Za palenie śmieciami w piecu mandat - nawet 500 zł
14.12.2011
, aktualizacja: 14.12.2011 12:37
Smród, gryzący dym, obawa o własne zdrowie. Od kilku lat mieszkańcy łódzkiego Marysina skarżą się na uciążliwe sąsiedztwa serwisu samochodowego przy ul. Astrów. Twierdzą, że właściciel ogrzewa budynek, paląc opony, śmieci i stare okna. I nie mogą znaleźć pomocy
ZOBACZ TAKŻE
- Sami sprzątają swoje osiedle. W trzy godziny - tysiąc worków (18-04-12, 09:00)
- Nawóz z ubojni wylał na pole. Szczątki zwierząt i krew (19-03-12, 17:10)
- W Krakowie straż ściga palaczy śmieci. W Łodzi nie może (24-01-12, 08:00)
- To żołnierz strzelał do auta, ale nie wiadomo który (26-12-11, 22:00)
- Pies zaprowadził strażników do ledwo żywego przyjaciela (16-12-11, 13:03)
- Strych - mieszkanie młodych. Wynajmij poddasze w Łodzi (14-12-11, 12:39)
- Pożar - spłonęło alfa romeo. Ktoś podpalił samochód (14-12-11, 08:53)
- Ostra walka na noże o miejsca parkingowe w Łodzi (30-11-11, 20:00)
- Bezdomni koczują przy hipermarkecie. Noclegownia? Nie! (23-11-11, 20:42)
- Piotrkowska w weekend jak wielka publiczna toaleta (20-11-11, 21:56)
- Na skrzyżowaniu worki ze śmieciami. I nic nie widać! (26-10-11, 08:00)
- Zasadzka na złodziei. Chcieli kasę za dokumenty (24-10-11, 06:00)
Problem powraca każdej zimy. Gdy tylko robi się chłodniej, z komina nad warsztatem samochodowym zaczyna się wydobywać dym.
- Tam jest chyba cała tablica Mendelejewa. Najgorzej jest rano i wieczorami. Wystarczy, że wyjdę po drewno i już całe ubranie przesiąka tym chemicznym smrodem - mówi pani Olga, jedna z mieszkanek sąsiedniej ulicy.
Sąsiedzi warsztatu twierdzą, że kilkakrotnie powiadamiali o problemie straż miejską. - Usłyszeliśmy, że nie mogą wejść na teren, jeśli właściciel się nie zgodzi - dodaje pani Olga.
- Możemy interweniować tylko przy otwartym ogniu - mówi Radosław Kluska, rzecznik straży miejskiej.
Doniesieniami o paleniu śmieciami przez przedsiębiorców zainteresował się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
- Przeprowadzamy niezapowiedziane kontrole. Wystarczy skontaktować się z nami. Można to zrobić za pomocą poczty elektronicznej, adres jest na naszej stronie internetowej www.wios.lodz.pl - zachęca Anna Diehl z WIOŚ.
Podczas kontroli pracownik inspektoratu sprawdza, czym aktualnie pali się w piecu. - Otwieramy palenisko, patrzymy, co jest dookoła. Możemy zażądać rachunków za zakup paliwa - wyjaśnia Diehl.
Szefowa wydziału kontroli zastrzega jednak, że brzydki zapach nie zawsze jest spowodowany paleniem śmieci. - Cena węgla wynosi od 300 do 900 zł za tonę. Ten najtańszy, najgorszej jakości, podczas spalania uwalnia dym, który może sugerować, że do pieca wrzucono chemicznie zanieczyszczone paliwo. Podobnie jest z mokrym drewnem, które daje biały, gryzący dym. Często spotykaliśmy się z takimi przypadkami - opowiada Diehl.
W takiej sytuacji inspektorzy nie mogą nic zrobić, bo chociaż szkoda jest, to nie złamano prawa. Natomiast jeśli udowodnią, że przedsiębiorca używa odpadów jako paliwa, mogą wystawić mandat w wysokości 500 zł. - Jeśli proceder się powtarza, kierujemy sprawę do sądu - dodaje Diehl.
Postępowanie w sprawie każdorazowego zgłoszenia może trwać nawet miesiąc.
Udało nam się porozmawiać z właścicielem warsztatu. - Zarzuty są nieprawdziwe, nic więcej nie mam do powiedzenia - usłyszeliśmy.
maciej.stanczyk@lodz.agora.pl
- Tam jest chyba cała tablica Mendelejewa. Najgorzej jest rano i wieczorami. Wystarczy, że wyjdę po drewno i już całe ubranie przesiąka tym chemicznym smrodem - mówi pani Olga, jedna z mieszkanek sąsiedniej ulicy.
Sąsiedzi warsztatu twierdzą, że kilkakrotnie powiadamiali o problemie straż miejską. - Usłyszeliśmy, że nie mogą wejść na teren, jeśli właściciel się nie zgodzi - dodaje pani Olga.
- Możemy interweniować tylko przy otwartym ogniu - mówi Radosław Kluska, rzecznik straży miejskiej.
Doniesieniami o paleniu śmieciami przez przedsiębiorców zainteresował się Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
- Przeprowadzamy niezapowiedziane kontrole. Wystarczy skontaktować się z nami. Można to zrobić za pomocą poczty elektronicznej, adres jest na naszej stronie internetowej www.wios.lodz.pl - zachęca Anna Diehl z WIOŚ.
Podczas kontroli pracownik inspektoratu sprawdza, czym aktualnie pali się w piecu. - Otwieramy palenisko, patrzymy, co jest dookoła. Możemy zażądać rachunków za zakup paliwa - wyjaśnia Diehl.
Szefowa wydziału kontroli zastrzega jednak, że brzydki zapach nie zawsze jest spowodowany paleniem śmieci. - Cena węgla wynosi od 300 do 900 zł za tonę. Ten najtańszy, najgorszej jakości, podczas spalania uwalnia dym, który może sugerować, że do pieca wrzucono chemicznie zanieczyszczone paliwo. Podobnie jest z mokrym drewnem, które daje biały, gryzący dym. Często spotykaliśmy się z takimi przypadkami - opowiada Diehl.
W takiej sytuacji inspektorzy nie mogą nic zrobić, bo chociaż szkoda jest, to nie złamano prawa. Natomiast jeśli udowodnią, że przedsiębiorca używa odpadów jako paliwa, mogą wystawić mandat w wysokości 500 zł. - Jeśli proceder się powtarza, kierujemy sprawę do sądu - dodaje Diehl.
Postępowanie w sprawie każdorazowego zgłoszenia może trwać nawet miesiąc.
Udało nam się porozmawiać z właścicielem warsztatu. - Zarzuty są nieprawdziwe, nic więcej nie mam do powiedzenia - usłyszeliśmy.
maciej.stanczyk@lodz.agora.pl
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 4 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos




