Pies zaprowadził strażników do ledwo żywego przyjaciela

rd
16.12.2011 , aktualizacja: 16.12.2011 13:03
A A A Drukuj
uratowane psy mat. straży miejskiej uratowane psy
Najpierw strażnicy zauważyli mocno wychudzonego psa. Wilczur zaprowadził ich do innego, rannego, wygłodzonego i wycieńczonego zwierzaka. Okazało się, że dwa dni wcześniej pies został potrącony przez samochód. Ani okoliczni mieszkańcy, ani władze gminy nie uważały za stosowne pomóc zwierzakowi
Uratowany pies
Fot. Straż Miejska Łódź
Uratowany pies
Łódzcy strażnicy wracali ze szkolenia w Kołobrzegu. Przejeżdżali przez miejscowość Anastazewo w województwie wielkopolskim.

Przy drodze zauważyli dziwnie zachowującego się psa. Zatrzymali samochód i wysiedli. Pies wyraźnie chciał ich zaprowadzić w jakieś miejsce.

- Podążaliśmy za psem i przejściu paru metrów ukazał nam się niesamowity widok. W rowie leżał dużych rozmiarów cierpiący pies. Okazało się, że pies, który nas do niego doprowadził był jednocześnie opiekunem poturbowanego psiaka. Przytulał się do niego i chronił swoim ciałem przed panujących w lesie chłodem i wiatrem. W trosce o swojego przyjaciela wyszedł naprzeciw ludziom szukając pomocy - opowiadają strażnicy.

Psy były bardzo wygłodzone i wycieńczone. Jeden z nich nie mógł się wydostać o własnych siłach z rowu przewracając się na grzbiet. Widać było, że jest ofiarą wypadku samochodowego. Miał widoczne problemy z poruszaniem się i utrzymaniem równowagi.

- Wycieńczonemu straszliwym bólem przedniej łapy psu doskwierał także ogromny głód, o czym mogliśmy przekonać się przy próbie podania psu otworzonej na biegu konserwy wraz z chlebem. Po nakarmieniu obu psów podjęliśmy próbę uzyskania jakiejkolwiek informacji odnośnie psów w położonych w pobliżu lasu domostwach - dodają strażnicy.

Funkcjonariusze z Łodzi dowiedzieli się, że jeden z psów był potrącony dwa dni wcześniej przez samochód, i od tego dnia leżał razem ze swoim psem-przyjacielem w lesie.

- Na pytanie, dlaczego nikt nie ratuje tego psiaka, uzyskaliśmy odpowiedź, że gmina nie ma podpisanej umowy ze schroniskiem, a mieszkańcy są bezradni. Pytano nas, czy ten pies jeszcze żyje - relacjonują strażnicy.

Strażnicy natychmiast pojechali do pani sołtys Anastazewa, informując ją o całości zdarzenia i bierności ludzkiej, jaką okazali mieszkańcy. Jednocześnie powiadomili tamtejszą straż pożarną i policję.

- Służby nie wykazały specjalnej troski o poturbowane zwierzę i nie pojawiły się w miejscu wypadku. Od jednego z mieszkańców uzyskaliśmy telefon do weterynarza, który przyjechał z sąsiedniej wsi - wspominają strażnicy.

- Wspólnie z weterynarzem, który zadeklarował pomoc psu zupełnie bezpłatnie, opatrzyliśmy pieska. Weterynarz zaaplikował psu zastrzyki przeciwbólowe oraz zabandażował mu łapę. Drugi pies na krok nie odstępował obolałego i wyjącego z bólu przyjaciela. Pocieszającym okazał się fakt, że pies nie ma złamanego kręgosłupa tylko jest mocno potłuczony - dodają.

Jeden z młodych ludzi, mieszkaniec Anastazewa, pan Piotr, zobowiązał się zająć dwoma pieskami, które po nakarmieniu i opatrzeniu zostały na noc w lesie.

- Rano następnego dnia pan Piotr, powiadomił nas, że poturbowany pies dochodzi do siebie i podejmuje samodzielnie próbę chodzenia lekko kulejąc. Ukojeniem dla nas była wiadomość telefoniczna od Pana Piotra, że wspólnie ze swoją dziewczyną Żanetą postanowili, że zaopiekują się dochodzącymi do zdrowia psiakami i zabrali je do swojego mieszkania. Po kilku dniach zostaliśmy poinformowani, że psiaki czują się doskonale, mimo przejść zachowały pogodę ducha, są wspaniałe i zadomowiły się już u swoich nowych właścicieli na zawsze - kończą swą opowieść strażnicy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • 108 komentarzy
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    150 głosów