie?
Łatwo je sobie wyobrazić. Nie spodziewam się - i szefostwo wydziału pewnie też nie - że któryś z dyrektorów napisze: uczniowie oglądają na lekcjach erotyki, rodzice o niczym nie wiedzą, a edukatorki co prawda studiowały mechatronikę na politechnice, ale bardzo lubią seks i dlatego do prowadzenia takich lekcji świetnie się nadają. W odpowiedzi przeczytamy raczej, że "bardzo nam się zajęcia z wiedzy o seksualności człowieka podobają i bardzo je wszystkim polecamy". Kropka.
W domach seks jest tematem tabu. Rodzice z dziećmi o nim nie rozmawiają. Aż 65 proc. matek i ojców nie porusza kwestii pierwszego razu, 70 proc. nastolatków nie słyszało w domu niczego na temat AIDS. Powszechne jest za to straszenie dziewczyn niechcianą ciążą, komentarze w stylu: "Szanuj się!" czy "Co? Biegają pieski za suczką".
Mówi o tym ostatni ogólnopolski raport edukatorów seksualnych z grupy Ponton. Ola Dulas z łódzkiej Jaskółki potwierdza: - Uczniowie pytają, czy masturbacja to grzech, bo tak mówi pani od religii. Czy homoseksualizm można sobie wybrać? Ale najgorzej jest z antykoncepcją. Gimnazjaliści nie wiedzą o niej prawie nic. Niektóre dziewczyny za chwilę rozpoczną życie seksualne i nie mają kogo zapytać o podstawowe kwestie związane z bezpieczeństwem i konsekwencjami. Wskakują na głęboką wodę bez koła ratunkowego.
Takim kołem - nie jedynym - mogą być takie lekcje. Rozmowa o antykoncepcji, chorobach przenoszonych drogą płciową, mniejszościach seksualnych i dojrzewaniu. Wiedza wolna od stereotypów i światopoglądu nauczyciela.
W liście wydziału edukacji tę nadzieję wyczytać trudno. Wyraźniej bije z niego lęk przed niezadowoleniem tych, którzy z różnych powodów takich lekcji w szkołach nie chcą, i asekuracyjna próba zrzucenia odpowiedzialności na dyrektorów szkół. Szkoda.
- 15 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
27 głosów
-
Seks tylko na odpowiedzialność dyrektorów gimna...
terleo
19.12.11, 09:35
Czy przyzwolenie nań będzie jednorazowe, czy wielokrotnego użytku? V. Dynger von Sex.»
-
Seks tylko na odpowiedzialność dyrektorów gimna...
fabryka_cnoty
19.12.11, 10:08
A religia tylko na odpowiedzialność biskupów i za ich pieniądze.»




