O seksie warto rozmawiać z dzieciakami. A nawet trzeba

- pisze Marcin Markowski, dziennikarz "Gazety Wyborczej"
18.11.2011 , aktualizacja: 18.11.2011 15:42
A A A Drukuj
Ludowe porzekadło mówi, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Oby ta łódzka zadała kłam obiegowej opinii, a inne miasta wzięły przykład z naszego. Bo o seksie trzeba rozmawiać
Aleksandra Dulas (z lewej) i Anna Jurek prowadzą w łódzkich szkołach zajęcia z edukacji seksualnej
Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta
Aleksandra Dulas (z lewej) i Anna Jurek prowadzą w łódzkich szkołach zajęcia z edukacji seksualnej
W Gazety często zachęcamy lokalnych decydentów, by naśladowali to co dobre, a wymyślone i sprawdzone przez innych. Tym razem nie chodzi jednak o równe chodniki, czyste centrum czy punktualne autobusy. Nie chodzi o autostrady ani NAWET O PIŁKĘ NOŻNA. Chodzi o seks. W dodatku o seks w szkole.

Rodzice z dziećmi o nim nie rozmawiają. Aż 65 proc. matek i ojców nie porusza kwestii "pierwszego razu", 70 proc. nastolatków nie słyszało w domu niczego na temat AIDS, co drugi nigdy nie rozmawiał z rodzicami o seksie! Powszechne jest za to straszenie dziewczyn niechcianą ciążą, komentarze w stylu: "Szanuj się!" czy "Co? Biegają pieski za suczką".

Ogólnopolski raport edukatorów seksualnych z grupy Ponton ubrał w liczby to, co słyszałem od Ani Jurek i Oli Dulas z łódzkiej fundacji Jaskółka. Obie już rok temu prowadziły pilotażowo lekcje o seksie w dwóch gimnazjach. A na tych lekcjach uczniowie pytali, czy masturbacja to grzech, bo tak mówi pani od religii, czy homoseksualizmu nie można sobie wybrać? Antykoncepcja? A co to?

Gimnazjaliści uczyli się w szkole, jak zakładać prezerwatywę, ale też zastanawiali się, czym jest seks. Kiedy jesteśmy gotowi na pierwszy raz. Choć zajęcia były płatne, chętni nie mieścili się w ławkach.

W środę późnym wieczorem łódzcy radni uznali, że takie lekcje powinny być w wielu szkołach i zapłaci za nie miasto. W przyszłym roku 36 tys. zł - temu, kto wygra przetarg. Pomysł Jaskółki w uchwałę zamienił radny PO Bartosz Domaszewicz. Ale poparcie rady nie było jednomyślne. Seks obudził czujność zwłaszcza w klubie PiS.

Radny Piotr Adamczyk zasugerował, że Jaskółka lobbuje na rzecz Unimilu, bo na swojej stronie za coś mu dziękuje. - Unimil dał nam pięćset prezerwatyw i dwie drewniane imitacje penisa. Są nam potrzebne do zajęć. Żadnej tajemnicy ani reklamy w tym nie ma - tłumaczyła w kuluarach Ania.

Adamczyk żądał też, by na zajęciach była "edukacja prawna związana z odpowiedzialnością młodzieży rozpoczynającej współżycie seksualne". - Po co? - krzywił się Maciej Rakowski, radny SLD. - Uczniowie zazwyczaj są nieletni, a nieletnim nie grożą kary z kodeksów. Uczniowie dowiedzą się więc, że odpowiedzialności za seks nie ma!

Z kolei Kazimierz Kluska (PiS) postulował, by edukację seksualną prowadzili nauczyciele, bo uczniowie "dobrze ich znają i czują się pewniej." - Zły pomysł - kontrowała Ola. - Uczniowie wiedzą, że nauczyciele o nich rozmawiają. O pewne rzeczy wstydziliby się zapytać w obawie, że staną się tematem rozmów w pokoju nauczycielskim albo ofiarą docinek: "Szkoda, że matematyką się tak nie interesujesz".

Radna Bożenna Jędrzejczak (też z PiS) poszła inną drogą. Zamiast amortyzować (w swoim mniemaniu) skutki zderzenia uczniów z problematyką seksualną, próbowała w ogóle do zderzenia nie dopuścić. Wnioskowała o powrót projektu do komisji edukacji, zdrowia i finansów, ale radni jej nie poparli.

Łódź jest na drugim miejscu w Polsce pod względem zakażeń HIV i równie wysoko, jeśli chodzi o ciąże u nastolatek. Tylko w 2009 r. aż 259 niepełnoletnich łodzianek urodziło dzieci.

Ale Łódź - prawdopodobnie - jest również pierwszym miastem w kraju, które zapłaci za edukację seksualną w szkołach. Za lekcje, na których będzie się mówić o antykoncepcji, chorobach przenoszonych drogą płciową, mniejszościach seksualnych i dojrzewaniu. Za wiedzę uwolnioną od stereotypów i niefiltrowaną światopoglądem nauczyciela.

36 tysięcy wystarczy na dwadzieścia gimnazjów. Tylko tyle i tylko w Łodzi. Ale pal licho "tylko". Ważne, że "wreszcie"!

Za rok radni nie zatrzymają już lawiny, którą w środę wywołali. O edukację seksualną szkoły będą walczyć jak o orliki, których trzy lata temu nie było, a dziś w całym kraju jest prawie dwa i pół tysiąca. Aż pod presją uczniów i samorządów zmięknie ministerstwo, dotychczas konsekwentnie migające się od edukacji seksualnej i wmawiające nam, że to to samo co przedmiot o nazwie "przygotowanie do życia w rodzinie".

Zakład? Za trzy lata trudno będzie znaleźć nastolatka, który w swojej szkole chciałby dowiedzieć się czegoś o seksie, ale nie ma kogo zapytać.

Nie tylko w Łodzi.

Podziel się

  • 22 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy