Z sądu. Oskarżony o zabójstwo pracownicy Providenta

Anna Kołakowska
06.12.2011 , aktualizacja: 06.12.2011 15:52
A A A Drukuj
Za zamkniętymi drzwiami rozpoczął się wczoraj w łódzkim sądzie proces Michała S., oskarżonego o zamordowanie przedstawicielki firmy pożyczkowej. Grozi mu dożywocie
Mariusz S. ostarżony o zabójstwo pracownicy firmy Provident podczas procesu 6 grudnia 2011 roku
Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Mariusz S. ostarżony o zabójstwo pracownicy firmy Provident podczas procesu 6 grudnia 2011 roku
48-letnia Teresa K. mieszkała w Żychlinie. Pracowała jako przedstawicielka Providenta - firmy, która zajmuje się udzielaniem pożyczek gotówkowych w domach klientów. Według prokuratury, zabił ją klient, aby nie spłacać rat. Jedna wynosiła 40 złotych.

Wczoraj 28-letni Michal S. stanął przed łódzkim sądem okręgowym. Sąd zgodził się na pokazanie w mediach jego twarzy, ale pod odczytaniu aktu oskarżenia utajnił proces. Prosiły o to wszystkie strony: obrońca oskarżonego, prokurator i pełnomocnik trzech członków rodziny Teresy K., którzy są oskarżycielami posiłkowymi. Powoływali się na dobro bliskich zamordowanej.

- Na rozprawie będą ujawnianie okoliczności śmierci Teresy K., a to mogłoby godzić w ważny interes prywatny pokrzywdzonych - uzasadniał decyzję o utajnieniu procesu sędzia Sławomir Wlazło. Sędziowie zdecydowali też, że ogłoszenie wyroku i jego uzasadnienie będą jawne.

Wczoraj sąd rozpoczął przesłuchania świadków i wysłuchał biegłych psychiatrów i psychologa, którzy badali oskarżonego podczas śledztwa. Po jednorazowym badaniu nie byli w stanie wypowiedzieć się o poczytalności Michała S. Dlatego sąd skierował go na kilkutygodniową obserwację psychiatryczną w więziennym oddziale szpitalnym. Po obserwacji biegli uznali, że nie ma podstaw, aby kwestionować poczytalność oskarżonego.

Teresa K. zaginęła w sobotę 5 lutego. Rano ruszyła z domu samochodem, aby objechać swoich klientów i zebrać od nich raty. Wtedy ostatni raz widziała ją córka. Około południa próbowała się skontaktować telefonicznie z matką, ale bez skutku. Gdy telefon milczał przez kolejne godziny, córka zgłosiła policji jej zaginięcie.

Policjanci ruszyli tą samą trasą, którą pokonała przedstawicielka Providenta. Znaleźli dom, który odwiedziła jako ostatni. Ustalili, że kobieta dotarła tam około godz. 10. Po kilkudziesięciu minutach wyszła w towarzystwie Michała S. Wsiedli do jej samochodu. Po niespełna dwóch godzinach mężczyzna wrócił pieszo, był sam. Wkrótce przyjechał po niego kolega i razem odjechali.



Zabójstwa sprzed lat

Do dwóch zabójstw przedstawicielek firmy Provident doszło w Łodzi w 2004 r. Obaj mordercy dostali kary dożywotniego więzienia.

35-letnia Dorota M. zaginęła na początku lipca. Cztery dni później do łódzkiego komisariatu zgłosił się jej stały klient Paweł W. Powiedział policjantom, że zamordował przedstawicielkę. Poderżnął jej gardło nożem i zadał cztery ciosy siekierą. Zwłoki ukrył w wersalce w swoim mieszkaniu w centrum Łodzi. Zabrał jej 190 zł i cztery pierścionki, które sprzedał w lombardzie.

Ciało drugiej pracownicy tej firmy - 49-letniej Ewy P. - znaleziono przed jednym z wieżowców na Bałutach. O zabójstwo oskarżono jej klienta - mieszkającego w pobliżu Piotra P.

Kobieta przyszła do jego mieszkania, żeby odebrać 22 zł raty pożyczki. Piotr P. liczył na łup - myślał, że kobieta ma przy sobie dużą sumę pieniędzy. Rzucił się na nią, udusił psią smyczą, a ciało schował w wersalce. Pieniędzy nie znalazł, zabrał jej za to klucze do mieszkania. Z domu Ewy P. skradł telefon komórkowy i aparat fotograficzny. Gdy po kilku dniach rozkładające się zwłoki zaczęły wydzielać fetor, porzucił je pod blokiem.

amk





Około dwóch kilometrów od domu Michała S. policjanci znaleźli samochód przedstawicielki: jego wnętrze było zakrwawione. Sam podejrzany wpadł w ich ręce w niedzielę około godziny pierwszej w nocy. Miał trzy promile alkoholu, było z nim dwóch kolegów. Rano funkcjonariusze odkryli też ciało ofiary: w lesie, przykryte gałęziami i niewielką warstwą ściółki.

Michałowi S. zarzucono zabójstwo. Podczas pierwszego przesłuchania przyznał się do winy i pokazał, gdzie ukrył narzędzie zbrodni - nóż myśliwski. Mówił, że zabójstwo przedstawicielki Providenta zaplanował już w piątek, aby nie spłacać kolejnych rat pożyczki. Wtedy wziął z samochodu ojca nóż.

Gdy kobieta przyjechała po pieniądze, Michał S. zaproponował, żeby pojechali jej samochodem do bankomatu. Po drodze zaatakował ją, zadając sześć ciosów nożem. Pojechał do lasu, ukrył zwłoki, a samochód porzucił. Według śledczych Michał S. ukradł zamordowanej 900 złotych, które przehulał z kolegami w Kutnie. Kupił sobie spodnie i buty, fundował kolegom pizzę i alkohol, bawił się w dyskotece i wynajął pokój w hotelu.

Podczas ostatniego przesłuchania w śledztwie już nie przyznał się do winy. Jego proces będzie dziś kontynuowany.





Zobacz więcej na temat:

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów

Newsletter

Wiadomości z Łodzi Zobacz przykład