Bezdomni koczują przy hipermarkecie. Noclegownia? Nie!
23.11.2011
, aktualizacja: 23.11.2011 20:42
Przez kilka miesięcy w chaszczach przy ul. Przybyszewskiego w Łodzi, niedaleko ul. Zapadłej, koczowali dwaj bezdomni
Od kilku miesięcy w chaszczach przy ul. Przybyszewskiego w Łodzi, niedaleko ul. Zapadłej, koczują dwaj bezdomni. - Mi tu dobrze, mam kołdry i ciepłe ubrania. Nie zamierzam się przenosić - mówi 57-letni pan Sławomir. Okoliczni mieszkańcy, widząc w nocy ognisko, dzwonią po straż miejską. Nadaremnie

Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Przez kilka miesięcy w chaszczach przy ul. Przybyszewskiego w Łodzi, niedaleko ul. Zapadłej, koczowali dwaj bezdomni

Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Przez kilka miesięcy w chaszczach przy ul. Przybyszewskiego w Łodzi, niedaleko ul. Zapadłej, koczowali dwaj bezdomni

Fot. Małgorzata Kujawka / Agencja Gazeta
Przez kilka miesięcy w chaszczach przy ul. Przybyszewskiego w Łodzi, niedaleko ul. Zapadłej, koczowali dwaj bezdomni
ZOBACZ TAKŻE
- Dziennik Łódzki: miś z hipermarketu groźny dla maluchów (09-02-12, 07:55)
- Śmierć zimą? "Zamarzniesz!". Bezdomny: "No i dobrze" (08-02-12, 08:00)
- Bezdomni mieli już dość kaszy. Food Not Bombs w Łodzi (30-01-12, 11:54)
- Nie masz prezentu? Zobacz co jest jeszcze otwarte (23-12-11, 09:00)
- Nocny autobus z jedzeniem i lekami dla bezdomnych (21-12-11, 17:26)
- Za palenie śmieciami w piecu mandat - nawet 500 zł (14-12-11, 09:00)
- Bezdomni opuścili obozowisko. Nie koczują pod blokami (04-12-11, 15:20)
- Znany fotograf i designer, na ratunek świetlicy (23-11-11, 21:07)
- Spłonął samochód stojący w garażu. Sam się zapalił? (23-11-11, 06:29)
- Zostali pobici, bo zwrócili uwagę, że jest za głośno (22-11-11, 13:00)
- Konkurs "Łódź oczami obcokrajowców". Zwyciężyła riksza (21-11-11, 18:46)
- Łódź za kilkanaście lat. Zobacz, jak się planuje miasto (21-11-11, 12:32)
- Bez wody i toalety. Nie stać go na mieszkanie socjalne (21-11-11, 09:00)
- Piotrkowska w weekend jak wielka publiczna toaleta (20-11-11, 21:56)
Obozowisko powstało naprzeciwko hipermarketu Carrefour. Nietrudno je zauważyć. Prowadzi do niego wydeptana ścieżka. Mija się puste butelki, mnóstwo foliowych toreb i opakowań. Na środku niewielkiej polanki - palenisko z cegieł. I śmieci, ułożone w okrąg, stanowiący coś na kształt ogrodzenia wokół obozu pana Sławomira. Wszędzie widać walające się ubrania i koce. Obok paleniska leży materac.
- Mieszkam tu od maja. Zimę spędziłem w noclegowni na Szczytowej, ale nie wrócę tam. Pokłóciłem się z opiekunem. Zresztą tu mi dobrze. Do temperatury można się przyzwyczaić. Komu ja tu przeszkadzam? - pyta pan Sławomir, mieszając w garnku. Gotuje kolację - kluski z cebulą i kiełbasą. - Żyję z tego, co znajdę. Czasem jakiś złom się trafi.
Pan Sławomir opowiada, że był zawodowym kierowcą, Jeździł ciężarówkami i jako kierowca w MPK. Ma przepracowane trzydzieści lat. Ale kilka lat temu rozwiódł się, stracił mieszkanie i wylądował bez dachu nad głową. Do noclegowni nie pójdzie, bo jak tłumaczy, w jednej jest "burdel", a do drugiej, po awanturze z opiekunem, "nie pozwala mu honor". A poza tym w noclegowniach nie można pić. - A ja piję codziennie. Bez tego nie da się wytrzymać - tłumaczy i wyciąga ze szmat półlitrową butelkę czystej. Pociąga łyk. - To musi mi starczyć do rana. Piję po trochu, nie żeby się upić, tylko żeby się rozgrzać.
Sąsiedztwo pana Stanisława nie podoba się mieszkańcom okolicznych bloków. - Przede wszystkim boimy się, że pewnego dnia ci mężczyźni zasną i już się nie obudzą. Noce robią się coraz chłodniejsze. A poza tym robią straszny śmietnik dookoła. Wszędzie walają się te plastikowe torby i butelki. A nikt nie chce mieszkać w śmietniku - mówi pani Bożena Zielińska, która płomień w obozowisku widzi co wieczór z okna.
Mieszkańcy wielokrotnie wzywali strażników miejskich. - Potwierdzam, interweniowaliśmy kilka razy. Za każdym razem strażnicy proponowali, że zawiozą mężczyzn do noclegowni. Ci jednak konsekwentnie odmawiają - tłumaczy Leszek Wojtas, rzecznik prasowy SM. - A dopóki nie wyrażają chęci współpracy, właściwie nie ma możliwości, żeby przenieść ich w bezpieczne miejsce. Mandaty za śmiecenie czy używanie otwartego ognia niewiele tu pomogą. W sprawie obozowiska będziemy się kontaktować również z opieką społeczną - dodaje.
- Na zimę przeniosę się pewnie do bloku. A do noclegowni, powtarzam, nie pójdę - zarzeka się pan Sławomir.
- Mieszkam tu od maja. Zimę spędziłem w noclegowni na Szczytowej, ale nie wrócę tam. Pokłóciłem się z opiekunem. Zresztą tu mi dobrze. Do temperatury można się przyzwyczaić. Komu ja tu przeszkadzam? - pyta pan Sławomir, mieszając w garnku. Gotuje kolację - kluski z cebulą i kiełbasą. - Żyję z tego, co znajdę. Czasem jakiś złom się trafi.
Pan Sławomir opowiada, że był zawodowym kierowcą, Jeździł ciężarówkami i jako kierowca w MPK. Ma przepracowane trzydzieści lat. Ale kilka lat temu rozwiódł się, stracił mieszkanie i wylądował bez dachu nad głową. Do noclegowni nie pójdzie, bo jak tłumaczy, w jednej jest "burdel", a do drugiej, po awanturze z opiekunem, "nie pozwala mu honor". A poza tym w noclegowniach nie można pić. - A ja piję codziennie. Bez tego nie da się wytrzymać - tłumaczy i wyciąga ze szmat półlitrową butelkę czystej. Pociąga łyk. - To musi mi starczyć do rana. Piję po trochu, nie żeby się upić, tylko żeby się rozgrzać.
Sąsiedztwo pana Stanisława nie podoba się mieszkańcom okolicznych bloków. - Przede wszystkim boimy się, że pewnego dnia ci mężczyźni zasną i już się nie obudzą. Noce robią się coraz chłodniejsze. A poza tym robią straszny śmietnik dookoła. Wszędzie walają się te plastikowe torby i butelki. A nikt nie chce mieszkać w śmietniku - mówi pani Bożena Zielińska, która płomień w obozowisku widzi co wieczór z okna.
Mieszkańcy wielokrotnie wzywali strażników miejskich. - Potwierdzam, interweniowaliśmy kilka razy. Za każdym razem strażnicy proponowali, że zawiozą mężczyzn do noclegowni. Ci jednak konsekwentnie odmawiają - tłumaczy Leszek Wojtas, rzecznik prasowy SM. - A dopóki nie wyrażają chęci współpracy, właściwie nie ma możliwości, żeby przenieść ich w bezpieczne miejsce. Mandaty za śmiecenie czy używanie otwartego ognia niewiele tu pomogą. W sprawie obozowiska będziemy się kontaktować również z opieką społeczną - dodaje.
- Na zimę przeniosę się pewnie do bloku. A do noclegowni, powtarzam, nie pójdę - zarzeka się pan Sławomir.
Co o tym sądzisz? Napisz do nas na: listy@lodz.agora.pl
- 38 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
A ja nie rozumiem jednego
asmok6
23.11.11, 23:12
Nie rozumiem co jest nie tak z tymi noclegowniami. Wszyscy bezdomni panicznie przed nimi uciekają. Przecież nawet jeśli tam są złe warunki to i tak lepsze niż na zewnątrz.Co takiego powoduje»
-
Re: Bezdomni koczują przy hipermarkecie. Noclegow
marek.p.j
25.11.11, 11:05
Prawda jest taka, że z noclegowni wyrzucają za picie alkoholu.»



