Pies zaprowadził strażników do ledwo żywego przyjaciela
16.12.2011
, aktualizacja: 16.12.2011 13:03
Najpierw strażnicy zauważyli mocno wychudzonego psa. Wilczur zaprowadził ich do innego, rannego, wygłodzonego i wycieńczonego zwierzaka. Okazało się, że dwa dni wcześniej pies został potrącony przez samochód. Ani okoliczni mieszkańcy, ani władze gminy nie uważały za stosowne pomóc zwierzakowi
ZOBACZ TAKŻE
- 75-latek znęcał się nad psem. Bił murarskim młotkiem (15-01-12, 12:45)
- Czarek, Niunia, Kret. Niesamowite historie trzech psów (28-12-11, 11:56)
- Za palenie śmieciami w piecu mandat - nawet 500 zł (14-12-11, 09:00)
- Straż miejska ma nowy posterunek. Na Żubardzkiej (11-12-11, 20:27)
- Ostra walka na noże o miejsca parkingowe w Łodzi (30-11-11, 20:00)
Łódzcy strażnicy wracali ze szkolenia w Kołobrzegu. Przejeżdżali przez miejscowość Anastazewo w województwie wielkopolskim.
Przy drodze zauważyli dziwnie zachowującego się psa. Zatrzymali samochód i wysiedli. Pies wyraźnie chciał ich zaprowadzić w jakieś miejsce.
- Podążaliśmy za psem i przejściu paru metrów ukazał nam się niesamowity widok. W rowie leżał dużych rozmiarów cierpiący pies. Okazało się, że pies, który nas do niego doprowadził był jednocześnie opiekunem poturbowanego psiaka. Przytulał się do niego i chronił swoim ciałem przed panujących w lesie chłodem i wiatrem. W trosce o swojego przyjaciela wyszedł naprzeciw ludziom szukając pomocy - opowiadają strażnicy.
Psy były bardzo wygłodzone i wycieńczone. Jeden z nich nie mógł się wydostać o własnych siłach z rowu przewracając się na grzbiet. Widać było, że jest ofiarą wypadku samochodowego. Miał widoczne problemy z poruszaniem się i utrzymaniem równowagi.
- Wycieńczonemu straszliwym bólem przedniej łapy psu doskwierał także ogromny głód, o czym mogliśmy przekonać się przy próbie podania psu otworzonej na biegu konserwy wraz z chlebem. Po nakarmieniu obu psów podjęliśmy próbę uzyskania jakiejkolwiek informacji odnośnie psów w położonych w pobliżu lasu domostwach - dodają strażnicy.
Funkcjonariusze z Łodzi dowiedzieli się, że jeden z psów był potrącony dwa dni wcześniej przez samochód, i od tego dnia leżał razem ze swoim psem-przyjacielem w lesie.
- Na pytanie, dlaczego nikt nie ratuje tego psiaka, uzyskaliśmy odpowiedź, że gmina nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem, a mieszkańcy są bezradni. Pytano nas, czy ten pies jeszcze żyje - relacjonują strażnicy.
Strażnicy natychmiast pojechali do pani sołtys Anastazewa, informując ją o całości zdarzenia i bierności ludzkiej, jaką okazali mieszkańcy. Jednocześnie powiadomili tamtejszą straż pożarną i policję.
- Służby nie wykazały specjalnej troski o poturbowane zwierzę i nie pojawiły się w miejscu wypadku. Od jednego z mieszkańców uzyskaliśmy telefon do weterynarza, który przyjechał z sąsiedniej wsi - wspominają strażnicy.
- Wspólnie z weterynarzem, który zadeklarował pomoc psu zupełnie bezpłatnie, opatrzyliśmy pieska. Weterynarz zaaplikował psu zastrzyki przeciwbólowe oraz zabandażował mu łapę. Drugi pies na krok nie odstępował obolałego i wyjącego z bólu przyjaciela. Pocieszającym okazał się fakt, że pies nie ma złamanego kręgosłupa tylko jest mocno potłuczony - dodają.
Jeden z młodych ludzi, mieszkaniec Anastazewa, pan Piotr, zobowiązał się zająć dwoma pieskami, które po nakarmieniu i opatrzeniu zostały na noc w lesie.
- Rano następnego dnia pan Piotr, powiadomił nas, że poturbowany pies dochodzi do siebie i podejmuje samodzielnie próbę chodzenia lekko kulejąc. Ukojeniem dla nas była wiadomość telefoniczna od Pana Piotra, że wspólnie ze swoją dziewczyną Żanetą postanowili, że zaopiekują się dochodzącymi do zdrowia psiakami i zabrali je do swojego mieszkania. Po kilku dniach zostaliśmy poinformowani, że psiaki czują się doskonale, mimo przejść zachowały pogodę ducha, są wspaniałe i zadomowiły się już u swoich nowych właścicieli na zawsze - kończą swą opowieść strażnicy.
Przy drodze zauważyli dziwnie zachowującego się psa. Zatrzymali samochód i wysiedli. Pies wyraźnie chciał ich zaprowadzić w jakieś miejsce.
- Podążaliśmy za psem i przejściu paru metrów ukazał nam się niesamowity widok. W rowie leżał dużych rozmiarów cierpiący pies. Okazało się, że pies, który nas do niego doprowadził był jednocześnie opiekunem poturbowanego psiaka. Przytulał się do niego i chronił swoim ciałem przed panujących w lesie chłodem i wiatrem. W trosce o swojego przyjaciela wyszedł naprzeciw ludziom szukając pomocy - opowiadają strażnicy.
Psy były bardzo wygłodzone i wycieńczone. Jeden z nich nie mógł się wydostać o własnych siłach z rowu przewracając się na grzbiet. Widać było, że jest ofiarą wypadku samochodowego. Miał widoczne problemy z poruszaniem się i utrzymaniem równowagi.
- Wycieńczonemu straszliwym bólem przedniej łapy psu doskwierał także ogromny głód, o czym mogliśmy przekonać się przy próbie podania psu otworzonej na biegu konserwy wraz z chlebem. Po nakarmieniu obu psów podjęliśmy próbę uzyskania jakiejkolwiek informacji odnośnie psów w położonych w pobliżu lasu domostwach - dodają strażnicy.
Funkcjonariusze z Łodzi dowiedzieli się, że jeden z psów był potrącony dwa dni wcześniej przez samochód, i od tego dnia leżał razem ze swoim psem-przyjacielem w lesie.
- Na pytanie, dlaczego nikt nie ratuje tego psiaka, uzyskaliśmy odpowiedź, że gmina nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem, a mieszkańcy są bezradni. Pytano nas, czy ten pies jeszcze żyje - relacjonują strażnicy.
Strażnicy natychmiast pojechali do pani sołtys Anastazewa, informując ją o całości zdarzenia i bierności ludzkiej, jaką okazali mieszkańcy. Jednocześnie powiadomili tamtejszą straż pożarną i policję.
- Służby nie wykazały specjalnej troski o poturbowane zwierzę i nie pojawiły się w miejscu wypadku. Od jednego z mieszkańców uzyskaliśmy telefon do weterynarza, który przyjechał z sąsiedniej wsi - wspominają strażnicy.
- Wspólnie z weterynarzem, który zadeklarował pomoc psu zupełnie bezpłatnie, opatrzyliśmy pieska. Weterynarz zaaplikował psu zastrzyki przeciwbólowe oraz zabandażował mu łapę. Drugi pies na krok nie odstępował obolałego i wyjącego z bólu przyjaciela. Pocieszającym okazał się fakt, że pies nie ma złamanego kręgosłupa tylko jest mocno potłuczony - dodają.
Jeden z młodych ludzi, mieszkaniec Anastazewa, pan Piotr, zobowiązał się zająć dwoma pieskami, które po nakarmieniu i opatrzeniu zostały na noc w lesie.
- Rano następnego dnia pan Piotr, powiadomił nas, że poturbowany pies dochodzi do siebie i podejmuje samodzielnie próbę chodzenia lekko kulejąc. Ukojeniem dla nas była wiadomość telefoniczna od Pana Piotra, że wspólnie ze swoją dziewczyną Żanetą postanowili, że zaopiekują się dochodzącymi do zdrowia psiakami i zabrali je do swojego mieszkania. Po kilku dniach zostaliśmy poinformowani, że psiaki czują się doskonale, mimo przejść zachowały pogodę ducha, są wspaniałe i zadomowiły się już u swoich nowych właścicieli na zawsze - kończą swą opowieść strażnicy.
- 108 komentarzy
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
150 głosów
-
Pies zaprowadził strażników do ledwo żywego prz...
widzewiak4ever
16.12.11, 13:13
Wiadomo, że lepiej się sprzedaje news typu "zabił"" zamordował i zjadł przyjaciela" "Doda bez majtek"... Można podawać takie wiadomości? można...»
-
Pies zaprowadził strażników do ledwo żywego prz...
nonstopcolor
16.12.11, 14:44
I takie historie rozgrzewaja serce, brawo!»
-
Ludzie powinni uczyć się od zwierząt
marryinc
21.12.11, 21:53
A strażnikom i panu Piotrowi z jego dziewczyną chciałabym za pośrednictwem Gazety ogromnie podziękować! Ile takich historii nie kończy się happy endem? Do mieszkańców wsi i kierowcy, który »
Najczęściej czytane24 htydzień






